wtorek, 6 stycznia 2015

17.


Są dni, kiedy wszystko traci swój sens. Jak ostatni oddech z chwilą śmierci. Jak cios śmiercionośnym ostrzem zadanym przez życie. Kiedy zaczynasz mieć wątpliwości czy to wszystko w co wierzyłaś jest prawdą. Życie nauczyło Cię walczyć byś spełniał swe marzenia i walczył o to w co wierzysz. Czasami wynik walki nie zależy od Ciebie. Lecz życie nauczyło Cię walczyć nie po to by przegrać, tylko zostać zwycięzcą.

Patrzę w lśniącą powierzchnię szkolnego lustra. W mojej głowie wciąż słyszę słowa Rafe. Może jednak potrzebuje psychologa? Może jednak jest ze mną coś nie tak. Rozmyślania przerywa mi głośne pukanie do drzwi.
-Wszystko w porządku, skarbie? Siedzisz tam już 10 min.- Brian, mój troskliwy chłopak.
Nie, skarbie. Dwa dni temu odnalazłam dziwne nagranie od zmarłego brata, które sprawia że zaczynam mieć wątpliwości co do jego śmierci. Oczywiście że mu tego nie powiem. Uznałby mnie za wariatkę.
-Już wychodzę!- Wycieram mokre dłonie w papier, który następnie wyrzucam do kosza. Biorę głęboki wdech i wychodzę z damskiej łazienki, starając się nie wyglądać jak ofiara. Natychmiast wpadam w znajome objęcia Briana.
-Jest ok?- Pyta po chwili, mierząc mnie uważnie spojrzeniem swych zielonych tęczówek. Kiwam głową i idziemy objęci w stronę szkolnego boiska, gdzie zapewne są Tammy i Drew. Biorę kilka szybkich oddechów.
-Jesteś pewna że to dobry pomysł żebym poznał twoich rodziców?- Pyta po raz kolejny tego dnia Brian.
-Tak. A ty nie masz czego się bać. Byłeś przy mnie podczas mojego...-Przerywam szukając właściwego słowa.- ... załamania więc już chyba nie ma niczego straszniejszego.- Spoglądam na niego.- Chyba że zmieniłeś zdanie co do nas i nie chcesz już ze mną być, po tym wszystkim.- Brian patrzy na mnie jak na nie normalną. Dopiero teraz zauważam że na dziedzińcu nikogo już nie ma. Cholera. Czy mogłabym być aż taka zamyślona że nie zauważyłam końca lekcji?
-Zwariowałaś?!- Unosi się. - Jak mogłaś tak pomyśleć? Jesteś taka ślepa że nie zauważasz uczucia jakim Cię darzę? Nigdy Cię nie opuszczę, Raven, ponieważ.... – Wybucha. O mój boże.
-Ponieważ Cię kocham.- Jezu. On to powiedział.
-Skąd wiesz że mnie kochasz? Skąd wiesz że to miłość?- W moim głosie wyraźnie słychać panikę. Brian bierze moją twarz w swoje duże, szorstkie dłonie. – A skąd wiesz że Cię dotykam?
-Czuje to.- Odpowiadam patrząc prosto w jego zielone oczy.- … no właśnie.
Biorę kilka głębokich oddechów. O Boże. O Boże. O Boże. Dlaczego? Nie jestem jeszcze gotowa. Moje serce nie jest jeszcze wyleczone. Nie chce oddać Brianowi zniszczonego serca. Boję się. O nie, Raven! Nie będziesz tchórzyć! Prawie dwa lata zajęło mi przyznanie się że się boję kogoś pokochać. Jestem wręcz przerażona, pomysłem oddania swego serca, ale wiem że Brian jest tego wart. Mimo to boje się że Brian może złamać je tak jak Byron. Że może pokochać kogoś innego, że może mu się coś stać, że może zginąć tak jak Byron i Rafe.
-Ja… nie jestem…- Próbuje ubrać w słowa to co czuje, lecz nie wychodzi mi to zbyt dobrze.
-Wiem.-Przerywa mi Brian.
-Skąd?- Pytam wyraźnie zdziwiona.
-Po prostu wiem. Chodź.-Prowadzi mnie w kierunku samochodu.- Chcę się przebrać zanim poznam twoich rodziców.

*
-Brian! Podrzucisz mnie do galerii za 10 min? – Pytam podnosząc wzrok z ekranu mojej komórki, na mokrego Briana, który właśnie co wyszedł z prysznica.
-Po co?- Wyjmuje szczoteczkę z ust i przeczesuje palcami swoje mokre włosy.
- Umówiłam się z Tamsyn. Brian patrzy na mnie przez chwilę, a potem kiwa głową, podchodzi do mnie i całuje mnie pozostawiając na moich ustach miętową pastę. Śmiejąc się wycieram usta i odpycham Briana, który jest wyraźnie zadowolony i nawet nie próbuje tego ukrywać. Patrzę jak z szerokim uśmiechem na ustach znika w zaparowanej łazience. Rozglądam się po mieszkaniu i zastanawiam się, gdzie się podziwiają rodzice Briana. Mimo iż Brian tak jak ja jest już pełnoletni to trochę dziwne jest to że nie mieszka z rodzicami. Większość nastolatków wyprowadza się z domu dopiero, kiedy jedzie na studia. Dziwne jest to że Brian nigdy nie mówi przy mnie o rodzicach. Może się pokłócili i Brian nie utrzymuje z nimi kontaktu? Albo… nie żyją. Ciekawość która we mnie rosła, na tę myśl natychmiast zniknęła. Nigdy nie zapytam o nich Briana. Będę czekać aż uzna że chce mi powiedzieć dlaczego nie mówi o rodzicach. Brian wychodzi z łazienki ubrany w jeansy i białą koszulkę na ramiączka. Przechodząc obok mnie specjalnie trząsa swoimi włosami, ochlapując mnie kropelkami wody. – Brian!- Besztam go. Chłopak bierze kluczyki z szafki i pomaga mi wstać z kanapy.
-Koniecznie musisz dziś spotkać się z Tammy?- Pyta, kiedy zapinam pas.
-Tak.- Przewracam oczami. Po jego głosie poznaje że mu się to nie podoba i wolałby mieć mnie przy sobie, szczególnie dziś. Brian wzdycha głośno podczas skręcania w lewo. Ach, ci mężczyźni, im to nie dogodzisz. Już po kilku minutach Brian zatrzymuje swoją Hondę pod olbrzymią galerią w której umówiłam się z Tammy. Dobra przyznaje nie byłam umówiona z Tammy, ale po dzisiejszym, niespodziewanym wyznaniu Briana muszę z nią porozmawiać. Więc kiedy Brian brał prysznic, ja napisałam szybko do przyjaciółki. Nie ma to jak rozmowa z przyjaciółką.
- Przyjedziesz po mnie za godzinę?- Patrzę na Briana. Jest cholernie przystojny. Mruga szybko. Jest jakiś zamyślony. – Tak, jasne. Bawcie się dobrze.- Całuje mnie szybko na pożegnanie. Wysiadam z samochodu i macham mu. Brian odmachuje mi z szerokim uśmiechem na ustach i odjeżdża. Odwracam się i szybkim krokiem wchodzę do galerii. Prawię natychmiast zauważam machającą do mnie Tammy. Przyjaciółka siedzi w naszej ulubionej kawiarence, przy stoliku przy oknie. Ostatnio to miejsce stało się popularne dla nastolatków. Lubię to miejsce za atmosferę, za to że ludzie traktują mnie tu w jakbym była normalną nastolatką, którą przecież jestem. Zajmuje miejsce naprzeciwko Tammy i unoszę menu. Już po około 30 sek od mojego przyjścia podchodzi do nas kelnerka i podaje mi menu oraz zamówienie przyjaciółki. Otwieram menu i wodzę po nim wzrokiem.
-No gadaj co chciałaś mi takiego ważnego powiedzieć.- Tammy wręcz podskakuje z ciekawości na krzesełku popijając swoją Latte. Dziewczyna odstawia szklankę odsłaniając wąsy z mleka które natychmiast wyciera.
-Cierpliwość jest złotem, Tamsyn.- Oddaje menu i składam zamówienie.
-Czy to czasem nie chodziło o milczenie?- Wzruszam ramionami.
-No mów wreszcie!!
-Okey. Okey. Spokojnie.- Przewracam oczami. Biorę głęboki wdech.- Brian powiedział że mnie kocha.-Wypalam. Tammy krztusi się. Kaszle przez chwilę zanim może złapać oddech.
-Co? Kiedy? Jak?- Wyrzuca z siebie pytania. Nie chcę mówić Tammy o nagraniu Rafe, nie chcę jej martwić. Nie wiem co nawet myśleć o tym nagraniu.
-Dziś. Po szkole.
-O mój Boże. O mój Boże! Co mu powiedziałaś?- Nachyla się nad stołem.
Wypuszczam głośno powietrze. Biorę łyk mojego Cappuccino chcąc opóźnić to co za chwilę powiem.
-Spanikowałam.- Tammy wytrzeszcza swoje niebieskie oczy.- Co?! Spanikowałaś?!
-Ciszej.- Syczę. Cholera, nie spodziewałam się takiej reakcji.- Czyś ty zwariowała? – Szepcze. Jest wkurzona. Czuje na sobie ciekawskie spojrzenia ludzi. – Ja po prostu nie byłam przygotowana… i … nie wiedziałam co mu odpowiedzieć…- Jąkam się. Jednak moja odpowiedź zamiast ją uspokoić sprawia że Tammy jeszcze bardziej wybucha.- Ile ty masz do ku**y nędzy lat? – O jej. Przeklina to znaczy że jest gorzej niż myślałam.- Brian jest twoim chłopakiem, to było oczywiste że w końcu Ci powie te dwa magiczne słowa, a ty spanikowałaś? Albo go kochasz albo nie. Proste. On Cię kocha, ale czy ty jego? Przełykam głośno ślinę.
-To nie jest tak że nie kocham Briana. Ja… czuje coś co nie do końca potrafię nazwać…
-Nie potrafisz nazwać.- Kpi. Doskonale wie że mnie to wkurza.
-Tak. Wiesz co? Wychodzę. Myślałam że mi doradzisz, pomożesz , zachowasz się jak przyjaciółka, a ty tym czasem…- Kręcę głową i wstaje. Po prostu brak mi słów. Rzucam na stolik parę banknotów i szybkim krokiem wychodzę. Grzebię w torebce w poszukiwaniu komórki. Cholera, gdzie ona jest kiedy jest potrzebna? Naglę mam dziwne przeczucie że jestem obserwowana. Czuje się jak dziewczyna w typowym horrorze wędrująca samotnie przez las w środku nocy. Kierowana tym przeczuciem unoszę głowę i widzę go. Obserwującego mnie chłopaka w białej koszulce i czarnej skórzanej kurtce. Jednak nie to zwraca moją uwagę. Jego niebieskie fosforyzujące oczy, które widzę nawet z odległości kilku metrów, jego kruczoczarne włosy przypominające moje i czarne kolczyki w uszach. Zamieram. Patrzę na niego i moje serce przyśpiesza.
Pośród śmierci trwa życie, pośród kłamstwa trwa prawda, pośród ciemności trwa światło.-Przed oczami staje mi 17 letni Rafe z nagrania .
A ty nie płacz za mną ,a ty nie płacz po mnie bo gdybym się nie obudził będę tam gdzie ogień płonie , gdy zatęsknisz za mną, gdy załamiesz dłonie, wróć do moich słów na taśmie… - Chłopak bierze głęboki wdech, nawet stąd widzę spazmatyczny ruch jego klatki piersiowej.
Nie ważne co się stanie, czy będą dzielić nas mile czy śmierć, zawszę będę Cię kochał.- Chłopak odwraca się i zaczyna odchodzić, wtedy rękaw kurtki unosi się i na nadgarstku zauważam tatuaż, który sprawia że moje serce zaczyna bić jak oszalałe. Pióro. Pamiętam ten dzień kiedy jako szesnastolatki poszliśmy do studia tatuażu i z fałszywą zgodą kazaliśmy zrobić sobie identyczne tatuaże. Rafe zrobił sobie na nadgarstku, a ja na biodrze. Pamiętam jak trzymał mnie za rękę, kiedy pod wpływem bólu chciałam uciec z fotela. Nie bądź tchórzem. Na kości najbardziej boli, powinnaś to tym wiedzieć. Powiedział mi wtedy. Teraz stoję tu i patrzę na odchodzącego chłopaka i wiem już kim jest.
-Nie odchodź.-Szepcze choć wiem że mnie nie słyszy.
-Raven, poczekaj!- Słyszę za sobą krzyk Tammy, ale nie zatrzymuje się. Nie mogę. Przyśpieszam i widzę jak chłopak właśnie wychodzi z galerii. Wybiegam z galerii i rozglądam się w poszukiwaniu chłopaka. Zniknął. Nagle go zauważam na drugiej stronie ulicy. Patrzy na mnie, kąciki jego ust unoszą się w smutnym uśmiechu. Między nami przejeżdża ciężarówka i zasłania mi niebieskookiego, a kiedy odsłania ulicę po przeciwnej stronie, chłopaka nie ma.
-Tu jesteś!- Tammy opiera dłonie na udach i dyszy ciężko.- Myślałam że cię nie dogonię. Przepraszam ja po prostu chcę żebyś była szczęśliwa, Raven. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką i zasługujesz by być znowu szczęśliwa.
-Wiem Tammy.- Przytulam ją.- Za pięć dni twoje urodziny, Raven. Więc musisz ze mną iść i pomóc mi wybrać prezent. Wciąż pamiętam że nie lubisz niespodzianek.- Przewraca oczami i prowadzi mnie do galerii. Moje myśli zajmuje wciąż chłopak, który wyglądał jak ON. Jak mój brat.
-Powiedz mi jak można nie lubić niespodzianek, tej adrenaliny związanej z niespodzianką.- Gada nieświadoma moich myśli.
-Normalnie i w moim przypadku nie ma żadnej niespodziankowej adrenaliny.-Przewracam oczami. Tammy nieświadomie odciąga mnie od chłopaka, którego parę minut temu widziałam.
-Chodź wejdziemy tu.- Ciągnie mnie za rękę do wnętrza sklepu z biżuterią.
Brian
-Naprawdę przestań się stresować. To zwykła wizyta chłopaka w domu jego dziewczyny. Inne nastolatki robią to codziennie.- Przewraca oczami. Wygląda tak pięknie że mam ochotę się na nią rzucić.
-Taa, jasne. Zapomniałaś tylko dodać że dziewczyna mieszka w Białym Domu, a jej rodzice to para prezydencka!- Cholera nie powinienem panikować to po prostu zwykła wizyta w domu mojej dziewczyny. Nie panikuj, Dubrinsky.
-Dobrze wyglądam?
Wybucha śmiechem.
-Brian! Wyglądasz świetnie i przestań już.- Chichocze. Cholera. Może jednak powinienem założyć garnitur? Raven łapie mnie za rękę i wprowadza do Białego Domu. Nie mogę w to uwierzyć! Jestem w Białym Domu! I jestem podekscytowany jak mała dziewczynka. Hura! Od razu kiedy tylko wchodzimy zauważam wielkiego postawnego ochroniarza. Raven mruży na niego oczy.
-Ani się waż, Soren.- Mówi groźnie. Co tu się do cholery dzieje?
-Wybacz, Raven, takie procedury. Wiesz że muszę go przeszukać.- Obejmuje ramieniem Raven.
-Spokojnie, skarbie. Spodziewałem się tego. Nie mam nic przeciwko małemu macanku.- Udaje mi się ją rozbawić, a Soren przeszukuje mnie.
-Zawsze się zastanawiałem jak to jest kiedy facet maca cię po klejnotach.- Raven wybucha śmiechem i uderza mnie w ramię, kiedy Soren oznajmia że jestem ,,czysty’’.
-Raven!!!- Słyszymy krzyk towarzyszący tupaniu. Naszym oczą ukazuje się mały chłopiec, brat Raven, Alex. Zatrzymuje się, kiedy mnie zauważa i mruży podejrzliwie oczy dokładnie jak jego starsza siostra.
-Kto to jest Raven?- Pyta opierając ręce na biodrach i tupiąc jedną nogą, jakby chciał powiedzieć ,, No to teraz wszystko sobie wyjaśnimy’’.
-Alex to jest Brian, mój… przyjaciel.
-Szczerze w to wątpię. On nie jest twoim przyjacielem.- Jego twarz rozświetla uśmiech.- On jest twoim chłopakiem.- Chichocze.
-Skąd ty to wiesz, Alex? Pewnie znowu podsłuchiwałeś.- Przewraca oczami.
-Kłamiesz!- Krzyczy oburzony dwulatek.
-Nie.

-Powiem tacie!- I z tymi słowami ucieka powrotem na górę. Upierdliwy bachor.-Szepcze pod nosem Raven. Chodź obiecałam Ci że pokażę mój pokój.- Uśmiecha się szeroko, a ja nie mogę się powstrzymać i ją całuje.
__________________________________________________________________________
Przepraszam za opóźnienia, ale dosłownie przed chwilą skończyłam go pisać. Znowu wprowadziłam trochę zamieszania w życie bohaterów. Mam nadzieję że się Wam podoba. Czekam na wasze opinię. Następny postaram się dodać w środku lutego, zważywszy na to że skończyły mi się zapasowe i że od 19 stycznia zaczynam ferie. Liczę na Waszą wyrozumiałość. Do następnego.