poniedziałek, 2 czerwca 2014

7.


-Nudzi mi się.-Siedzimy na krwisto-czerwonej kanapie, patrząc na wygłupiającą się parę. Brian kiwa głową na zgodę. Naglę wstaje i wyciąga do mnie rękę.
-Chodź. Zabieram Cię stąd.- Wstaje i pozwalam mu się prowadzić do wyjścia.
-Gdzie?
-Na imprezę tygodnia.
-Przecież jesteśmy na imprezie!- Otwiera mi drzwi samochodu.
-Zaufaj mi ta będzie 100 razy lepsza i przedstawię Ci kogoś.
Tak więc jedziemy na tą ,,impreze tygodnia''. Oczywiście mój uparty chłopak nie chce mi zdradzić, gdzie odbywa się ta impreza i u kogo. ,, Nie znasz''- Odpowiadał czym doprowadzał mnie do szału.
-Co ty kombinujesz, Brian?-pytam. Uśmiecha się tylko szeroko i kręci głową.
Zatrzymaliśmy się przed nie dużym niebieskim domkiem, który zdawał się pulsować od głośnej muzyki. Patrzę na Briana, który tylko się uśmiecha i ciągnie mnie za rękę do środka. Nie opieram się i pozwalam mu się prowadzić przez tłum. Wreszcie mój chłopak znajduję to co szukał, a raczej kogo.
-Brian!- Mój chłopak ściska nieznajomego. Kiedy się od siebie odsuwają, Brian zajmuje miejsce u mojego boku i obejmuje mnie ramieniem. Patrze nieśmiało na nieznajomego.
- Michael to jest moja dziewczyna Raven Colins. Skarbie to jest Michael Cross, mój przyjaciel.- Michael wyciąga rękę w moją stronę. Ściskam ją i mówię:
-Miło mi.
-Mi także.-Uśmiecha się szeroko. Brian ściska moją dłoń jakby chciał dodać mi otuchy.
- A gdzie jest Jessie?- pyta i uśmiecha się na widok ładnej blondynki przytulającej się do boku Michaela.
-Cześć Jessie.-Mówi Brian przytulając jedną ręką dziewczynę.- Raven to jest Jessie, żona Michaela. Jessie to jest Raven moja dziewczyna.- Jestem zaskoczona, kiedy Jessie przytula mnie.
-Nawet nie wiesz jak się ciesze że Cię poznałam!- Patrzę na Briana.- Brian wiele mi o tobie opowiadał.
-Mam nadzieje że same dobre rzeczy.-Wciąż patrze na mojego chłopaka.
-Ależ oczywiście.-Jessie prawie skacze z radości. Słyszę pierwsze dźwięki piosenki Zary Larsson - Uncover i naglę mam ochotę zatańczyć. Brian wydaje się czytać w moich myślach i proponuje mi taniec. Zgadzam się z uśmiechem. Brian wyjmuje z moich rąk torebkę i prosi Jessie, aby mi ją przechowała. Idziemy na parkiet i bez wachania obejmuje Briana za szyję. Zamykam oczy i przytulam się do Briana. Brian obejmuje mnie w tali i zaczynamy się kołysać w rytm muzyki. Czuje wilgotny pocałunek na policzku i mimowolnie uśmiecham się. Poddaje się łagodnej melodi i czuje jak serce mi przyśpiesza. Czuje że Brian będzie osobą, którą trudno będzie pozbyć się z mojego życia.


*

Zrobiliśmy sobie przerwę od tańczenia i jest mi dziwnie wesoło. Przyznaje jestem już po kilku piwach i kilku głębszych, ale się trzymam w przeciwieństwie do Briana, który wykłóca się o coś z Michaelem. Wreszcie Michael ciągnie Briana do mnie.
-Brian się uparł żeby Cię odwieźć. W takim stanie nie pozwolę mu nigdzie pojechać.
-Muszę odwieść Raven.-Bełkocze Brian. Mój biedny chłopak będzie miał jutro ogromnego kaca.
-Przenocujecie tutaj tylko przekonaj go.- Błaga mnie Michael. Widzę jak bardzo mu zależy na przyjacielu.
-Brian. Popatrz na mnie, Brian.-Kiedy patrzy na mnie kontynuuje.- Przenocujemy u Michaela, dobrze? - Widzę jak się koncentruje i wreście kiwa głową na zgodę. Siada obok mnie na kanapie, a raczej zwala się na nią.
-Będziesz ze mną spała?-pyta.
-Tak, będe z tobą spała.- Na twarzy Michaela widzę wyraźną ulgę. Obejmuje Briana i patrzę jak ludzie powoli wychodzą z domu Michaela. Nim zostajemy sami we czwórkę mija godzina, a Brian śpi sobie smacznie na moich piersiach obejmując mnie ręką w tali. Wysuwam się z objęć Briana i wspólnie z Michaelem układamy go na kanapie. Sama wstaje i pomagam Jessie ogarnąc trochę dom.
-Trzeba go obudzić i pomóc mu przejść do gościnnego.-Mówi Michael wrzucając do czarnego worka na śmieci kilka czerwonych plastikowych kubeczków.
-Nie trzeba. Kanapa jest całkiem spora.
Michael chcę się ze mną sprzeczać, kiedy słyszym głos Briana stłumiony przed poduszkę.
-Raven... przytulisz mnie?-pyta .
-A będziesz rzygać?-odpowiadam pytaniem na pytanie.
-Nieeeee.-Z wysiłkiem podnosi głowę z poduszki.
-W takim razie już idę.- Odkładam czarny worek obok ściany i kątem oka widzę że Michael robi to samo.
-Zostawiam was. Dobranoc.
-Dobranoc.-Michael gasi światło w salonie, a ja zbliżam się do kanapy.-Posuń się.- Kładę się obok Briana i przykrywam nas kocem.



Rano, kiedy promienie słońca padają na moją twarz odkrywam ze zdumieniem że leże twardym jak skała kaloryferze Briana, a jego ręka głaszcze mnie po moich ciemnych włosach.
-Ummm.-Mrucze i słysze jak Brian chichocze. Uśmiecham się obejmując mocniej ramionami jego brzuch. Dopiero po chwili coś sobie przypominam.
- O Bożee...-Spadam z kanapy i z Briana.- Rodzice mnie zabiją.-Grzebie w mojej torebce szukając telefonu. Powstrzymuje mnie ręka Briana.
-Spokojnie. Napisałem do nich jak szedłem w nocy do łazienki.-Pomaga mi wstać i całuje mnie słodko. Rozglądam się po salonie i widzę że jest czysty. Znikneły czerwone kubki, papierki i worki ze śmieciami. No i ja się pytam kiedy ten cały brud zniknął? Ktoś to sprzątnął tylko czemu się nie obudziłam? Ach, do dla mnie magia.
-Pokażesz mi gdzie jest łazienka? Chce się odświeżyć.- Kiwa głową i prowadzi mnie do dużej kremowej łazienki. Wchodzę do niej i zamykam ciemne drzwi przed nosem Briana uśmiechając się niewinnie. Ustałam przed dużym lustrem, patrząc na swoje odbicie z przerażeniem.
-Omg ...-Wzdycham i zdejmuje z nadgarstków bransoletki ujawniając ukryte pod nimi blizny. Wzdychając przesuwam po ich nierównościach opuszkami palców. Nie mogę ich wiecznie ukrywać przed Brianem. Kiedyś spyta czemu noszę tyle bransoletek na nadgarstkach lub czemu je zakrywam. Odkręcam kran i nabieram wodę w ręce i zmywam z twarzy resztki makijażu.Wycieram twarz ręcznikiem i wychodzę z dużej łazienki. Rozglądam się po holu w poszukiwaniu Briana. Cholera, gdzie on poszedł?
-Brian!- wołam go.
- W ogrodzie!-Odpowiada. Kieruję się za jego głosem i wreszcie przechodzę przez salon wprost do ogrodu.
-Hej.-Witam się z Jessie i Michaelem. Podchodzę do stołu z zamiarem zajęcia miejsca obok Briana, lecz chłopak ma inne plany i nim zdążę odsunąć krzesełko to już siedzę na kolanach Briana. Patrzę na niego z przymrużonymi oczami, a on uśmiecha się słodko i nie mogę się na niego gniewać. Nasza czwórką zaczyna rozmawiać i dopiero po kilku minutach zauważam małego chłopca bawiącego się w piaskownicy. Chłopiec ma takie same ciemno brązowe włosy co Michael i niebieskie oczy Jessie.
- Kyle, nie syp piaskiem.-Jessie zwraca uwagę chłopcu.- Przecież nie sypie.- Kyle przewraca oczami i wychodzi z piaskownicy się otrzepując się. Potem podbiega do nas i zwraca się do mnie: - Cześć. Jak masz na imię?-pyta.
-Raven.
-Ja jestem Kyle. Jesteś dziewczyną mojego wujka?- Dopiero po sekundzie domyślam się że mówi o Brianie, lecz wtedy Brian odpowiada za mnie.
-Tak.
- Pójdziesz się ze mną pobawić?-Wyciąga do mnie ręke, a ja kiwam głową i wstając łapie jego małą rączkę. Prowadzi mnie do koca na którym znajduje się masa zabawek.
- Poczekaj.-Mówi swoimi dziecinnym głosem. Przerzuca zabawki na drugą stronę koca i dopiero wtedy pozwala mi usiąść na kocu i zajmuje miejsce obok mnie. Jego bystry wzrok natychmiast zauważa białe blizny na moich nadgarstkach i przesuwa po nich łagodnie opuszkami paluszków.
-Jesteś aniołem?-Pyta patrząc mi prosto w oczy.
-Co?
-Moja mama mówiła że Ci, którzy mają okaleczone nadgarstki są aniołami.
Kręcę głową w zaprzeczeniu.- Nie jestem aniołem.-Jego niebieskie oczy się ożywiają.
- Ależ jesteś, mama mówi że tylko anioły się okaleczają bo nie lubią życia na ziemi. Ten świat ich niszczy, więc próbują wrócić do nieba. Są za wrażliwe na ból innych i ten własny.
-Twoja mama jest bardzo mądra.- Mówię zszokowana.
Kyle uśmiecha się szeroko.- Wiem. Też jest aniołem, ale wróciła już do domu.


_________________________________________________________________________________
Hej, więc dotrwaliśmy do kolejnego. Nie wiem czy wszyscy zauważyli. Dodałam stronę Bohaterowie i takie cuś na górze gdzie będzie napisane, kiedy pojawi się następny rozdział.(Jessie jest matką Kyle'a) Więc proszę o komentarze! I do następnego. :)