-Nalegam, abyś mówiła mi Aidan.- Tata Briana posyła mi ten sam czarujący uśmiech co jego syn.
-Dobrze. W takim razie do widzenia, Aidanie.- Odpowiadam uśmiechem. Dzięki Brianowi, podczas ostatnich kilku miesięcy uśmiecham się częściej niż w ciągu 2 lat od śmierci Rafe i Byrona. Sfałszowanej śmierci.- poprawiam się w myślach. Wciąż muszę wszystko przemyśleć i poukładać. Co będzie dalej?
Podczas, gdy Aidan ściska syna, żegnam się z Alessandrą.
-Miło było Cię poznać, Raven.- Mama Briana ściska mnie przyjaźnie.
-Mi również.- Odpowiadam. Przytulam się do boku Briana i patrzę wraz z nim jak jego rodzice odjeżdżają. Kiedy samochód znika w oddali unoszę głowę i patrzę na Briana.
-Nie było tak źle, co?- Brian wybucha śmiechem. Szybkim ruchem przerzuca mnie przez ramię i skacze do basenu.
Zeke
- Działacie zgodnie z planem, rozumiemy się? Jeśli któryś postanowi działać na własną rękę to przysięgam, że oberwie.- Z mikrofalówki rozlega się chóralne tak.
- Dobra. Juzo?
-Jest.
-Sawyer, Javier i Thomas?
-Gotowi.
- Byron?
- Zwarty i gotowy.
-Rafe?- Cisza.
-Rafe?- Powtarzam. Co za dupek mogłem wziąć Lillian.
- Gdzie jest u diabła, Collins? Czy ten kutas zawsze musi się spóźniać?
- Całuj mnie w tyłek, Zeke.- Rafe wreszcie raczy się odmeldować.
-Brawo, Collins. Tym razem tylko prawie się nie spóźniłeś. Zaczynajmy.
Muszę przemówić do rozsądku temu dupkowi. Wiem, że jest mu teraz trudno, ale musi wziąć się w garść. Tak jak to zrobił Byron. Przysięgam ten chłopak zawsze spada na cztery łapy. Zawsze znajdzie wyjście z nawet najgorszej sytuacji. Gdybym wiedział, że chwila samotności, pomoże Rafe, dał bym mu ją. Nawet bym dopilnował by miał spokój, aż wszystko sobie poukłada w głowie, ale nie. Ten dupek nie może mieć wolnego, bo zaczyna wygrzebywać to całe emocjonalne gówno, które ukrył głęboko w sobie 2 lata temu. A to się kończy, tak jak zwykle. Niech ten szmaciarz Gimenez, który pozbawił mnie nogi, zginął w męczarniach.
-Zeke? Zadanie wykonane.
-To dobrze. Spalcie to gówno.
Raven
2 dni później...
- Od dawna nie byłam tak zrelaksowana.- Wyznaje. Jestem w trakcie pakowania naszych walizek, ponieważ jak się dowiedziałam ostatnim razem Brian się do tego nie nadaje.
- Przyjemnie jest czasem pobyć z dala od tego całego szumu medialnego co?
-Yhym.- Brian siada obok mnie i obejmuję mnie ramieniem.- Wrócimy tu. Obiecuje.- Brian cmoka mnie w policzek.- A teraz ruszaj tą seksowną dupkę bo za 3 godziny mamy samolot.
*
-Brian? Gdzie my jesteśmy?- Pytam rozglądając się po zupełnie nieznajomym lotnisku. Patrzę mojego chłopaka, który wygląda na bardziej niż zadowolonego z siebie. - W Los Angeles.
-W Los Angeles?-Powtarzam. Zawsze chciałam tu przyjechać, ale to nie zmienia faktu, że się zastanawiam, co my do cholery robimy w Los Angeles?
-Tak. Przecież zawsze chciałaś tu przyjechać.
-Ale...- Zaczynam.
-Przestań, Raven. To jest po prostu mój kolejny prezent dla Ciebie.- O Boże. Nie mogę uwierzyć, że zrobił to wszystko dla mnie. Wycieczka do Włoch, do jego rodzinnego domu, żebym mogła ogarnąć całą tą sytuacje z porwaniem, nie udaną próbą mojego zabójstwa, poznanie prawdy że Rafe i Byron żyją, a teraz jeszcze to? Rzucam mój podręczny bagaż na ziemie i z piskiem rzucam się Brianowi na szyję.
-Dziękuje. Jesteś słodki.- Brian trzyma mnie mocno.
-No nie! I właśnie wszystko popsułaś!- Chichoczę w jego szyję. - Nie możesz mi mówić, że jestem słodki. Przystojny, silny, męski owszem, ale nie słodki.- Brian stawia mnie na ziemi.- Słodka może być mała dziewczynka z dwoma warkoczykami i lizakiem w ręku.- Całuję go mocno, przerywając jego wykład na temat co może być słodkie.
Brian
Chowam nasze bagaże do samochodu podstawionego przez Zeke'a. Byron i Rafe nie wiedzą o przyjeździe Raven do Los Angeles. Chciałem zrobić całej trójce niespodziankę. Mimo decyzji Raven, miałem nadzieje, że dojdą do porozumienia. Mimo wszystko Rafe jest jej bratem, a Byron... Byron jest kimś ważnym w jej życiu i zrobię wszystko by była szczęśliwa.
-Mam nadzieje, że nie zapomniałeś zarezerwować hotelu.- Pyta podekscytowana Raven.
-Po co miałbym to robić? Po wyjeździe z Włoch, musiałem gdzieś zamieszkać. Wybrałem Los Angeles i kupiłem mały dom na obrzeżach miasta. Tam właśnie jedziemy.
Raven posyła mi promienny uśmiech. Obejmuje moje przed ramie i przytula się policzkiem do mojego ramienia. -Dziękuje! Dziękuje! Dziękuje! Jesteś wspaniały!- Cmoka mnie w policzek i podekscytowana zapina pas.
-Gotowa?
Raven kiwa gorliwie.
-Więc jedźmy.
30 min później...
Raven wręcz podskakuje z radości na fotelu, kiedy dojeżdżamy na miejsce. Chłonie jak gąbka widok domu i zadbanego ogrodu. Wysiadam z samochodu i biorę głęboki wdech. Dobrze jest być w domu. Podchodzę do Raven i obejmuje ją ramieniem. Wyjmuje z kieszeni pęk kluczy i po znalezieniu właściwego, otwieram drzwi. Jak na gentelmana przystało, przepuszczam Raven w drzwiach by mogła się spokojnie rozejrzeć. Stoję przez chwilę na ganku, aż z ociąganiem wchodzę do opuszczonego od 6 miesięcy domu. Prawie natychmiast do mojego nosa dociera specyficzny zapach dymu papierosowego. Cholera!
Raven
Dom Briana jest śliczny, taki nowoczesny, taki idealny. Brian przepuszcza mnie mnie w drzwiach bym mogła pozwiedzać. Boże jest idealny. Nie mogłam dostać od losu lepszego chłopaka. Wchodzę do pierwszego pomieszczenia jakim jest przestronna, nowoczesna kuchnia połączona z jadalnią. Każdy maleńki szczegół krzyczy że dom należy do mężczyzny. Moją uwagę zwraca woń dymu papierosowego. Czyżby Brian palił? Idę szybkim krokiem za drażniącym zapachem. Nie pamiętam, żeby Brian, kiedykolwiek palił przy mnie. Może po ostatnich stresujących wydarzeniach zaczął, a ja zaślepiona sobą niczego nie zauważyłam. Nie, nie mogłabym czegoś takiego przegapić... Zatrzymuje się nagle patrząc na obcego czarnowłosego chłopaka stojącego tyłem do mnie. Chłopak ubrany jest w czarną skórzaną kurtkę i czarne jeansy. Czy może on być włamywaczem? Nabieram powietrza, żeby zawołać Briana, kiedy chłopak stojący przy oknie, odwraca się. W jednej z dłoni, którą trzyma przy ustach ma papierosa, a w drugiej wściekle różową konewkę. Zamieram z rękoma przy ustach. Rafe. Mój brat. Raphael również zamiera, papieros wypada mu z dłoni. Łzy zbierają się pod powiekami.
-Raven?
-Raphael!- W tej chwili nic się nie liczy. Nie liczy się sfałszowana śmierć mojego bliźniaka, uraza do niego, decyzja o niekontaktowaniu się z Rafe podjęta zaledwie kilka dni temu. Biegnę ku niemu, w błyskawicznym tempie pokonując dzielące nas metry. Rafe wypuszcza konewkę i łapie mnie w objęcia.
_______________________________________________________________________
Już myślałam, że się nie wyrobię, a tu proszę niespodzianka! Skończyłam przed obiecanym terminem. W tym rozdziale jest trochę słodyczy, romantyczny Brian i jego suprajs, Raven i Rafe i ich niespodziewane spotkanie. Przy ostatnich postach, była praktycznie znikoma liczba komentarzy, więc, aby was zachęcić do komentowania dodam do nowej zakładki pod tytułem If I Stay, Prolog i 1 Rozdział historii o Raven i Byronie. Oczywiście tam też proszę o wasze komentarze i opinie. Następny pojawi się mniej więcej za równy miesiąc choć oczywiście mogę mieć kilkudniowe opóźnienie lub dodam go wcześniej. Do następnego! ( Mam nadzieję)
Witaj ;) dobrze było natrafić na kolejny, choć jak zwykle piszę z opóźnieniem. Trochę zabrakło mi rozkmin Raven na temat tego wszystkiego, no ale teraz to już nieważne ;) Myślałam, że będzie więcej Włoch, ale jak tak teraz o tym myślę, to dobrze, że nie powtarzałaś rozmów z rodzicami, bo już raz to było :) No i nasza pani bohater spotkała brata :D mega fajnie, jestem ciekawa co dalej wykombinowałaś ;p Chwila... czy on pali?! Ok, może uporał się już z problemami sercowymi (dosłownie, hihi ;p) ale mimo wszystko. Wykorzystaj to! Taaak!
OdpowiedzUsuńSkoro już zaczęłam ten temat, przeczytałam też nowości z zakładki. Dużo sobie wzięłaś, dwie historie jednocześnie. Myślę, że dasz radę i chyba masz już na to wszystko pomysł ;) Bardzo lubię Twoje prologi i tego typu rzeczy, naprawdę mi się podobają. Co do pierwszego rozdziału, no z grubej rury powiem Ci, od razu serce mu stanęło, reanimacja, Rafe chory, a Raven bohaterka dnia. Jeszcze mogłaś to rozbudować, w sensie przedłużyć, bo schody - jak się po nich wspinał i to co myślała R - spoko :) jeszcze po tym wszystkim mogłoby coś być, ale to już przeszłość. Fajne, że oni tak się kochają, jako rodzeństwo. To, że urodzili się razem, pewnie do czegoś zobowiązuje. Jak tak na to patrzę, dobrze to rozbudowałaś, jej uczucia po jego rzekomej śmierci. No i teraz będą nowe, kiedy zmartwychwstał :D Cieszę się. Został mi jeszcze Byron, oczywiście to był on ;) wezwał pogotowie, dobrze pamiętam? Chyba nie znali się z panem R wcześniej. Dobrze by było wiedzieć, jak ich przyjaźń się toczyła, chyba fajny bonus do historii miłości :D mam nadzieję, że nie gniewasz się za to, że opisałam to tutaj, a nie w zakładce, było mi łatwiej. Następne komentarze postaram się dawać tam. Będziesz nowe rozdziały dodawała tak, jak te do głównego wątku, czy raczej osobno?
Miłego odpoczynku podczas wakacji :) wpadnę niedługo, czekam na nowy rozdział :D
Buziaczek ;*