poniedziałek, 22 czerwca 2015

22.

-Nie, Raven! Nie zgadzam się!
-Ale mamooo!
-Nie.- Oznajmia stanowczo. - Mamo to tylko Ravenna, nie koniec świata!
Mama postanowiła zmienić taktykę i mnie ignorować.
-Jestem już pełnoletnia, mamo. -Mama przewraca oczami.
-I co? Pojedziesz z nim do Ravenny, i co? Znowu się pokłócicie i będziesz wracać do domu? Od Ravenny dzieli nas tysiące kilometrów.
-Nie pokłócimy się. Muszę przemyśleć parę spraw...
-Jakbyś nie mogła tu tego zrobić. Pomyślałaś o nauce? Rok szkolny jeszcze się nie skończył.
-Mamo. Pomyśl o tym, jak o trochę dłuższych wakacjach. Jestem już pełnoletnia i sama mogę podejmować decyzję. Bez względu co teraz powiesz, ja i tak tam pojadę. Z waszą zgodą lub bez.- Mówiąc to wychodzę z gabinetu, próbując przy tym nie trzaskać drzwiami. Podjęłam już decyzję. Jutro rano razem z Brianem wyjeżdżam do Ravenny. Wyciągam komórkę z kieszeni i wybieram numer Briana.
-Brian? Pakuj się. Jedziemy do Ravenny.

Rafael

-Nie wiem, czy to był dobry pomysł.- Siedzę na podłodze oparty o białą kanapę, wokół nas unosi się szary dym. W mojej głowie szumi przyjemnie od oparów i alkoholu.
-Ciiiiii.- Laura przykłada palec do ust.- Jest zajebiście!- Wykrzykuje z entuzjazmem. Boże, jak ja kocham te dziewczynę. Przenoszę moje spojrzenie na rozwalonego na dywanie Byrona.
-BJ?
-Ona ma racje, bro. Dlaczego nie robimy tego częściej? Cały pieprzony ból zniknął, a ja czuje się świetnie.- Byron zaczyna nucić piosenkę jakiegoś heavy metalowego zespołu. Mimo iż dzielą nas dwa metry, nie dało by się nie dostrzec jego maślanego wzroku.
-Ej! A co z Juzo i resztą?!- Laura wrzeszczy przesadnie. Z skrzywioną twarzą osłaniam ucho i łapie dziewczynę za kostkę, która jest najbliżej mnie. Laura posyła mi uśmiech i wygląda za naszymi towarzyszami. Zauważam Sawyera gapiącego się na ścianę w holu i nogi Juzo wystające zza kanapy. Biorę głęboki wdech. Jezu... Mieli rację. Czuje się... lekki jak... piórko. Tak, lekki jak piórko. Czuje jakbym miał się zaraz unieść w powietrze i odlecieć do krainy marzeń.
-Rafe? Co ty pieprzysz? Jaka, kurwa, kraina marzeń?- Zeke patrzy na naszą grupkę z niedowierzaniem. Posyłam mu mój najlepszy uśmiech i klepie dywan obok mnie. Zeke patrzy na mnie z dziwną miną i otwiera okna. Spod przymrużonych oczu widzę jak podchodzi do Juzo.
-Juzo? Wstawaj, księżniczko. Czas wracać z krainy marzeń i jednorożców.- Słyszę jak klepie go po twarzy. Po kilku jęknięciach zostawia go leżącego na podłodze i sam siada na kanapie.
- Banda popaprańców. Co wy w ogóle wyprawiacie?- Przeciera twarz rękoma.
-Wiecie co?- Mruczy Laura.- Poznałam, kiedyś takiego jednego kolesia na którego mówili Apoll. I wiecie co? Dopiero po kilku miesiącach dowiedziałam się, że Apoll to jego ksywka i tak naprawdę ma na imie Abdullah.- Laura chichoczę, a ja razem z nią, chociaż nie mam pieprzonego pojęcia dlaczego. - Może jest założycielem Apple?- Wybuchamy śmiechem. Apoll założycielem Apple. Kto by pomyślał?
*
-Jesteście żałośni!- Jezu... niech on tak nie wrzeszczy. Litości.- Zamiast być w stanie gotowości, gdybyśmy dostali wiadomość od Briana, że coś się dzieje, to nie! Postanowiliście... Najaraliście się, bo co? Bo tęsknicie za Raven? Bo ból stał się nieznośny? Bo nie potraficie sobie poradzić od czasu, kiedy Raven zobaczyła was żywych? Od kiedy was odrzuciła? Od kiedy wzgardziła wami? Zrobił bym to samo.- Mam tego dość. Jak on może tak mówić! Rzucam się na Zeke'a. Upadamy na podłogę. Przetaczamy się po dywanie wymieniając ciosy. Uderzam go w żebra, on mnie w brzuch, uderzam go w szczękę, on szybkim ruchem zaciska uchwyt na mojej szyi odcinając mi dopływ powietrza. Staram się walczyć, wydostać z uścisku, mimo iż wiem, że jestem bez szans. Jestem osłabiony po wczorajszej imprezie. Męczy mnie kac i ból głowy. Taka tam impreza w pigułce. Zeke puszcza mnie, a ja nabieram powietrza w płuca. Brunet wstaje kopiąc mnie, niezbyt delikatnie, swoją sztuczną nogą, burcząc pod nosem: - Kutas.- To nie jest jakiś badziewny plastik, Zrobiona jest cała z metalu i przypomina trochę nogę Terminatora. Zeke ociera krew z pękniętej wargi. Patrzy w dół na zakrwawione palce, a po chwili wzrusza ramionami i wychodząc, wyciera dłoń o swoją czarną koszulkę.

Brian


Promienie popołudniowego słońca padają na kremowe ciało Raven, okryte jedynie dwuczęściowym kostiumem. Jest tak bardzo piękna. Chcę ją chronić, przed wszystkim, co złe. Chce, żeby była bezpieczna, ale zagroziłem temu bezpieczeństwu w chwili, gdy wkroczyłem do jej życia.
-Gapisz się na mnie.- Oznajmia Raven, nie otwierając oczu. - Nie gapię tylko podziwiam widoki.- Staram się zamaskować moje zaskoczenie i jednocześnie rozbawić ją. Chce żeby się rozluźniła, odpoczęła podczas naszego pobytu tutaj.
- Widoki mówisz?- Zsuwa czarne okulary przeciwsłoneczne na czubek nosa. Boże, jak ja ją kocham. Dzięki niej wszystko jest lepsze. Świat jest lepszy, piękniejszy.
-Yhym.- Potwierdzam. Patrzę jak Raven wstaje ze swojego leżaka i rzuca na niego swoje okulary. Podchodzi do mnie, stawiając drobne kroki, zmysłowo kręcąc przy tym biodrami. Płynnym ruchem siada mi na nogach, jej ręce obejmują mnie za szyję. Powoli pochyla się i całuje mnie namiętnie. Moje ręce automatycznie wędrują na jej plecy.
Przyciskam ją do siebie mocno. Jej piersi ocierają się o moją klatkę piersiową, powodując, że potwór ukryty w moich bokserkach budzi się do życia.
-Che diavolo?- Co do diabła? Głos za moimi plecami sprawia, że Raven zeskakuje ze mnie zaskoczona.


Włączcie Impossible - Jamesa Arthura do notki z perspektywy Byrona.

Byron


Stoję na krawędzi dachu. Wokół panuje mrok, silny wiatr rozwiewa kosmyki moich włosów. Spoglądam w dół na żyjących swoim życiem nieznajomych. Są nieświadomi otaczającego ich zła i szczęśliwi. Szczęście. Przez dwa lata zdążyłem zapomnieć jakie to uczucie, być szczęśliwym. To pojęcie stało mi się obce od kiedy nie ma przy moim boku Raven. Przy niej byłem spełniony, nie brakowało mi niczego. To ona nauczyła mnie cieszyć się z drobnostek, patrzeć inaczej na świat. Cieszyć się z rzeczy, które uważamy za codzienność. I za to ją kocham. Mimo upływającego czasu wciąż ją kocham. Tamtego dnia, kiedy zobaczyłem ją po dwóch latach bólu i samotności, strach i odraza w jej oczach, złamała mi serce po raz drugi. Aż do teraz nie wiedziałem, że jedna osoba może tyle razy złamać mi serce. Jak taka wielka siła może się kryć w tak drobnym ciele? Już dwa lata temu byłem znacznie  wyższy od Raven, a teraz? Moje ciało jest silniejsze, mięśnie silnie wyrzeźbione. Najmniejszym ruchem mógłbym ją skrzywdzić. To by mnie zniszczyło. Inni mogą myśleć, że miłość do niej mnie osłabia, czyni mnie podatnym. Ale prawda jest taka, że to miłość do niej daje mi siłę by walczyć o przetrwanie, o życie, o nas. O mnie i o Raven. Bo bez niej jestem niczym. Jestem niczym nie wartym mordercą. Zrobię wszystko by była bezpieczna. Zabiję wszystko i wszystkich. Jeśli będę musiał zabiję naszą przyszłość dla niej. Dla Raven. Spoglądam po raz ostatni na ulicę i skaczę z dachu wykonując podwójne salto w powietrzu.


Raven

-Che diavolo?-Kieruję swoje spojrzenie na kobietę stojącą w ogrodzie. Przerażona zeskakuje z Briana. Próbuje przypomnieć sobie jakieś włoskie słowa w których mogłabym wyjaśnić kim jestem i co tu robię. Bez skutku. Brian podnosi się płynnym ruchem z leżaka i staje za mną, obejmując mnie ramionami od tyłu. Dopiero wtedy zauważam mężczyznę stojącego tuż za kobietą. Po jego uderzającym podobieństwie do Briana, domyślam się, że to jego rodzice. Przecież miało ich tu nie być! Nie jestem gotowa na poznanie jego rodziców!
-Mamma, papa, questo e Raven. La mia ragazza. Lei non parla italiano, quindi per favore siamo andati oltre a inglese.- Z całej jego wypowiedzi zrozumiałam tylko że ona nie mówi po włosku, z czego domyślam się, że chodzi o mnie. Czuje się nieswojo.
- Oczywiście.- Tata Briana wysuwa się zza żony i podchodzi do mnie. Łapie za moją dłoń i składa na niej delikatny pocałunek.
-Proszę, mów mi Aidan.
-Raven.- Wyduszam. Między Brianem, a jego tatą jest uderzające podobieństwo. Już teraz mogłabym wymienić kilka ich wspólnych cech. Mama Briana potrząsa głową i podchodzi do mnie, szybkim krokiem. Wygląda jakby obudziła się z jakiegoś snu. Wyciąga rękę w moją stronę.
-Alessandra.
-Raven.



________________________________________________________________________
Hej! Od razu uprzedzam was, że włoski jest z tłumacza, więc będą błędy i takie tam. Zrobiłam istną składankę z tego rozdziału. Raven, Brian, Byron, Rafe. Coś mi się zdaje, że niektórzy nie mogli się doczekać by przeczytać coś z perspektywy Byrona i Rafe. Dla tych co nie zrozumieli, żartu Laury. Chodzi w nim o to że Apple i Apoll wymawia się podobnie, a pijanemu wiele nie potrzeba. Następny rozdział będzie dodany mniej więcej 20-25 Lipca. Postaram się go napisać do tego czasu. Tym czasem czekam na wasze komentarze i do następnego.
PS. Ostatnio dużo myślałam o Byronie i Raven i wpadłam na pomysł by opowiedzieć wam historię ich miłości. Jak się poznali, co się wydarzyło i takie tam. Co wy na to?
PPS. Do jutra dodam nowe postacie w zakładkę Bohaterowie min. Rafe, brata Raven i Byrona oraz innych.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

21. + Liebster Award

-Raven!- Podniesiony głos mamy wyrywa mnie z zamyślenia.
- Przepraszam.- Mówię, a mama przewraca oczami- Co z tobą, skarbie? Jesteś jakaś nieobecna. Czy to z powodu twoich urodzin?- Przy wydarzeniach jakie miały ostatnio miejsce zupełnie zapomniałam o swoich urodzinach. O naszych. Wyobrażam sobie radosnego Rafe w towarzystwie Byrona i nowych przyjaciół, zdmuchujący dziewiętnaście świeczek z okrągłego tortu, pokrytego białą jak śnieg bitą śmietaną. A może jest wręcz przeciwnie? Może siedzi teraz sam, w jego oczach błyszczą więzione łzy, kiedy oczami pełnymi emocji wpatruje się w okno. Może odczuwa te samą pustkę jaką ja czułam przez te dwa lata. Ze łzami oczach kiwam głową.
-Och, skarbie.- Mama wstaje ze swojego miejsca i obejmuje mnie ramionami. Pociągam nosem. Gdyby tylko znała prawdę...
-Musimy odpuścić, skarbie.- Mówi w moje włosy. - Pozwolić mu odejść. Musimy zacząć świętować.- Odsuwa się i głaszcze mnie po czarnych jak noc włosach, które cała nasza trójka odziedziczyła po ojcu. Opuszkiem palca ściera łzę, która zdołała się wymknąć z mojego oka.
-Dosyć tych smutków.-Uśmiecha się przez łzy.- Dziś są Twoje urodziny i należy świętować, a nie płakać. A propos urodzin Brian prosił by to Ci przekazać.- Podaje mi kremową kopertę na środku której piszę moje imię. Nie rozmawiałam z Brianem od dnia, kiedy mnie uwolnił. Od dnia w którym poznałam prawdę. Próbował się do mnie dodzwonić, lecz nie odbierałam. Nie wiedziałam co mam mu powiedzieć. Bycie z nim wiąże się z ryzykiem. Ale czy warto je podjąć?
-Zostawię Cię teraz samą.- Oznajmia mama, jakby świadoma moich myśli. Kiwam głową, a kiedy wychodzi układam się wygodnie na łóżku i wpatruje w elegancką kopertę. Czy powinnam ją otworzyć? A może od razu wyrzucić i zakończyć to ? Zmagam się ze sobą przez kilka minut, aż wreszcie ostrożnie otwieram kopertę i wyciągam sztywny, biały karton na którym pośpiesznie napisano kilka słów.

Raven,

Spotkaj się ze mną w parku o 13. Proszę. Potrzebuje Cię zobaczyć.

                                                                                                B.


Chowam twardy arkusz z powrotem do koperty, którą odkładam na szafkę. Nie mogę go dłużej unikać. Z tą myślą wstaje z łóżka i biorąc ze sobą kluczyki od samochodu Rafe i komórkę, zbiegam na dół.

*
Bądź twarda. Bądź twarda.- powtarzam te słowa jak mantrę.  Idę przez szarą kostkę brukową, moje trampki wydają cichy stukot, kiedy go dotykają. Stuk, stuk. Stuk, stuk.
Bez paniki, Raven. To tylko Brian. To ten sam Brian, który zdobył Twoje serce.- powtarzam zbliżając się nieuchronnie do miejsca naszego spotkania. I wtedy go zauważam. Dzieli nas zaledwie kilka metrów. Nie widziałam go od tak dawna, że odległość jaka nas dzieli, sprawia mi ból. Kąciki moich ust drgają w niekontrolowanym uśmiechu. Zagryzam dolną wargę i biegnę. Biegnę, aż ląduje w ciepłych, silnych ramionach Briana, które tak wiele razy oplatały mnie w uścisku. Jest zaskoczony, ale łapie mnie nieomal upuszczając różowe tulipany, które trzyma w prawej dłoni. Wdycham jego męski zapach i mam ochotę śmiać się z własnej głupoty. To Brian. Mój Brian. Jak mogłam w to kiedykolwiek wątpić? To zawsze będzie on. Jestem okropna. On ryzykował dla mnie życie, był gotów je dla mnie poświęcić z miłości do mnie, byle bym była bezpieczna, a teraz w imię tej miłości stoi tu teraz, ubrany w garnitur z kwiatami w ręku, gotowy złożyć swoje serce u moich stóp. I do wszystko dla mnie. Brian stawia mnie na ziemi, jednak mimo tego co zrobiłam, nie puszcza mnie. Łzy napływają mi do oczu i przytulam mocniej Briana.
-Przepraszam, Brian.- Szlocham. Brian odsuwa mnie od siebie i łapię moją twarz w swoje dłonie.
-Nie masz za co, Raven. To ja powinienem błagać Cię o wybaczenie. Powinienem powiedzieć Ci prawdę od razu, kiedy się do siebie zbliżyliśmy, a tym czasem zachowałem się jak tchórz... - On też ma łzy w oczach.
-Nie, nie mów tak. Jesteś najodważniejszym człowiekiem jakiego znam. Nie wielu zebrało by się na odwagę, by stawić czoła grupie, której szefem jest jakiś popapraniec. Byłeś gotowy zrobić dla mnie wszystko...
-Zabijałem dla Ciebie.- Przerywa mi.- A najgorsze jest to że to widziałaś. Widziałem przerażenie w Twoich oczach, Raven. Widziałem Twoje spojrzenie, Raven. Było pełne odrazy, a kilka chwil później przestałaś mnie poznawać.
-Ciii.- Kładę mu palec na ustach.- To ... to przez to co mi wstrzyknęli. On mówił że tak będzie. Że stracę przytomność, że  przestanę odróżniać rzeczywistość od tego co dzieje się w mojej głowie, że zacznę postrzegać wszystkich jako zagrożenie.- Co do ostatniej fazy, sama się domyśliłam. Pamiętam że zaczęłam traktować wszystkich jako niebezpiecznych, że wszystkich wrzucałam do szufladki z napisem ,,Niebezpieczeństwo''. - To wszystko było moim urojeniem.- Zapewniam go. Mimo iż wzdrygam się, kiedy przypomnę sobie jak martwe ciała padały na podłogę i krew na ścianach, to wciąż jest mój Brian, który nigdy nie zrobił by nic by mnie skrzywdzić. Brian opiera swoje czoło o moje. Nasze oddechy mieszają się ze sobą.
-Brakowało mi Cię.- Wyznaję. Brian uśmiecha się i całuje mnie.
-Chodźmy stąd.

*

Siedzę na czarnej, skórzanej kanapie w mieszkaniu Briana. Chłopak wchodzi właśnie do salonu, siada obok mnie i obejmuje mnie jednym ramieniem.
-Mam dla Ciebie prezent.- Wyznaje, patrząc na mnie z tajemniczym uśmieszkiem na ustach.
-Brian...- Jęczę. Doskonale wie że nie lubię prezentów-niespodzianek. Pochyla się nade mną i całuje mnie, skutecznie uciszając moje protesty. Z każdą sekundą nasze pocałunki stają się mocniejsze, żarliwe, bardziej namiętne. Wszystko wokół nas znika, aż zostaje tylko On. Brian. Wiem, że powinnam to przerwać, ale nie potrafię. Jego pocałunki, jego zapach, jego dotyk oszałamiają mnie. Nie potrafię znaleźć w sobie siły by to przerwać. Moja ręka wślizguje się pod koszulkę Briana, dotykam jego brzucha, a wtedy Brian nas rozdziela. Obydwoje dyszymy ciężko.
-Powinniśmy...- zaczyna Brian.
-Wiem.- Przerywam mu. Jestem zawstydzona tym, że nie potrafiłam mu się oprzeć. Spoglądam w dół i ... Cholera, gdzie się podziała moja koszulka? Znajduję ją na podłodze, schylam się żeby ją podnieść, lecz Brian świadomy mojego zawstydzenia wyprzedza mnie i podaje mi ją. Zakładam ją szybko.
-Przepraszam.- Brian jest wyraźnie zawstydzony. Splata nasze ręce razem i kładzie je na jego kolanie, jakby tam było ich miejsce. Milczymy przez chwilę. Nie ma miedzy nami ciężkiego napięcia, cisza jest dobra. Brian cmoka moją dłoń, sięga za siebie i podaje mi kopertę. Rozplątuje nasze ręce i zaczynam otwierać kopertę.
-Zaczekaj.- Powstrzymuje mnie. - Chce żebyś to przemyślała.- Wskazuje na kopertę.- Wiem, że jest ci ciężko, że potrzebujesz czasu na przemyślenia, co do Rafe i ... Byrona.- Przygryzam swoją dolną wargę. Ten temat jest jeszcze zbyt świeży, nie chce rozmawiać o tym co zrobili Rafe i Byron. Brian kiwa głową na znak że mogę już otworzyć kopertę. Otwieram ją i wyciągam niebieski arkusz. Dopiero po chwili dociera do mnie co mam przed sobą.
-To bilet. Do Włoch.- Brian kiwa z uśmiechem głową.
-Dokładnie do Ravenny. Do mojego domu.- Patrzę z podniesioną brwią na Briana podczas, gdy on bawi się kosmykiem moich włosów. Nagle zasycha mi w gardle. Brian chce żebym poznała jego rodziców?
- Twoi rodzice...-Zaczynam.
-Daj spokój, Raven. Nie rób takiej przerażonej miny. Moi rodzice rzadko tam przyjeżdżają. Większość czasu spędzają w Palermo.- Mówiąc to obejmuje mnie ramieniem.
-Więc jak, moja mroczna królowo?- Trąca nosem mój policzek. Przez chwile panuje cisza, nie słychać nic poza wydychanym przez nas powietrzem. Podświadomie wiem, że Brian ma rację. Potrzebuje spokoju, czasu do podjęcia poważnych decyzji.
Oczyszczam gardło i mówię
-Przekonam rodziców.


________________________________________________________________________
Oto jest, wyczekiwany rozdział. W życiu Raven i Briana nastąpi dużo zmian co zresztą się okaże w następnych rozdziałach. Co do komentarzy. Jeśli coś się komuś nie podoba co do daty, kiedy dodaje to jego sprawa. Nie zapominajcie, że ja też jestem tylko człowiekiem i piszę te opowiadanie dlatego, że jest to moją pasją. Poświęcam przy tym swój wolny czas podczas, którego mogłabym zrobić coś zupełnie innego. Nie będę poświęcała każdej wolnej chwili jaką mam, bo nie zamierzam rezygnować ze spotkań z przyjaciółmi czy rodziną. Rozdział skończyłam dopiero przed chwilą bo nad zwyczajniej w świecie nie miałam weny, a nie zamierzam dodawać jakiegoś niedopracowanego rozdziału czy chłamu, tylko po to by zadowolić czytelnika. To tyle na dziś. Proszę o komentarze i do następnego!


Liebster Award

Dziękuje za nominację, Pannie Nikt!

Oto pytania:

1.Z którym bohaterem literackim wybrałabyś się na kawę i o czym byś z nim rozmawiała?
Pochłaniam strasznie dużo książek, więc trudno mi było by wybrać jednego.
2.Jaki jest twój ulubiony cytat i dlaczego?
,,Kochać to zniszczyć, a być kochanym to zostać zniszczonym.'' Jest moim ulubionym, ponieważ pokazuje że miłość, coś co uważamy że jest magiczne i nieśmiertelne, może zniszczyć człowieka.
3.Cecha, którą najbardziej cenisz w innych ludziach?
Wierność, chyba.
4.Co zwykle robisz w niedzielne przedpołudnia?
Czytam książki.
5.Podaj cechy charakteru, które najbardziej w sobie lubisz.
Nie mam pojęcia co w sobie lubię. 
6.Oglądasz youtube? Jeżeli tak, to co najczęściej?
Aż wstyd się przyznać.
7.Jaki jest twój ulubiony wiersz? Dlaczego akurat ten?
Nie mam ulubionego wiersza.
8.Jakie słodycze są według ciebie najpyszniejsze?
Czekoladaaa!
9.Czym kierujesz się w swoim życiu?
Prawdę mówiąc to nigdy się nad tym nie zastanawiałam.
10.Kim jest najbardziej wyjątkowa osoba w twoim życiu?
Na razie w moim życiu nie ma tej wyjątkowej osoby.
11.Czym jest dla ciebie wolność? 
Wolność jest dla mnie czymś wspaniałym. Czymś z czego możemy się cieszyć dzięki walce naszych przodków.