Death note...

30 Maj 2012 r.

Minęły 3 dni od śmierci Rafe i Byrona. Mojego bliźniaka i chłopaka. Dwóch osób najbliższych memu sercu. Jutro jest pogrzeb. Nie wiem czy dam radę stać tam i patrzeć jak piasek zakrywa powoli ich trumny. Jednak wiem że muszę bo nasza rozłąka nie będzie trwała długo. Jutro do nich dołączę. Pisząc to trzymam w wolnej dłoni moją przepustkę ku końcowi. Tabletki nasenne i żyletki. To one są moim zbawieniem i jednocześnie zagładą. Są moim dziś i jutro. Są moją alfą i omegą. Początkiem i końcem. Listy czekają już gotowe. Wiem że to za mało, że moi rodzice zasługują na coś więcej niż kawałek papieru pokryty ciemno-niebieskim tuszem, którym spisałam rozważnie słowa, które wypływały wprost z mojego serca. Pewnie rodzice albo ktoś inny znajdzie ten pamiętnik, kiedy będzie po wszystkim i zrozumieją. Kiedy będzie już za późno, by móc zapobiec przerwaniu przeze mnie tego okrutnego i jakże smutnego żywota.

PS. Mamo, Tato
      Przepraszam.



                                                                                 31 Maja 2012 r.

Jest 01:21. Nie mogę spać. Przed oczami wciąż i wciąż widzę uśmiechniętego Rafe i Byrona. Przypominam sobie wszystkie wspaniałe, radosne, ale też smutne chwile. Nie mogę sobie wybaczyć że ostatnie słowa, które wypowiedziałam do Byrona nie były prawdziwe. Żałuje że zamiast słów ,,Nienawidzę Cię'' nie użyłam ,, Kocham Cię''. Jednak najbardziej żałuje że kazałam wyjść i nigdy więcej nie wracać. Może ich śmierć to moja wina? Może z mojej winy na dwóch nagrobkach pojawią się dziś ich nazwiska. Oczyma wyobraźni widzę teraz te nagrobki i widzę też wykute litery w twardym marmurze informujące że tu spoczywają: Rafael Lucian Collins oraz na nagrobku obok Byron Jacob King.


                                                                                                    5 Czerwca 2012 r.

Okazało się że nawet śmierć mi nie wychodzi. Minęły cztery dni od mojej próby samobójczej. Tak, tak wszystko sie zgadza. Cztery dni. Nie mogłam tego zrobić po pogrzebie. Musiałam uregulować niektóre sprawy, pożegnać się z Tammy i Drew oraz moim małym braciszkiem Alexem. Gdybym to zrobiła tak jak planowałam, pewnie by mi się udało i nie musiałabym żyć z konsekwencjami tego co zrobiłam. Połykając tabletki i przecinając żyły na moich nadgarstkach, patrzyłam jak wypływa ze mnie życiodajny płyn. I przez chwilę byłam znowu szczęśliwa. Ale nie wiedziałam że próbując zabić siebie.... Zabiłam ostatnią żywą cząstkę Byrona.


14 Luty 2013 r.

Jestem silna.

Dam radę.

Nie poddam się.

Co ja pierdolę? 



19 Luty 2013 r.
Chcę spotkać się z nimi choć na chwilę.
Chcę się z nimi pożegnać i pozwolić im odejść wolno, żebym na nowo poczuła się szczęśliwa.
Nie.
To sprawia, że płaczę.
Lub może płaczę z innego powodu.
Trudno powiedzieć, kiedy setki emocji zlały się w jedno.



24 Luty 2013 r.
Nadal pamiętam.
Nadal nie zapomniałam.
Nadal boli.



28 Luty 2013 r.
My z drugiej połowy XX
Wieku rozbijający atomy
Zdobywcy księżyca
Wstydzimy się miękkich gestów
czułych spojrzeń
ciepłych uśmiechów

Kiedy cierpimy
Wykrzywiamy lekceważąco wargi

Kiedy przychodzi miłość
Wzruszamy pogardliwie ramionami

Silni cyniczni
z ironicznie zmrużonymi oczami

Dopiero późną nocą
przy szczelnie zasłoniętych oknach
gryziemy z bólu ręce
umieramy z miłości.

14 grudzień 2013 r.


Jestem szczęśliwa. Tylko że to nie prawda. Udaję. W sumie przyzwyczaiłam się do udawania szczęśliwej. W sumie weszło mi to w nawyk, a wymuszanie uśmiechu nie sprawia mi żadnego problemu, mimo że w sercu czuje żal, smutek i pustkę.


Chce być szczęśliwa. Tylko nie potrafię. Tak jak nie potrafię zapomnieć.


10 styczeń 2014 r.

Dlaczego ludzie mówią że czas goi rany?
Przecież to totalna bzdura. Nic, nawet czas nie goi ran.
One zawsze będą istnieć możemy tylko o nich zapomnieć.



11 styczeń 2014 r.
Uświadomiłam sobie że to co napisałam to kłamstwo.

Czas leczy rany, wspomnieniami rekompensuje nam to co straciliśmy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz