poniedziałek, 1 czerwca 2015

21. + Liebster Award

-Raven!- Podniesiony głos mamy wyrywa mnie z zamyślenia.
- Przepraszam.- Mówię, a mama przewraca oczami- Co z tobą, skarbie? Jesteś jakaś nieobecna. Czy to z powodu twoich urodzin?- Przy wydarzeniach jakie miały ostatnio miejsce zupełnie zapomniałam o swoich urodzinach. O naszych. Wyobrażam sobie radosnego Rafe w towarzystwie Byrona i nowych przyjaciół, zdmuchujący dziewiętnaście świeczek z okrągłego tortu, pokrytego białą jak śnieg bitą śmietaną. A może jest wręcz przeciwnie? Może siedzi teraz sam, w jego oczach błyszczą więzione łzy, kiedy oczami pełnymi emocji wpatruje się w okno. Może odczuwa te samą pustkę jaką ja czułam przez te dwa lata. Ze łzami oczach kiwam głową.
-Och, skarbie.- Mama wstaje ze swojego miejsca i obejmuje mnie ramionami. Pociągam nosem. Gdyby tylko znała prawdę...
-Musimy odpuścić, skarbie.- Mówi w moje włosy. - Pozwolić mu odejść. Musimy zacząć świętować.- Odsuwa się i głaszcze mnie po czarnych jak noc włosach, które cała nasza trójka odziedziczyła po ojcu. Opuszkiem palca ściera łzę, która zdołała się wymknąć z mojego oka.
-Dosyć tych smutków.-Uśmiecha się przez łzy.- Dziś są Twoje urodziny i należy świętować, a nie płakać. A propos urodzin Brian prosił by to Ci przekazać.- Podaje mi kremową kopertę na środku której piszę moje imię. Nie rozmawiałam z Brianem od dnia, kiedy mnie uwolnił. Od dnia w którym poznałam prawdę. Próbował się do mnie dodzwonić, lecz nie odbierałam. Nie wiedziałam co mam mu powiedzieć. Bycie z nim wiąże się z ryzykiem. Ale czy warto je podjąć?
-Zostawię Cię teraz samą.- Oznajmia mama, jakby świadoma moich myśli. Kiwam głową, a kiedy wychodzi układam się wygodnie na łóżku i wpatruje w elegancką kopertę. Czy powinnam ją otworzyć? A może od razu wyrzucić i zakończyć to ? Zmagam się ze sobą przez kilka minut, aż wreszcie ostrożnie otwieram kopertę i wyciągam sztywny, biały karton na którym pośpiesznie napisano kilka słów.

Raven,

Spotkaj się ze mną w parku o 13. Proszę. Potrzebuje Cię zobaczyć.

                                                                                                B.


Chowam twardy arkusz z powrotem do koperty, którą odkładam na szafkę. Nie mogę go dłużej unikać. Z tą myślą wstaje z łóżka i biorąc ze sobą kluczyki od samochodu Rafe i komórkę, zbiegam na dół.

*
Bądź twarda. Bądź twarda.- powtarzam te słowa jak mantrę.  Idę przez szarą kostkę brukową, moje trampki wydają cichy stukot, kiedy go dotykają. Stuk, stuk. Stuk, stuk.
Bez paniki, Raven. To tylko Brian. To ten sam Brian, który zdobył Twoje serce.- powtarzam zbliżając się nieuchronnie do miejsca naszego spotkania. I wtedy go zauważam. Dzieli nas zaledwie kilka metrów. Nie widziałam go od tak dawna, że odległość jaka nas dzieli, sprawia mi ból. Kąciki moich ust drgają w niekontrolowanym uśmiechu. Zagryzam dolną wargę i biegnę. Biegnę, aż ląduje w ciepłych, silnych ramionach Briana, które tak wiele razy oplatały mnie w uścisku. Jest zaskoczony, ale łapie mnie nieomal upuszczając różowe tulipany, które trzyma w prawej dłoni. Wdycham jego męski zapach i mam ochotę śmiać się z własnej głupoty. To Brian. Mój Brian. Jak mogłam w to kiedykolwiek wątpić? To zawsze będzie on. Jestem okropna. On ryzykował dla mnie życie, był gotów je dla mnie poświęcić z miłości do mnie, byle bym była bezpieczna, a teraz w imię tej miłości stoi tu teraz, ubrany w garnitur z kwiatami w ręku, gotowy złożyć swoje serce u moich stóp. I do wszystko dla mnie. Brian stawia mnie na ziemi, jednak mimo tego co zrobiłam, nie puszcza mnie. Łzy napływają mi do oczu i przytulam mocniej Briana.
-Przepraszam, Brian.- Szlocham. Brian odsuwa mnie od siebie i łapię moją twarz w swoje dłonie.
-Nie masz za co, Raven. To ja powinienem błagać Cię o wybaczenie. Powinienem powiedzieć Ci prawdę od razu, kiedy się do siebie zbliżyliśmy, a tym czasem zachowałem się jak tchórz... - On też ma łzy w oczach.
-Nie, nie mów tak. Jesteś najodważniejszym człowiekiem jakiego znam. Nie wielu zebrało by się na odwagę, by stawić czoła grupie, której szefem jest jakiś popapraniec. Byłeś gotowy zrobić dla mnie wszystko...
-Zabijałem dla Ciebie.- Przerywa mi.- A najgorsze jest to że to widziałaś. Widziałem przerażenie w Twoich oczach, Raven. Widziałem Twoje spojrzenie, Raven. Było pełne odrazy, a kilka chwil później przestałaś mnie poznawać.
-Ciii.- Kładę mu palec na ustach.- To ... to przez to co mi wstrzyknęli. On mówił że tak będzie. Że stracę przytomność, że  przestanę odróżniać rzeczywistość od tego co dzieje się w mojej głowie, że zacznę postrzegać wszystkich jako zagrożenie.- Co do ostatniej fazy, sama się domyśliłam. Pamiętam że zaczęłam traktować wszystkich jako niebezpiecznych, że wszystkich wrzucałam do szufladki z napisem ,,Niebezpieczeństwo''. - To wszystko było moim urojeniem.- Zapewniam go. Mimo iż wzdrygam się, kiedy przypomnę sobie jak martwe ciała padały na podłogę i krew na ścianach, to wciąż jest mój Brian, który nigdy nie zrobił by nic by mnie skrzywdzić. Brian opiera swoje czoło o moje. Nasze oddechy mieszają się ze sobą.
-Brakowało mi Cię.- Wyznaję. Brian uśmiecha się i całuje mnie.
-Chodźmy stąd.

*

Siedzę na czarnej, skórzanej kanapie w mieszkaniu Briana. Chłopak wchodzi właśnie do salonu, siada obok mnie i obejmuje mnie jednym ramieniem.
-Mam dla Ciebie prezent.- Wyznaje, patrząc na mnie z tajemniczym uśmieszkiem na ustach.
-Brian...- Jęczę. Doskonale wie że nie lubię prezentów-niespodzianek. Pochyla się nade mną i całuje mnie, skutecznie uciszając moje protesty. Z każdą sekundą nasze pocałunki stają się mocniejsze, żarliwe, bardziej namiętne. Wszystko wokół nas znika, aż zostaje tylko On. Brian. Wiem, że powinnam to przerwać, ale nie potrafię. Jego pocałunki, jego zapach, jego dotyk oszałamiają mnie. Nie potrafię znaleźć w sobie siły by to przerwać. Moja ręka wślizguje się pod koszulkę Briana, dotykam jego brzucha, a wtedy Brian nas rozdziela. Obydwoje dyszymy ciężko.
-Powinniśmy...- zaczyna Brian.
-Wiem.- Przerywam mu. Jestem zawstydzona tym, że nie potrafiłam mu się oprzeć. Spoglądam w dół i ... Cholera, gdzie się podziała moja koszulka? Znajduję ją na podłodze, schylam się żeby ją podnieść, lecz Brian świadomy mojego zawstydzenia wyprzedza mnie i podaje mi ją. Zakładam ją szybko.
-Przepraszam.- Brian jest wyraźnie zawstydzony. Splata nasze ręce razem i kładzie je na jego kolanie, jakby tam było ich miejsce. Milczymy przez chwilę. Nie ma miedzy nami ciężkiego napięcia, cisza jest dobra. Brian cmoka moją dłoń, sięga za siebie i podaje mi kopertę. Rozplątuje nasze ręce i zaczynam otwierać kopertę.
-Zaczekaj.- Powstrzymuje mnie. - Chce żebyś to przemyślała.- Wskazuje na kopertę.- Wiem, że jest ci ciężko, że potrzebujesz czasu na przemyślenia, co do Rafe i ... Byrona.- Przygryzam swoją dolną wargę. Ten temat jest jeszcze zbyt świeży, nie chce rozmawiać o tym co zrobili Rafe i Byron. Brian kiwa głową na znak że mogę już otworzyć kopertę. Otwieram ją i wyciągam niebieski arkusz. Dopiero po chwili dociera do mnie co mam przed sobą.
-To bilet. Do Włoch.- Brian kiwa z uśmiechem głową.
-Dokładnie do Ravenny. Do mojego domu.- Patrzę z podniesioną brwią na Briana podczas, gdy on bawi się kosmykiem moich włosów. Nagle zasycha mi w gardle. Brian chce żebym poznała jego rodziców?
- Twoi rodzice...-Zaczynam.
-Daj spokój, Raven. Nie rób takiej przerażonej miny. Moi rodzice rzadko tam przyjeżdżają. Większość czasu spędzają w Palermo.- Mówiąc to obejmuje mnie ramieniem.
-Więc jak, moja mroczna królowo?- Trąca nosem mój policzek. Przez chwile panuje cisza, nie słychać nic poza wydychanym przez nas powietrzem. Podświadomie wiem, że Brian ma rację. Potrzebuje spokoju, czasu do podjęcia poważnych decyzji.
Oczyszczam gardło i mówię
-Przekonam rodziców.


________________________________________________________________________
Oto jest, wyczekiwany rozdział. W życiu Raven i Briana nastąpi dużo zmian co zresztą się okaże w następnych rozdziałach. Co do komentarzy. Jeśli coś się komuś nie podoba co do daty, kiedy dodaje to jego sprawa. Nie zapominajcie, że ja też jestem tylko człowiekiem i piszę te opowiadanie dlatego, że jest to moją pasją. Poświęcam przy tym swój wolny czas podczas, którego mogłabym zrobić coś zupełnie innego. Nie będę poświęcała każdej wolnej chwili jaką mam, bo nie zamierzam rezygnować ze spotkań z przyjaciółmi czy rodziną. Rozdział skończyłam dopiero przed chwilą bo nad zwyczajniej w świecie nie miałam weny, a nie zamierzam dodawać jakiegoś niedopracowanego rozdziału czy chłamu, tylko po to by zadowolić czytelnika. To tyle na dziś. Proszę o komentarze i do następnego!


Liebster Award

Dziękuje za nominację, Pannie Nikt!

Oto pytania:

1.Z którym bohaterem literackim wybrałabyś się na kawę i o czym byś z nim rozmawiała?
Pochłaniam strasznie dużo książek, więc trudno mi było by wybrać jednego.
2.Jaki jest twój ulubiony cytat i dlaczego?
,,Kochać to zniszczyć, a być kochanym to zostać zniszczonym.'' Jest moim ulubionym, ponieważ pokazuje że miłość, coś co uważamy że jest magiczne i nieśmiertelne, może zniszczyć człowieka.
3.Cecha, którą najbardziej cenisz w innych ludziach?
Wierność, chyba.
4.Co zwykle robisz w niedzielne przedpołudnia?
Czytam książki.
5.Podaj cechy charakteru, które najbardziej w sobie lubisz.
Nie mam pojęcia co w sobie lubię. 
6.Oglądasz youtube? Jeżeli tak, to co najczęściej?
Aż wstyd się przyznać.
7.Jaki jest twój ulubiony wiersz? Dlaczego akurat ten?
Nie mam ulubionego wiersza.
8.Jakie słodycze są według ciebie najpyszniejsze?
Czekoladaaa!
9.Czym kierujesz się w swoim życiu?
Prawdę mówiąc to nigdy się nad tym nie zastanawiałam.
10.Kim jest najbardziej wyjątkowa osoba w twoim życiu?
Na razie w moim życiu nie ma tej wyjątkowej osoby.
11.Czym jest dla ciebie wolność? 
Wolność jest dla mnie czymś wspaniałym. Czymś z czego możemy się cieszyć dzięki walce naszych przodków.

3 komentarze:

  1. Łał..naprawdę fajnie się czyta i bardzo ciekawe. :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest GENIAAAALLLNYYYY Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Nie przejmuj się niczym i pisz dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj :) bardzo dawno mnie tutaj nie było i przepraszam za brak komentarza pod poprzednim rozdziałem. Teraz mam nadzieję pisać tu na bieżąco. Przeczuwałam, że dodasz kolejny, i oto jest! Bardzo szybko go pochłonęłam, był zwięzły i krótki, aż szkoda ;) no więc, cieszę się, że to "wszystko" już się wyjaśniło. Dałam cudzysłów, bo wiem, że jeszcze tego nie skończyłaś i bardzo mi się to podoba :D Mam na myśli bliźnię i jego kompana ^^ Super, że jadą do tych Włoch i w sumie to nie mam jakiegoś pomysłu, co się tam wydarzy. Na myśl przychodzi mi jedynie ewentualne spotkanie Raven z bratem, no ale jakoś w to wątpię. Może ona tylko wypocznie i przemyśli to wszystko. Zdaję się na Ciebie ;) Jeśli chodzi o koperty, myślałam, że będzie w nich kasa, hihi xD No a ta niewinna akcja z ubraniami... Ty, ty, ty :D Cieszę się, że między nimi jest ok, w sumie to są dla siebie stworzeni, nie przeżyliby bez siebie na dłuższą metę. Póki co, nie mam ochoty na żadną "rzeź", niech pocieszą się szczęściem. Ale nie na długo! RAFE, powiadam! :D
    Gratulacje z powodu nominacji :)
    Życzę dużo weny, zajrzę niedługo :*

    OdpowiedzUsuń