sobota, 29 listopada 2014

15.

14 Luty 2013 r.

Jestem silna.

Dam radę.

Nie poddam się.

Co ja pierdolę?

Wodzę wzrokiem po moich własnych, kształtnych literach. Jakie to dziwne że właśnie ten wpis, sprzed roku, odzwierciedla to co teraz czuje. Biorę łyk przezroczystego napoju, jakim jest moja dobra przyjaciółka wódka. Czuje jak płyn pali mój przełyk, krztuszę się, jednak nie wypluwam trunku. Gdyby Rafe mógłby mnie teraz zobaczyć. Wiem doskonale że byłby rozczarowany moim zachowaniem, moją postawą. Byłby wściekły że nie próbuje ułożyć sobie życia. Jak to mówią,  czego oczy nie widzą tego sercu nie żal. Odkąd poznałam Briana, który zmienił moje życie o 180o, pragnę w moim życiu jakiś zmian, rewolucji. Jednak moja przeszłość mi na to nie pozwala.
Biorę kolejny łyk, przewracając jednocześnie stronę tego przeklętego pamiętnika, który w jednej chwili uzależnił mnie od wspomnień i bólu jaki odczuwam czytając kolejne i kolejne strony.

19 Luty 2013 r.
Chcę spotkać się z nimi choć na chwilę.
Chcę się z nimi pożegnać i pozwolić im odejść wolno, żebym na nowo poczuła się szczęśliwa.
Nie.
To sprawia, że płaczę.
Lub może płaczę z innego powodu.
Trudno powiedzieć, kiedy setki emocji zlały się w jedno.


Brian jest moim aniołem, moim strażnikiem, który uczy mnie jak ponownie cieszyć się z małych rzeczy. No właśnie Brian… Powinnam być teraz z nim, a nie tu użalając się nad sobą. Powinnam jak każdy normalny człowiek przyjść na grób złożyć kwiaty, pomodlić się, a nie leżeć na grobach ukochanych zalana w trupa, czytając wpisy przypominające mi o bólu, który wtedy odczuwałam. Cholerna masochistka. Odkładam butelkę z alkoholem nie zdolna znieść więcej szumu w mojej głowie.

24 Luty 2013 r.
Nadal pamiętam.
Nadal nie zapomniałam.
Nadal boli.

 Włączam komórkę i natychmiast widzę przychodzące wiadomości i liczbę nieodebranych połączeń. Drżącymi rękoma przewijam listę nieodebranych połączeń.

Mama.
Mama.
Mama.
Tata.
Tata.
Tata.
Tata.
Drew.
Brian.
Brian.
Drew.
Tammy.
Tammy.
Brian.
Brian.
Tammy.
Brian.

Łącznie 17 nieodebranych połączeń w ciągu godziny od wyłączenia komórki, w tym 5 od Briana.

28 Luty 2013 r.
My z drugiej połowy XX
Wieku rozbijający atomy
Zdobywcy księżyca
Wstydzimy się miękkich gestów
czułych spojrzeń
ciepłych uśmiechów

Kiedy cierpimy
Wykrzywiamy lekceważąco wargi

Kiedy przychodzi miłość
Wzruszamy pogardliwie ramionami

Silni cyniczni
z ironicznie zmrużonymi oczami

Dopiero późną nocą
przy szczelnie zasłoniętych oknach
gryziemy z bólu ręce
umieramy z miłości.


Naglę dopada mnie niekontrolowany wybuch śmiechu. Śmieje się głośno zsuwając się po kamiennej tablicy, na której widnieje napis.

Raphael Lucian Collins
Ur. 19.06.1995 r.
Zm. 27.05.2012 r.
I to by było na tyle.

Tak, tak ta ostatnia notka jest moim dziełem. Wykłócałam się o te jedno zdanie z rodzicami, posuwając się do szantażu, że znowu będę próbować się zabić. Nie zbyt sprawiedliwe z mojej strony, ale nie byłam w tym czasie zbytnio zdrowa psychicznie. Chciałam by zamiast tradycyjnej formułki Syn i brat… i bla bla bla było właśnie to zdanie. To zdanie odzwierciedlało mojego brata, było jego ulubionym powiedzeniem. I to by było na tyle. Tym zdaniem podsumowywał wiele spraw, często drażniąc tym innych. Ale nie mnie. Ale nie nas. Nie mnie i Byrona. Po chwili mój śmiech zamienia się w płacz.  

Brian

Rzucam gazetę na siedzenie obok i odpalam moją Hondę, jednocześnie wybierając numer Tammy, przyjaciółki Raven.

-Który cmentarz, Tammy? – Pytam od razu po odebraniu komórki przez dziewczynę.
-Nie.-Mówi stanowczo.- Ona Cię tam nie chcę, Brian.
-Który cmentarz?- Pytam ponownie nie zwracając uwagi na słowa, Tamsyn.
-Ona nie chce…
-Który cmentarz, Tammy???!!!!- Nie wytrzymuje i wykrzykuje pytanie do słuchawki. Nie obchodzi mnie czego nie chce Raven. Najważniejsze jest to żebym był teraz przy niej.
- Rock Creek. I nie mów że Cię nie ostrzegałam, Brian.- Przewracam oczami.
-Taaa. Muszę kończyć mam drugą rozmowę.- Rozłączam się i odbieram drugi telefon.

-Zeke.- Wymawiam jego imię z ukrytym gniewem w głosie.
-Sądząc po tonie twojego głosu, nie cieszysz się że dzwonie.- Mężczyzna nie kryje rozbawienia.
-Słuchaj, szefie. Jestem już wystarczająco zajęty i nie potrzebuje jeszcze dodatkowej roboty.-Skręcam w prawo i nie chętnie zatrzymuje się na czerwonym świetle.
-Sugerujesz że potrzebuje niańczenia?- Brzmi jakby był zirytowany.
-Nie. Oczywiście że nie.- Milczę chwilę.- Wiesz co ? Tak. Potrzebujesz niańczenia. Zawsze kiedy zrywacie potrzebujesz niańczenia. Kiedy wy wreszcie zrozumiecie że jesteście swoimi bratnimi duszami i że jedno cierpi bez drugiego?- Poprawiam słuchawkę na uchu.
-Tak jak ty i Raven?- Dogryza mi. Wie doskonale że Raven spodobała mi się dwa lata temu, kiedy to jeszcze była z Byronem.- Teraz, kiedy Byron nie żyje, masz wolną rękę. Możesz skosztować zakazanego owocu.- Wyczuwam w jego głosie nutkę gniewu i uszczypliwości.
-Przestań, Zeke. Nie mogę się teraz z tobą kłócić, a ty i tak doskonale znasz prawdę.- Mówię stanowczo. Mężczyzna po drugiej stronie telefonu wzdycha.
-Wiem. Przepraszam, Brian. Ja po prostu…- Urywa. Jego niewypowiedziane słowa wiszą między nami w powietrzu.
-Naprawdę, powinieneś pomyśleć nad powrotem do domu, Zeke. Laura i reszta na pewno za tobą tęsknią.
Słyszę westchnięcie w słuchawce.
-Co u Raven?- Umyślnie zmienia temat. Cholera. Cholera. Cholera.- Brian?- Głos Zeke’a jest pełen zaniepokojenia. Postanawiam wyznać przyjacielowi prawdę.
-Dziś jest rocznica ich śmierci, Zeke. Dlatego nie wiem co z Raven. Jadę właśnie na cmentarz. Mam nadzieję że tam ją znajdę. – Zeke bierze głęboki wdech, lecz nie wrzeszczy tak jak się tego spodziewałem.
-Znajdź ją, Brian. Właśnie w takich chwilach, trzeba pilnować jej najbardziej. Wystarczy drobna pomyłka by Gimenez dorwał Raven.
-Wiem, Zeke. Zadzwonię jutro.- Zdejmuje słuchawkę i chowam ją do schowka. Zatrzymuję się przed bramą na cmentarz Rock Creek. Wysiadam z samochodu i postanawiam iść i dowiedzieć się, gdzie dokładnie jest pochowany brat Raven. Nie mogę przecież chodzić po całym cmentarzu bez określonego kierunku szukając wśród nagrobków Raven. Wyciągnięcie informacji od tłustego faceta siedzącego za ladą nie było łatwe, jednak w takich chwilach pieniądze zawsze się załatwiają sprawę. Czasami przydaje się posiadanie rodziców milionerów, którzy dają Ci kasę bylebyś trzymał się z daleka. Zmierzam więc przez zielony trawnik prosto do wskazanej alejki. Dopadają mnie coraz większe wątpliwości czy powiedzieć Raven prawdę. Co jeśli mnie znienawidzi i każe się trzymać z daleka? Nie wiem czy bym to zniósł. Raven w bardzo krótkim czasie stała się dla mnie wszystkim. Moim powietrzem, moim życiem… nawet moim sercem. Dlatego mam teraz wątpliwości czy bym żył dalej bez niej. Skręcam we właściwą alejkę i nawet z odległości kilkunastu metrów dostrzegam jej drobną postać . Natychmiast przyśpieszam by jak najszybciej znaleźć się przy niej.

Raven

Czuje obejmujące mnie ramiona. Wystraszona zaczynam się wyrywać z uścisku.
- Raven! Raven! Uspokój się, kochanie. To tylko ja.- Przestaje się wyrywać i patrzę w twarz obejmującego mnie mężczyzny.
-Brian?- Pytam przez łzy. Jego czułe pocałunki zbierające łzy z mojej twarzy sprawiają że jeszcze bardziej zaczynam płakać. Chowam twarz w jego szyi i szlocham pozwalając mu się obejmować. Obecność Briana sprawia że niewielka część mojego bólu znika.
- Tak bardzo chce żeby żyli.- Mówię płacząc w szyje Briana. Ramiona mojego chłopaka obejmują mnie mocniej.
- Oni nie żyją, Raven. Już nie wrócą.- Wyczuwam smutek w głosie Briana. Jestem pewna że mój chłopak bardzo żałuje że to on musi być tym który musi mnie uświadomić w tej okrutnej prawdzie. Smutek w głosie Briana sprawia że zza moich zaciśniętych ust wyrywa się szloch. Brian wciąga mnie na swoje kolana i przyciska mocno do swojej piersi.

*

Jestem zmęczona. Jestem cholernie zmęczona. Jestem chwilowo wyprana z emocji. Nie wiem czy jestem ich chwilowo pozbawiona za pomocą swojej własnej inicjatywy, czy po prostu mój umysł uległ przeciążeniu. Siedzę w samochodzie Briana i jedyne o czym mogę myśleć to że jestem zmęczona. Czuje na sobie spojrzenie mojego chłopaka, jednak patrzę tępo przed siebie. Zwijam się na fotelu obitym czarną skórą i opieram głowę o szybę. Jak przez mgłę dociera do mnie pytanie Briana o mój telefon. Pokazuje mu ręką na torbę i zamykam oczy. Mogę zasnąć.
______________________________________________________________________
Surprise! Postanowiłam dodać wcześniej rozdział z racji tego iż jest kontynuacją poprzedniego i dlatego iż skończyłam 16 rozdział który kompletnie mnie wykończył. No więc w tym rozdziale możemy poznać trochę lepiej Briana i Zeke'a, odchylam powoli rąbek tajemnicy i w rozdziałach wreszcie zacznie się  coś dziać. Tak więc proszę was o opinię co do rozdziału i do następnego.

poniedziałek, 17 listopada 2014

14. + Speszial

Otwieram oczy i widzę ciemność. Po chwili mój wzrok zaczyna przyzwyczajać się do panującego wkoło mroku i zaczynam dostrzegać znajome kształty mebli. Kieruję swój wzrok na szafkę nocną na której znajduje się prostokątny, czarny zegar. Czerwone cyfry które święcą w ciemności pokazują 5:12. Dzisiejszej nocy spałam bardzo mało lecz mimo to nie mogę spać. Nie mogę uwierzyć że nie ma ich już tak długo. Dwa lata. Dwa długie lata pełne cierpienia, łez, bólu i samotności. Zapalam lampkę nocną i wstaje z łóżka. Z pod szafki wyciągam czarny dziennik. Obracam go w rękach i po długiej chwili wahania wkładam go do czarnej skórzanej torby. Mimo wczesnej pory postanawiam się już ubrać. Zgarniam ubrania z kanapy i udaję się z nimi do łazienki należącej do mojego pokoju. Tam biorę szybki prysznic i staje przed lustrem. Nieświadomie moje spojrzenie kieruje się na moje okaleczone nadgarstki pokryte grubymi brzydkimi bliznami. Przesuwam po najgorszej z nich i przypominam sobie słowa małego Kyle’a.

-Jesteś aniołem? -Pyta patrząc mi prosto w oczy.
-Co?
-Moja mama mówiła że Ci, którzy mają okaleczone nadgarstki są aniołami.
Kręcę głową w zaprzeczeniu.- Nie jestem aniołem.-Jego niebieskie oczy się ożywiają.
- Ależ jesteś, mama mówiła że tylko anioły się okaleczają bo nie lubią życia na ziemi. Ten świat ich niszczy, więc próbują wrócić do nieba. Są za wrażliwe na ból innych i ten własny.
-Twoja mama jest bardzo mądra.- Mówię.
Kyle uśmiecha się szeroko.- Wiem. Też jest aniołem, ale wróciła już do domu.

Domem Jessie, wbrew wszystkiemu nie okazał się jakiś budynek tylko Michael. To Michael był jej domem, jej niebem. Skoro Kyle uważa że jestem aniołem, kto lub co w takim razie jest moim niebem? Odrywam wzrok od nierównych blizn i patrzę w lustro. Widzę duże szare oczy, mokre czarne włosy i białą skórę. Patrząc na siebie zastanawiam się co się Brianowi we mnie podoba. Zbyt duże w porównaniu do twarzy oczy odpadają, czarne wręcz granatowe włosy odpadają. Więc co sprawia że jestem teraz z Brianem? Może jest ze mną z litości? Biedna, odcięta od świata dziewucha. Nienawidząca wszystkich i wszystkiego córka prezydenta. Opieram dłoń na lustrze dokładnie w miejscu mojej twarzy i pochylam głowę. Biorę dziesięć płytkich oddechów i czuje jak na nowo ogarnia mnie zimny spokój. Ten sposób jest niezawodny, kiedy choć na chwilę potrzebuje się odciąć od swoich własnych emocji, które od jakiegoś czasu szaleją we mnie jak opętane. Zakładam czarne spodnie, białą bokserkę na którą narzucam jeszcze koszule w kratkę. Nie ma potrzeby ubierać się inaczej. Dzisiejszy dzień jest normalny jak każdy inny. Różni się od innych tylko jednym szczególikiem. Wykonuję poranną toaletę i nakładam na twarz trochę makijażu. Na sam koniec susze włosy i zakładam buty. Zgarniam z podłogi moją skórzaną torbę i zbiegam na dół po krętych schodach.

Brian

Dziś jest 27 maja, 9.00. Wykonywałem swoje poranne ćwiczenia, próbując usilnie się na nich skoncentrować. Od kiedy wstałem co chwilę patrzyłem na leżący na stoliku telefon i usilnie powstrzymywałem się od napisania do niej. Cholera. To nie tak miało być. Miałem się z nią tylko zaprzyjaźnić. Nic po za tym, a tym czasem wpadłem po uszy w bagno. Ale w dobre bagno. Raven podobała mi się od kiedy ją po raz pierwszy zobaczyłem. Uderzyło we mnie takie jakby przeczucie że jesteśmy sobie przeznaczeni.

- Co znowu?- Dziewczyna o imieniu Sarah, którą poznałem na imprezie po raz kolejny przyczepiła się do mojego ramienia.
-Zatańcz ze mną.- Prosi, drapiąc swoimi sztucznymi szponami po moim udzie niebezpiecznie blisko moich klejnotów. Tylko nie tam. Wbrew pozorom lubię je i nie mam najmniejszej ochoty się z nimi rozstać.
-Albo zróbmy lepszego.- Doskonale wiem co sugeruje. Nie jestem przecież głupi, ani prawiczkiem. Udaje natychmiastowy entuzjazm.
-Więc… -Zaczynam.-Może zajmiesz nam pokój, a ja zaraz do Ciebie dołączę?- Mruczę jej do ucha. Dziewczyna uśmiecha się szeroko i odchodzi, machając przy tym biodrami na wszystkie strony. Nie mam wyrzutów sumienia oszukując dziewczynę. Sądząc po minach kilku gości, któryś z nich zaraz się nią odpowiednio zajmie. Kto by pomyślał że 18 letnia szkolna gwiazda, jaką jest Brian Dubrinsky odmawia seksu. Haha. Kumple mieli by niezły ubaw. Dopijam moje któreś piwo i rzucam za siebie czerwony kubeczek. Zmywam się stąd. Wymijałem gorących, spoconych ludzi, kiedy tuż przede mną, na podłogę zwaliła się para całujących się kolesi. Fuj. Przeskakuje miziającą się parę i strzepuje z ramienia niewidzialny pyłek. Patrzę w górę i wtedy ją zauważam. Nie wyobrażalnie piękną, czarnowłosą dziewczynę. Czarnowłosa chichocze i zarzuca do tyłu włosami w nieświadomie seksownym ruchu. Wtedy podnosi wzrok i patrzy prosto na mnie swoimi cudownymi fosforyzującymi szarymi oczami, których blask dociera aż tutaj. Uśmiecha się szeroko i zaczyna biec w moim kierunku. Już mam rozkładać ramiona by ją złapać , kiedy wpada w ramiona chłopaka stojącego ok. dwa metry ode mnie. Zaciskam oczy i potrząsam głową, chcąc odpędzić jasne kosmyki z oczu i myśl jaka przed sekundą pojawiła się w mojej głowie. Ona ma chłopaka Brian. Są szczęśliwi. Nie możesz myśleć że jesteście sobie przeznaczeni. Tłumacze sobie w myślach. Nagle chłopak odwraca się i rozpoznaje w nim Byrona. Kiwamy sobie głową i odchodzę.

A potem Byron zginął w wypadku razem z bratem Raven, Raphaelem. Robię kilka kolejnych brzuszków i wstaje z podłogi. Nie mogę ukrywać przed nią prawdy. Po prostu nie mogę, nie chcę. Biorę komórkę do ręki i wybieram numer Raven. Już postanowiłem. Dziś powiem jej prawdę. Całą prawdę o jej bracie i Rafe. Zeke będzie wściekły lecz teraz mam w dupie zdanie Zeke’a. W tej chwili liczy się tylko Raven. Mam nadzieje że mnie nie znienawidzi po tym co usłyszy.

Raven

Jestem okropną córką i siostrą. Nie mogłam po prostu się zgodzić? Wzdycham prowadząc mojego czarnego garbusa z otwieranym dachem. Nie mogłam. Nie chcę aby ktoś oglądał moje łzy, moje cierpienie i to do jakiego stanu się doprowadzę w kilkanaście minut. Wiem, wiem mogłam to załatwić inaczej lecz wątpię bym przekonała swoją matkę. Od śmierci chłopaków stała się nad opiekuńcza i przewrażliwiona. Gdyby mogła to trzymała by mnie i Alexa w domu niczym w klatce. Oczywiście niczego by nam nie brakowało, ale to jednak była by to klatka. Złota, ale klatka. Moja komórka zaczyna wibrować, lecz ignoruje to i jadę prosto do celu mojej podróży. Przez kolejne minuty telefon nie przestaje wibrować od przychodzących wiadomości i rozmów. Jednak wytrwale dążę do wypełnienia swojego postanowienia. Zatrzymuje samochód na skraju dobrze znanego mi lasu w którym nie byłam od śmierci Byrona. Zamykam samochód i oglądam się wkoło czy nikt aby mnie nie śledził. Kiedy nikogo nie zauważam wchodzę w las. Po kilku minutach moim oczą ukazuje się pusty, zupełnie nie zalesiony plac, który pokrywają rozmaite trawy i kwiatki. Polana była naszą tajemnicą. Była naszym miejscem. Inni mieli swoje miejsce w parku, inni nad rzeką, a my mieliśmy naszą polanę.
Od mojego ostatniego pobytu nic się tu nie zmieniło. Wciąż rosną tu te same drzewa i kwiaty, kamienie nie zmieniły swojego położenia nawet o milimetr. Wchodzę w wysokie do pasa rośliny i muskam opuszkami palców kwiaty. Czuje jak zły napływają do moich oczu. Mimo iż kiedyś uwielbialiśmy z Byronem to miejsce, teraz przywołuje wspomnienia, które sprawiają mi ból. Biorę kilka głębokich oddechów, powstrzymując szloch cisnący mi się na usta. Pochylam się i zrywam ulubione kwiaty Byrona i Rafe. Na koniec związuje bukiety lawendową wstążką i wstaje ocierając łzy z policzków. Spoglądam po raz ostatni na piękną polane i wchodzę do lasu.
Już po kilku przebytych przeze mnie metrach słyszę pęknięcie gałązki. Zatrzymuje się i rozglądam się wkoło. Kilka metrów ode mnie stoi postać ubrana cała na czarno. Z tej odległości jest mi trudno ocenić płeć osoby, ale sam fakt że ktoś tu jest, sprawia że biegnę ile sił w nogach do mojego garbusa. Trzęsącymi rękoma otwieram samochód i wsiadam do niego. Natychmiast go odpalam i ruszam w stronę miasta. Oddychając spazmatycznie patrzę w lusterko.To musiało mi się przywidzieć- myślę analizując wydarzenie sprzed minuty. To po prostu nie mogło być prawdziwe. O polanie wiedziałam tylko ja i Byron. Skoro Byron nie żyje kim była tajemnicza osoba z lasu?

Brian

Dzwonie po raz któryś do Raven, która uparcie nie odbiera tego zasranego telefonu. Zaczynam się powoli denerwować. Dlaczego, kiedy chce powiedzieć jej coś ważnego, ona postanawia nie odbierać telefonu? Biorę kilka wdechów chcąc uspokoić swój rozszalały umysł, który natychmiast podsuwa mi głupie myśli o tym, dlaczego Raven nie odbiera telefonu i co mogło jej się stać. Pewnie jest na zakupach z Tamsyn, albo robią jakieś inne dziewczyńskie rzeczy. Postanawiam napisać do przyjaciółki Raven.

Jest z Tobą Raven?

Wysyłam wiadomość i po minucie otrzymuje odpowiedź.

Nie. Wiesz jaki dziś jest dzień?

Co to w ogóle za pytanie? Oczywiście że wiem jaki dziś dzień.

Tamsyn… Nie mam ochoty na jakieś głupie podchody.

Lubię Tamsyn i Drew, ale dziewczyna, podobnie jak jej chłopak, potrafi mnie nieraz nieźle wkurzyć.

Przeczytaj dzisiejszą gazetę.

Nosz ku**a! Co za dziewczyna! Po jaką cholerę mam przeczytać gazetę? Jest w niej napisane gdzie jest Raven czy co? Postanawiam iść do najbliższego stoiska z gazetami i kupić plik szarego papieru pokrytego tuszem, który i tak przy najbliższej okazji skończy w śmietniku. Zmieniam koszulkę i natychmiast wychodzę z mieszkania. Droga do najbliższej ,,gazeciarni’’ trwa dwie minuty, jednak gdy tylko kupuje gazetę i patrzę na główną stronę, czuje jak krew odpływa mi z twarzy. Patrzę na inne gazety, chcąc się upewnić czy aby oczy mnie nie mylą i biegnę z powrotem do mieszkania, a potem jadę prosto na cmentarz.


27 maja 2014 r.

Rocznica tragicznej śmierci syna prezydenta i jego kolegi!


Dokładnie dwa lata temu, 27 maja 2012 r. o godz. 17.24, miał miejsce wypadek w którym zginął syn Prezydenta Stanów Zjednoczonych, Raphael Collins i jego przyjaciel Byron King. Zgodnie z zeznaniem świadka wypadku i Funkcjonariuszy, w samochód w którym jechały ofiary uderzył Suv. Samochód ofiar przeleciał w powietrzu kilka metrów, a następnie przekoziołkował po asfalcie lądując na dachu. Jak relacjonuje Waszyngtońska Policja, po wycieku benzyny nastąpił wybuch, nie dając najmniejszej szansy na uratowanie 17 latków. Sprawców śmierci nastolatków nie znaleziono. Łączymy się w głębokim bólu z rodziną prezydencką i rodziną Kingów.

________________________________________________________________________
No więc oto jest kolejny. Trochę zamieszania w tym rozdziale w związku z rocznicą śmierci Rafe. Ale zapewniam was niedługo będzie go jeszcze więcej.


 A teraz mój speszial specjalnie dla mojej BFF, która ma dziś urodziny.( Specjalnie czekałam z dodaniem rozdziału do dziś). No więc moja droga ten rozdział jest specjalnie dla Ciebie, chociaż często mnie wkurzasz (tak bardzo że mam ci ochotę przywalić), jesteś leniwa, (rzadko dodajesz rozdziały), ale potrafisz mi pomóc gdy mam jakiś ogromny dylemat związany z blogiem lub życiem, nie śmiejesz się kiedy sztandar spadnie mi na głowę, (choć inni to robili, ty się powstrzymałaś), lub gdy przypadkiem uderzysz mnie łokciem w twarz i kiedy przerażona zauważasz krew na moich ustach i zębach, próbujesz mnie pocieszyć i odwrócić moją uwagę słowami ,, Kasia, patrz kotek!''. Albo kiedy jedna z nas przeżywa upadek druga stara się pomóc jej wstać, chociaż często kończy się tym że jedna ląduje na ziemi obok drugiej, jak wtedy w zimę, kiedy szłyśmy do szkoły. Pamiętasz nasze skrzywione z bólu twarze a potem śmiech z naszego upadku? Więc moja kochana Mileno życzę ci wszystkiego czego pragniesz, spełnienia marzeń i żebyś się nigdy nie poddawała. Życzę ci też, aby nasza przyjaźń trwała kolejne 11 lat, i żebyśmy zawsze upadały razem. 

Twoja BFF