14 Luty 2013 r.
Jestem
silna.
Dam
radę.
Nie
poddam się.
Co
ja pierdolę?
Wodzę wzrokiem po moich własnych,
kształtnych literach. Jakie to dziwne że właśnie ten wpis, sprzed roku, odzwierciedla
to co teraz czuje. Biorę łyk przezroczystego napoju, jakim jest moja dobra
przyjaciółka wódka. Czuje jak płyn pali mój przełyk, krztuszę się, jednak nie
wypluwam trunku. Gdyby Rafe mógłby mnie teraz zobaczyć. Wiem doskonale że byłby
rozczarowany moim zachowaniem, moją postawą. Byłby wściekły że nie próbuje
ułożyć sobie życia. Jak to mówią, czego
oczy nie widzą tego sercu nie żal. Odkąd poznałam Briana, który zmienił moje
życie o 180o, pragnę w moim życiu jakiś zmian, rewolucji. Jednak
moja przeszłość mi na to nie pozwala.
Biorę kolejny łyk, przewracając
jednocześnie stronę tego przeklętego pamiętnika, który w jednej chwili
uzależnił mnie od wspomnień i bólu jaki odczuwam czytając kolejne i kolejne
strony.
19 Luty 2013 r.
Chcę
spotkać się z nimi choć na chwilę.
Chcę
się z nimi pożegnać i pozwolić im odejść wolno, żebym na nowo poczuła się
szczęśliwa.
Nie.
To
sprawia, że płaczę.
Lub
może płaczę z innego powodu.
Trudno
powiedzieć, kiedy setki emocji zlały się w jedno.
Brian jest moim aniołem, moim
strażnikiem, który uczy mnie jak ponownie cieszyć się z małych rzeczy. No
właśnie Brian… Powinnam być teraz z nim, a nie tu użalając się nad sobą.
Powinnam jak każdy normalny człowiek przyjść na grób złożyć kwiaty, pomodlić
się, a nie leżeć na grobach ukochanych zalana w trupa, czytając wpisy
przypominające mi o bólu, który wtedy odczuwałam. Cholerna masochistka.
Odkładam butelkę z alkoholem nie zdolna znieść więcej szumu w mojej głowie.
24 Luty 2013 r.
Nadal
pamiętam.
Nadal
nie zapomniałam.
Nadal
boli.
Włączam komórkę i natychmiast widzę
przychodzące wiadomości i liczbę nieodebranych połączeń. Drżącymi rękoma
przewijam listę nieodebranych połączeń.
Mama.
Mama.
Mama.
Tata.
Tata.
Tata.
Tata.
Drew.
Brian.
Brian.
Drew.
Tammy.
Tammy.
Brian.
Brian.
Tammy.
Brian.
Łącznie 17 nieodebranych połączeń
w ciągu godziny od wyłączenia komórki, w tym 5 od Briana.
28 Luty 2013 r.
My
z drugiej połowy XX
Wieku
rozbijający atomy
Zdobywcy
księżyca
Wstydzimy
się miękkich gestów
czułych
spojrzeń
ciepłych
uśmiechów
Kiedy
cierpimy
Wykrzywiamy
lekceważąco wargi
Kiedy
przychodzi miłość
Wzruszamy
pogardliwie ramionami
Silni
cyniczni
z
ironicznie zmrużonymi oczami
Dopiero
późną nocą
przy
szczelnie zasłoniętych oknach
gryziemy
z bólu ręce
umieramy
z miłości.
Naglę dopada mnie niekontrolowany
wybuch śmiechu. Śmieje się głośno zsuwając się po kamiennej tablicy, na której
widnieje napis.
Raphael
Lucian Collins
Ur.
19.06.1995 r.
Zm. 27.05.2012 r.
I to by było na tyle.
Tak, tak ta ostatnia notka jest
moim dziełem. Wykłócałam się o te jedno zdanie z rodzicami, posuwając się do
szantażu, że znowu będę próbować się zabić. Nie zbyt sprawiedliwe z mojej
strony, ale nie byłam w tym czasie zbytnio zdrowa psychicznie. Chciałam by
zamiast tradycyjnej formułki Syn i brat…
i bla bla bla było właśnie to zdanie. To zdanie odzwierciedlało mojego brata,
było jego ulubionym powiedzeniem. I to by było na tyle. Tym zdaniem
podsumowywał wiele spraw, często drażniąc tym innych. Ale nie mnie. Ale nie
nas. Nie mnie i Byrona. Po chwili mój śmiech zamienia się w płacz.
Brian
Rzucam gazetę na siedzenie obok i
odpalam moją Hondę, jednocześnie wybierając numer Tammy, przyjaciółki Raven.
-Który cmentarz, Tammy? – Pytam
od razu po odebraniu komórki przez dziewczynę.
-Nie.-Mówi stanowczo.- Ona Cię
tam nie chcę, Brian.
-Który cmentarz?- Pytam ponownie
nie zwracając uwagi na słowa, Tamsyn.
-Ona nie chce…
-Który cmentarz, Tammy???!!!!-
Nie wytrzymuje i wykrzykuje pytanie do słuchawki. Nie obchodzi mnie czego nie
chce Raven. Najważniejsze jest to żebym był teraz przy niej.
- Rock Creek. I nie mów że Cię
nie ostrzegałam, Brian.- Przewracam oczami.
-Taaa. Muszę kończyć mam drugą
rozmowę.- Rozłączam się i odbieram drugi telefon.
-Zeke.- Wymawiam jego imię z
ukrytym gniewem w głosie.
-Sądząc po tonie twojego głosu,
nie cieszysz się że dzwonie.- Mężczyzna nie kryje rozbawienia.
-Słuchaj, szefie. Jestem już
wystarczająco zajęty i nie potrzebuje jeszcze dodatkowej roboty.-Skręcam w
prawo i nie chętnie zatrzymuje się na czerwonym świetle.
-Sugerujesz że potrzebuje
niańczenia?- Brzmi jakby był zirytowany.
-Nie. Oczywiście że nie.- Milczę
chwilę.- Wiesz co ? Tak. Potrzebujesz niańczenia. Zawsze kiedy zrywacie
potrzebujesz niańczenia. Kiedy wy wreszcie zrozumiecie że jesteście swoimi
bratnimi duszami i że jedno cierpi bez drugiego?- Poprawiam słuchawkę na uchu.
-Tak jak ty i Raven?- Dogryza mi.
Wie doskonale że Raven spodobała mi się dwa lata temu, kiedy to jeszcze była z
Byronem.- Teraz, kiedy Byron nie żyje, masz wolną rękę. Możesz skosztować
zakazanego owocu.- Wyczuwam w jego głosie nutkę gniewu i uszczypliwości.
-Przestań, Zeke. Nie mogę się
teraz z tobą kłócić, a ty i tak doskonale znasz prawdę.- Mówię stanowczo.
Mężczyzna po drugiej stronie telefonu wzdycha.
-Wiem. Przepraszam, Brian. Ja po
prostu…- Urywa. Jego niewypowiedziane słowa wiszą między nami w powietrzu.
-Naprawdę, powinieneś pomyśleć
nad powrotem do domu, Zeke. Laura i reszta na pewno za tobą tęsknią.
Słyszę westchnięcie w słuchawce.
-Co u Raven?- Umyślnie zmienia
temat. Cholera. Cholera. Cholera.- Brian?- Głos Zeke’a jest pełen
zaniepokojenia. Postanawiam wyznać przyjacielowi prawdę.
-Dziś jest rocznica ich śmierci,
Zeke. Dlatego nie wiem co z Raven. Jadę właśnie na cmentarz. Mam nadzieję że
tam ją znajdę. – Zeke bierze głęboki wdech, lecz nie wrzeszczy tak jak się tego
spodziewałem.
-Znajdź ją, Brian. Właśnie w
takich chwilach, trzeba pilnować jej najbardziej. Wystarczy drobna pomyłka by Gimenez
dorwał Raven.
-Wiem, Zeke. Zadzwonię jutro.-
Zdejmuje słuchawkę i chowam ją do schowka. Zatrzymuję się przed bramą na
cmentarz Rock Creek. Wysiadam z samochodu i postanawiam iść i dowiedzieć się,
gdzie dokładnie jest pochowany brat Raven. Nie mogę przecież chodzić po całym
cmentarzu bez określonego kierunku szukając wśród nagrobków Raven. Wyciągnięcie
informacji od tłustego faceta siedzącego za ladą nie było łatwe, jednak w takich
chwilach pieniądze zawsze się załatwiają sprawę. Czasami przydaje się posiadanie
rodziców milionerów, którzy dają Ci kasę bylebyś trzymał się z daleka. Zmierzam
więc przez zielony trawnik prosto do wskazanej alejki. Dopadają mnie coraz
większe wątpliwości czy powiedzieć Raven prawdę. Co jeśli mnie znienawidzi i
każe się trzymać z daleka? Nie wiem czy bym to zniósł. Raven w bardzo krótkim
czasie stała się dla mnie wszystkim. Moim powietrzem, moim życiem… nawet moim
sercem. Dlatego mam teraz wątpliwości czy bym żył dalej bez niej. Skręcam we
właściwą alejkę i nawet z odległości kilkunastu metrów dostrzegam jej drobną
postać . Natychmiast przyśpieszam by jak najszybciej znaleźć się przy niej.
Raven
Czuje obejmujące mnie ramiona.
Wystraszona zaczynam się wyrywać z uścisku.
- Raven! Raven! Uspokój się,
kochanie. To tylko ja.- Przestaje się wyrywać i patrzę w twarz obejmującego
mnie mężczyzny.
-Brian?- Pytam przez łzy. Jego
czułe pocałunki zbierające łzy z mojej twarzy sprawiają że jeszcze bardziej
zaczynam płakać. Chowam twarz w jego szyi i szlocham pozwalając mu się obejmować.
Obecność Briana sprawia że niewielka część mojego bólu znika.
- Tak bardzo chce żeby żyli.-
Mówię płacząc w szyje Briana. Ramiona mojego chłopaka obejmują mnie mocniej.
- Oni nie żyją, Raven. Już nie
wrócą.- Wyczuwam smutek w głosie Briana. Jestem pewna że mój chłopak bardzo
żałuje że to on musi być tym który musi mnie uświadomić w tej okrutnej
prawdzie. Smutek w głosie Briana sprawia że zza moich zaciśniętych ust wyrywa
się szloch. Brian wciąga mnie na swoje kolana i przyciska mocno do swojej piersi.
*
Jestem zmęczona. Jestem cholernie
zmęczona. Jestem chwilowo wyprana z emocji. Nie wiem czy jestem ich chwilowo
pozbawiona za pomocą swojej własnej inicjatywy, czy po prostu mój umysł uległ
przeciążeniu. Siedzę w samochodzie Briana i jedyne o czym mogę myśleć to że
jestem zmęczona. Czuje na sobie spojrzenie mojego chłopaka, jednak patrzę tępo
przed siebie. Zwijam się na fotelu obitym czarną skórą i opieram głowę o szybę.
Jak przez mgłę dociera do mnie pytanie Briana o mój telefon. Pokazuje mu ręką
na torbę i zamykam oczy. Mogę zasnąć.
______________________________________________________________________
Surprise! Postanowiłam dodać wcześniej rozdział z racji tego iż jest kontynuacją poprzedniego i dlatego iż skończyłam 16 rozdział który kompletnie mnie wykończył. No więc w tym rozdziale możemy poznać trochę lepiej Briana i Zeke'a, odchylam powoli rąbek tajemnicy i w rozdziałach wreszcie zacznie się coś dziać. Tak więc proszę was o opinię co do rozdziału i do następnego.