Prolog
Rozdział 1
Zaczęliśmy ten dzień tak jak zwykle. Nikt z nas nie przewidywał jak bardzo może stać się źle.
-Raven, pilnuj brata!- Krzyczy mama, kiedy razem z Rafe wychodzimy do szkoły. Bliźniak przewraca oczami.
-Powinno być odwrotnie!- Odkrzykuje Rafe.- To zawsze starsi bracia są proszeni o pilnowanie swoich małych siostrzyczek!- Daje mu kuksańca w bok. - Jesteś starszy tylko o 3 minuty.
-Ty też jej pilnuj! Bóg wie, co tej dziewczynie chodzi po głowie.- Dodaje ciszej. Patrzymy na siebie znacząco i wsiadamy do prywatnej windy naszego apartamentu.
-Nienawidzę tej pieprzonej szkoły.- Wyznaje.
-Rafe!- Ganie go. Brat wzrusza tylko ramionami.- Gdybyś chciał to siedziałbyś w domu zamiast chodzić do szkoły.
- A ty zabrałabyś mi całą zabawę? Nie ma mowy.- Posyła mi swój gwiazdorski uśmiech od którego, dziewczyną miękną kolana. Drzwi windy właśnie się otwierają, wychodzę zaraz za Rafe przewracając oczami, kiedy nie widzi.
-Przewróciłaś oczami, Raven. Widziałem to.- Mrużę oczy i robię znak duszenia. Rafe wybucha gardłowym śmiechem i przechodzi przez obrotowe drzwi. Boże! Czasami potrafi być tak wkurzający! Niektórzy spodziewali by się, że jego ciężko chore serce zmieni go, że zacznie być dobrym i uczynnym dzieckiem, które nie ma za złe Bogu, że jego serce jest słabe. A tym czasem Rafe zaskoczył wszystkich. Pozostał sobą.
-Zamierzasz wsiąść czy dalej będziesz się nie potrzebnie zamartwiać?- I jest prawdopodobnie ostatnim gentelmenem w Waszyngtonie. Mimo deszczu lejącego z nieba ciężkimi kroplami, Rafe stoi przy drzwiach czarnego samochodu z ręką wyciągniętą wobec mnie, jakby to było naturalne. Dla niego jest.
Więc wsiadam.
*
Wchodzimy po śliskich, mokrych stopniach naszej nowej szkoły. Patrzę przez włosy opadające mi na twarz, na Rafe. Widzę wyraźnie, że nawet tak niewielki wysiłek jak wchodzenie po schodach, strasznie go męczy. Chce powiedzieć coś co skróciło by jego cierpienie, ale wiem jakie to dla niego upokorzenie prosić kogoś obcego o pomoc. Więc nie mówię nic. I w tej samej chwili noga, ześlizguje się ze stopnia, a ja widzę jak schody zbliżają się do mojej twarzy.
Na szczęście czyjaś ręka ratuje mnie od upadku.
-Dzięki.- Mówię, patrząc na bliźniaka, który posyła mi swój zarozumiały uśmieszek. Jest niemożliwy! Wchodzimy do budynku.
- Poczekaj tutaj.- Rozkazuje bratu, wskazując brązową ławkę stojącą przed drzwiami sekretariatu. Przynajmniej raz Rafe się ze mną nie sprzecza i robi to co mówię. Pukam dwa razy i wchodzę do szkolnego sekretariatu. Zza biurka wita mnie miła starsza pani, która szybko dostosowuje mój plan lekcji do planu Rafe. Wiem, że by się wściekł, kiedy by się dowiedział, że użyłam jego choroby by zmieniono mi plan, ale robię to tylko z troski o niego. Chce przy nim być, gdyby stało się coś strasznego.
-Chodź. Mamy pierwszą biologię.- Podaje mu plan lekcji i mam ochotę się zaśmiać, kiedy podejrzliwie zagląda mi przez ramię i zauważa identyczny plan lekcji.
-Raven...- Zaczyna.
-Ciiii. Nic nie mów.- Przykładam mu palec do ust i kładę rękę na jego sercu. Po chwili Rafe kładzie swoją dłoń na mojej i kiwa ze zrozumieniem głową. Doskonale wie, jak bardzo się o niego martwię. Obok nas przechodzi brązowo-włosy chłopak nieomal nas przewracając. Otwieram usta, żeby powiedzieć temu bezmyślnemu gamoniowi, co o nim myślę, ale Rafe kręci głową wykrzywiając usta.
-Chodź. Przebrnijmy przez ten szajs.
*
Wspominałam jak bardzo nienawidzę szkoły i schodów przez które mój brat tak bardzo się męczy?
-Rafe zatrzymajmy się na chwilę. Nic się nie stanie, jak przez chwilę odpoczniesz.- Próbuje przekonać brata. To w końcu wycieczka na drugie piętro. Dlaczego mój ciężko chory brat musi wspinać się trzeci już dziś raz na drugię piętro?
-Nie. Dam radę. Zobacz, zostało mi już tylko pół piętra.- Uspokaja mnie.
-Rafe...- Bliźniak ignoruje mnie i wchodzi uparcie po tych cholernych schodach. Nie mam innego
wyjścia jak iść za nim. Liczę schody, które ma do pokonania by bezpiecznie stanąć na piętrze.
20. 19. 18. 17. 16. 15. 14. 13. 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. ... 03...
Dlaczego się zatrzymał? Spoglądam w górę na przeraźliwie bladą twarz brata. Czuje jak moje serce ściska się ze strachu o niego. Jedna z jego dłoni spoczywa na jego sercu.
-Rafe? Czy...- Nie mam szansy dokończyć pytania, bo Rafe pada bezwładny na płytki.
-Rafe!- Rzucam się do niego. Unoszę jego głowę i klepię go po twarzy. Rafe nie reaguje. Nie, nie, nie! Przyciskam palce do jego szyi i po chwili ponawiam czynność. Nie czuje jego pulsu. Natychmiast rzucam się do jego klatki piersiowej i rozpoczynam masaż serca.
- Zadzwoń po karetkę!- Krzyczę do chłopaka, który tak jak my spóźnił się na lekcje. Oprócz nas nikogo nie ma na holu. Wdmuchuje powietrze do płuc Rafe i sprawdzam puls.
Nic.
Wracam do uciskania jego klatki piersiowej, krzycząc do niego:- Rafe! Proszę, obudź się! Proszę, Rafe! Proszę, proszę, proszę!- Moje krzyki przyciągają uwagę nauczycieli, którzy wychodzą ze swoich klas. Ponownie napełniam jego płuca powietrzem.
Raz. Dwa. Trzy.- Liczę w myślach uciśnięcia.
- Rafe! Nie umieraj! Nie rób mi tego! Zabraniam Ci!- Z całej siły naciskam na jego klatkę piersiową.
- No dalej! Dalej!- Nagle Rafe bierzę głęboki oddech. Przerywam masaż serca i przytulam głowę Rafe, nie dając mu wstać. Szlocham w jego hebanowe włosy. - Jest w porządku, Raven. Nic mi nie jest.
-Twoje serce zatrzymało się na dwie cholerne minuty, Rafe! Nie mów mi, że nic ci nie jest!- Rafe próbuje mnie uspokoić głaszcząc mnie po plecach.
-Raven, są tu sanitariusze, musisz pozwolić im go zabrać.- Oznajmia głos naszej wychowawczyni Dolores Aberton. Pociągam nosem i całuje mojego ukochanego starszego brata w czoło i odsuwam się, łapiąc go za rękę.
-Jadę z wami.- Oznajmiam głosem nie znoszącym sprzeciwu.- Pani Aberton, proszę zadzwonić do naszych rodziców i powiadomić ich o zdarzeniu.- Zupełnie nagle mające mnie u władzy strach i panika, znikają, a górę bierze spokój i rozsądek. Najważniejszy jest teraz Rafe. Spoglądam na chłopaka stojącego w pobliżu, który zadzwonił po karetkę i ze zdumieniem zauważam, że jest to chłopak, który potrącił nas przed sekretariatem.
-Dziękuje.- Mówię. Chłopak kiwa głową, a ja zbiegam po schodach za sanitariuszami.
________________________________________________________________________
Voile! Jest pierwszy rozdział i prolog. Poznajecie tego nie kulturalnego pana, który przepchnął się obok Raven i Rafe?Krótkie bo krótkie bo nawet nie wiem czy to wypali. W każdym razie czekam na wasze komentarze!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz