Budzi
mnie lodowata ciecz, gwałtownie wylana na moją głowę. Woda spływa po mojej
głowie, twarzy i kapie na podłogę, tworząc czerwonawą kałużę.
-
Wstawaj, moja słodka.- Natychmiast przytomnieje na dźwięk głosu mężczyzny,
który cmoka z niezadowoleniem.- Opatrzcie ją, miłość boską! To dopiero było by
żałosne, gdyby umarła z powodu znacznej utraty krwi. Zobaczymy się za chwilę
moja droga.- Mimo iż opuścił pokój czuje w nim czyjąś obecność.
-Wiem,
że tu jesteś.- Kiedy mój głos stał się tak słaby i ochrypły?
-To
dobrze, to znaczy że Twój mózg wciąż pracuje. Że jesteś w stanie gotowości.
Była byś świetnym żołnierzem.- Znowu głos mężczyzny, jednak mój umysł
rozpoznaje Jorana, brata Alice z którym ta wcześniej się kłóciła. Boże, ile
czasu minęło od mojego zniknięcia? Słyszę jak zbliża się do mnie i mimowolnie
podskakuje.
-Spokojnie.
Zamierzam Cię opatrzyć. - Zamieram i pozwalam mu wytrzeć krew z mojego czoła.
-
Jaki jest sens utrzymywania mnie przy życiu, skoro i tak zamierzacie mnie
zabić? - Mój głos jest wciąż cichy i ochrypły, jednak zabrzmiał jakoś silniej,
bardziej pewnie. Joran milczy przez kilka minut.
-
Ma wobec Ciebie plany, chce żebyś zginęła, kiedy nadejdzie odpowiednia chwila.
Chce żeby twoja śmierć ich zraniła.- Domyślam się że mówi o Rafe i Byronie. Jak
oni mogą karmić mnie takimi kłamstwami i oczekiwać że w nie uwierzę? Może
jestem zraniona w głowę, może jestem trochę niezrównoważona psychicznie, co
jest urazem spowodowanym śmiercią bliskich mi osób, ale nie jestem idiotką.
Ludzie zmartwychwstają tylko na kartach powieści, nie w prawdziwym świecie.
Śmierci nie da się cofnąć.
-Kiedy?
Kiedy nadejdzie odpowiednia chwila?- Wypalam, kiedy otwiera te okropne
skrzypiące drzwi, szykując się do wyjścia.
-Wkrótce.-
Drzwi zamykają się i przez chwilę jestem sama. Biorę kilka głębokich oddechów,
aby uspokoić umysł pogrążający się coraz bardziej w mgle szaleństwa. Samotność
mnie dobija. Czuje głęboki strach, nie tylko o własne życie, ale o Briana, o
moją rodzinę, która nie zniesie śmierci kolejnego dziecka. Chce poczuć na sobie
silne ramiona Briana, które obejmują mnie w czułym uścisku, maleńką dłoń Alexa
trzymającą moją. Chce usłyszeć ponownie śmiech moich rodziców, głęboki głos
ojca i stanowczy, ale łagodny głos matki. Chce zobaczyć Tammy i Drew, poczuć
przy sobie ich obecność, zanurzyć się w ich śmiechu i wzajemnej, głębokiej,
szaleńczej miłości. CHCĘ PŁAKAĆ. Chce płakać z bezsilności, z własnej głupoty,
z tego jaka byłam i tego co powinnam zmienić. Jednak muszę być silna, musi być
jakaś mała, choćby najmniejsza szansa na przeżycie, na ucieczkę.
-Nie
wierzysz w moją historię.- Oznajmia tajemniczy mężczyzna. Mimo iż nie mam
zasłoniętych oczu, nie widzę go. Mój wzrok jest rozmazany. Dlaczego on znowu
zaczyna ten temat? Nie może mnie po prostu zabić i dać mi i moim bliskim
spokój?
-Dlaczego
miałabym to robić? Twierdzisz że mój brat i Byron, żyją, chociaż pochowałam ich
dwa lata temu.
-Jesteś
kurewsko uparta!- Stwierdza. Jest jakby głęboko tym faktem zdziwiony, co
słychać w jego głosie. - Gdybyśmy poznali się w innych okolicznościach Twój
opór uznałbym za zaletę, teraz jednak jest tylko nic nie znaczącą przeszkodą.-
Czuje że jest wkurzony. Otwieram usta by coś powiedzieć, rzucić jakąś ripostę, obrazić go, kiedy drzwi naglę się otwierają, a do pokoju wpada jakaś kobieta.
-Znaleźli
nas. Właśnie przekroczyli pierwszą bramę. Sądząc po ich prędkości będą tu za
około 30 min.- Mimo iż dokładnie nie widzę domyślam się że mężczyzna się
uśmiecha.
-Świetnie.
Każ mi dostarczyć w ciągu dwóch minut Vision 19.- Kobieta kiwa głową i znika.
-Jadą
po Ciebie, lecz na Twoim miejscu bym się zbytnio nie cieszył. Nie opuścisz z
nimi tego miejsca.- Wzrusza ramionami.- No, przynajmniej nie żywa.- Staram się
nie panikować, że właśnie usłyszałam że umrę, tylko staram się myśleć
logicznie.
Jak by to było możliwe. Biorę kilka uspokajających wdechów.
Jak by to było możliwe. Biorę kilka uspokajających wdechów.
-Czym
jest Vision 19?- Pytam bez ogródek .
-Jest
środkiem wyprodukowanym przez moich chemików. Stymuluje mózg, sprawia że życie
dosłownie przemija Ci przed oczami. Nie tylko te dobre chwilę, ale też te złe,
szczególnie te złe, sprawia że przeżywasz wszystko ponownie. Jeden zastrzyk
wywołuje w twoim mózgu trzy fazy. Pierwsza powoduje utratę przytomności na
kilka minut, podczas której jak wspomniałem wcześniej przeżyjesz niektóre
chwilę ponownie te, które wyryły się w Twoim umyśle. Kolejna faza powoduje
zmianę postrzegania przez Ciebie rzeczywistości. Przestajesz rozróżniać
rzeczywistość od rzeczy, które dzieją się w twojej głowie. Ostatnia to..- Przerywają mu otwierające się
drzwi, w których pojawia się kobieta w lekarskim kitlu. Podchodzi do mnie i
siłą przechyla mi głowę. Chcę walczyć, ale nie mogę, nie mam siły. Kobieta
wbija po prostu igłę w moją szyję i naciska tłok strzykawki. Kiedy wychodzi z
pokoju, potrząsam głową, chcąc pozbyć się dziwnego odrętwienia.
-
Co do ostatniej fazy sama się niedługo przekonasz.- Moje powieki robią się
ciężkie, tak ciężkie że trudno jest mi utrzymać je otwarte.- Ciesz się swoimi
wspomnieniami, Raven, osobami, które ponownie w nich spotkasz, ponieważ, wierz
mi nie będzie Ci dane ich ponownie zobaczyć.- Moje powieki opadają, a ciało
osuwa się bezwładnie na ziemię. Jak przez mgłę docierają do mnie słowa mężczyzny:-
Oni będą Cię widzieć. Będą widzieć jak cierpisz, jak umierasz i nic nie będą
mogli zrobić. To właśnie jest piękne. Będą cierpieć bardziej niż Ty...
Ciemność.
Otacza mnie ze wszystkich stron. Gdzie jestem? Co się stało? Mrugam odpędzając
łzy i wtedy światło mnie oślepia. Opieram się rękami o gładką, zimną
powierzchnie szyby zza której widzę mojego bladego bliźniaka, podłączonego do
różnych maszyn. Odrywam się od szyby i podążam przez pusty, biały hol w
kierunku uchylonych drzwi. Czuje znajomy zapach środka odkażającego, który
drażni mnie w nos. Zaglądam przez szparę w drzwiach i widzę moich rodziców,
rozmawiających z nieznajomym. Lekarz. Nieznajomy jest lekarzem.
-Co
chce pan przez to powiedzieć?- Mama odzywa się podniesionym głosem.
-Wciąż
nie ma dawcy, a bez dawcy...- Lekarz urywa.
-Co?!
Że mój syn umrze?!- Nie.-Szepcze. Nie ma dawcy. Rafe umrze. Rafe potrzebuje
serca. Odsuwam się cicho od drzwi i zapłakana wchodzę do pokoju brata. Unoszę
jego bladą dłoń do ust i składam na jej wnętrzu pocałunek.
-Przeżyjesz,
Rafe. Dostaniesz serce.
Świat
się rozmywa. Słyszę duden, gwizd pociągu i mocne uderzenie, czuje ciężar obcego
ciała na swoim.
-Nie
pozwolę Ci umrzeć!!- Słyszę znajomy głos. Wizja rozmywa się na chwilę, a kiedy
spoglądam w górę i widzę nad sobą czarnowłosego o delikatnie brązowej skórze
chłopaka z ręką wyciągniętą w moim kierunku.
-Jestem
Byron...- Nagle chłopak przede mną się zmienia i widzę blondyna,
którego głos nachodzi na głos poprzedniego chłopaka.- ...Brian.- Brian? Byron?
Rafe? Co się dzieje?
-Wynoś
się! Nie chce Cię znać!- Słyszę swój własny głos. Znowu otacza mnie ciemność z
której wciąż słychać mój głos.- Nie!! Kłamiesz oni żyją!
-Ja,
chce umrzeć! Nie widzisz tego?!
-Kocham
Cię!- Słyszę dwa męskie głosy nakładające się na siebie podczas wymawiania tych
słów. Widzę dwóch zupełnie różnych nastolatków, jeden jest blondynem o opalonej
skórze i zielonych oczach, a drugi jest zupełnym przeciwieństwem pierwszego. Ma
delikatnie brązową skórę, czarne włosy i brązowe oczy.
Znikają
tak nagle jak się pojawili. Patrzę w dół i widzę krew spływającą po moich
nadgarstkach. Przyciskam do jednej z ran dłoń,a wzrokiem szukam czegoś czym
mogłabym zatamować krwawienie. Zauważam ręczniki. Chce do nich podejść, lecz
naglę uchodzi ze mnie siła wraz z wypływającą krwią i padam na podłogę. Krew
natychmiast pokrywa białe kafelki, a ja zaczynam płakać. Kto mi to zrobił? Ja
nie chce umierać. Nie mogę zostawiać, mojej rodziny i Briana. Kto się nimi
zajmie, kiedy odejdę? Zza moich ust wydostaje się szloch i przez chwilę panuje
ciemność. A potem otwieram oczy. Mój wzrok wrócił do normalności i widzę teraz
dobrze i wyraźnie. Po raz pierwszy mam szansę przyjrzeć się pokojowi w którym
się znajduję. Jest duży, znajduje się w nim stół, dwa krzesła oraz kanapa.
Przeczesuje ściany w poszukiwaniu kamer i znajduje tylko jedną w rogu pokoju.
Spoglądam na kanapę i zauważam że siedzi na niej dziewczyna. Dlaczego wcześniej
jej nie zauważyłam?
-Kim
jesteś?- Pytam, a dziewczyna unosi kpiąco brew. -Znasz odpowiedź na to pytanie,
Raven. Jestem tą która uratowała Twojego brata.- Patrzę na jej zadziwiająco
bladą twarz i sine usta. Nie znam jej. Pamiętała bym, gdybym ją kiedykolwiek
spotkała. Dziewczyna jest zadziwiająco do mnie podobna. Ma czarne włosy, szare
oczy i usta przypominające moje. Przykłada prawą dłoń do piersi, jakby coś ją
bolało. Już wiem kim jest.
-Zostałaś
dawcą.- Zgaduje. Czuje się jakoś dziwnie.
-Zrobiono
to wbrew mojej woli. Zabili mnie żeby ratować Twojego nędznego brata!- Krzyczy
i nagle stoi obok mnie jej twarz jest przy mojej. Czuje jej zgniły oddech.
-A
teraz ty poniesiesz za to karę.- Unosi rękę i kładzie ją na mojej głowie, którą
przechodzi ogromny ból. Zaczynają mi się pojawiać mroczki przed oczami, aż
zupełnie niespodziewanie ból znika, tak szybko jak się pojawił.
-Poniesiesz
za to karę.- Słyszę szept, jednak w pokoju nikogo nie ma.- Powinnaś zginąć, dwa
lata temu!- Słyszę głosy, rozglądam się po pokoju jednak nikogo nie ma,
znikneła tajemnicza dziewczyna, jestem całkowicie sama.- Zginiesz! Będziesz
cierpieć! Wypruje flaki twojej rodzinie! Odbiorę Ci, Briana! Zabiorę Ci,
wszystko co kochasz!
-Stop!!!!!!-Krzyczę.Nie
zniosę więcej, nie zniosę tych krzyków, złowrogich szeptów. Krzyczę, aż głosy
znikają. Dopiero wtedy otwieram oczy i dostrzegam dwuletniego czarnowłosego
chłopca, o delikatnie brązowej skórze i szarych oczach. Słychać strzały z
zewnątrz. Chłopiec milczy i patrzy na mnie smutno. Po kilku minutach odzywa się
cicho.
-Nie
poznajesz mnie, mamusiu?- Dlaczego to dziecko nazywa mnie mamusią? Chłopiec siedzi przez chwilę czekając na moją
odpowiedź, a potem wstaje.
-Czekaj!-Krzyczę,
widząc że zmierza do drzwi. Zatrzymuje się obok nich i opiera o ścianę.
-Jesteś...-
Urywam, a chłopiec kiwa główką uśmiechając się przez łzy w oczach. O nie, nie,
nie! Czuje łzy zbierające się w moich oczach.
-To
nie była twoja wina, mamusiu.- Oznajmia.- Nie wiedziałaś, a ja już dawno Ci
wybaczyłem. - Pociąga noskiem.- Będę Cię chronił. Obiecuje.- Mówi, a łzy
spływają mu po policzkach. Słychać szybkie kroki zbliżające się do drzwi.
-Co mogę dla Ciebie zrobić?- Pytam płacząc razem z nim. Chłopiec zerka przerażony na drzwi.
-Nazwij mnie.-Prosi. Wtedy drzwi się otwierają i zasłaniają chłopca. W drzwiach stoi wysoki, umięśniony mężczyzna, który mierzy do mnie z broni. O Boże, więc to jest chwila, kiedy umieram. Mężczyzna odbezpiecza pistolet i wtedy pojawia się i ktoś podrzyna mu gardło. Alice. Mężczyzna pada na podłogę holu.
-Jesteśmy kwita. Niech to będzie naszą słodką tajemnicą.- Mówiąc to uśmiecha się i znika. O Boże, o Boże. Co się dzieje? Nie mogę oderwać wzroku od martwego ciała mężczyzny, którego krew pokrywa podłogę holu, jednak wciąż się zastanawiam, gdzie on jest? Czy chłopiec jest bezpieczny za drzwiami? Czy widzi krew płynącą blisko nich? Czy jest przerażony tak bardzo jak ja? Do moich uszu dobiega dziwny duden, któremu nie przestają towarzyszyć strzały z broni. Mój dziwnie powolny mózg rozpoznaje je jako kroki biegnącego człowieka. Czy on już wie? Wie co zrobiła Alice i wysłał kogoś innego by mnie zabił?
-Co mogę dla Ciebie zrobić?- Pytam płacząc razem z nim. Chłopiec zerka przerażony na drzwi.
-Nazwij mnie.-Prosi. Wtedy drzwi się otwierają i zasłaniają chłopca. W drzwiach stoi wysoki, umięśniony mężczyzna, który mierzy do mnie z broni. O Boże, więc to jest chwila, kiedy umieram. Mężczyzna odbezpiecza pistolet i wtedy pojawia się i ktoś podrzyna mu gardło. Alice. Mężczyzna pada na podłogę holu.
-Jesteśmy kwita. Niech to będzie naszą słodką tajemnicą.- Mówiąc to uśmiecha się i znika. O Boże, o Boże. Co się dzieje? Nie mogę oderwać wzroku od martwego ciała mężczyzny, którego krew pokrywa podłogę holu, jednak wciąż się zastanawiam, gdzie on jest? Czy chłopiec jest bezpieczny za drzwiami? Czy widzi krew płynącą blisko nich? Czy jest przerażony tak bardzo jak ja? Do moich uszu dobiega dziwny duden, któremu nie przestają towarzyszyć strzały z broni. Mój dziwnie powolny mózg rozpoznaje je jako kroki biegnącego człowieka. Czy on już wie? Wie co zrobiła Alice i wysłał kogoś innego by mnie zabił?
-Raven!-
Otwieram szeroko oczy słysząc znajomy głos. Głos, który pokochałam od chwili,
kiedy usłyszałam go po raz pierwszy. Powoli unoszę głowę i widzę go. Mojego
ukochanego. Briana. W jego oczach widzę ulgę, kiedy przeskakuje ciało i rzuca
się by mnie rozwiązać. Coś się w nim zmieniło. Wygląda na dzikiego, wręcz
niebezpiecznego zdolnego skrzywdzić wszystko i wszystkich by mnie stąd
wydostać. Może to przez jego stój. Przekręcam głowę w w prawo i przyglądam się
mu. Brian jest ubrany w białą koszulkę na krótki rękaw, doskonale opinającą
jego twarde mięśnie, czarne długie spodnie i czarne skórzane trapery. Sprawdza
szybko moją ranę na głowie i jednym sprawnym ruchem stawia mnie na nogi i
ciągnie w kierunku wyjścia przy którym leżą zakrwawione zwłoki mężczyzny.
Dopiero wtedy, gdy spoglądam na drzwi przypominam sobie o chłopcu ukrytym za
nimi.
-Czekaj!-
Wciskam nogi w ziemię i wyrywam się Brianowi. Odpycham niezwykle ciężkie drzwi,
chcąc wyciągnąć zza nich chłopca, lecz kiedy mi się to udaje dostrzegam że go
za nimi nie ma. To nie możliwe.-Co
ty wyprawiasz, Raven?!- Ryknął na mnie Brian.- Chodź.- Łapie mnie w tali i
przenosi nad ciałem mężczyzny, nad kałużą krwi. Pozwalam mu na to i po chwili
biegniemy razem trzymając się za ręce, Brian robiący długie szybkie kroki i ja
biegnąca trochę w tyle. Jestem otumaniona, zdziwiona, przerażona i jakby tego
było mało to właśnie w tej chwili zauważam w dłoni Briana broń, którą unosi i
strzela ponad moją głową. Słyszę jak kula uderza w ciało, które natychmiast
pada na ziemie. Cholera. Patrzę na chłopaka biegnącego obok mnie, który wygląda
na starszego, bardziej dojrzałego niż kiedy widziałam go ostatnim razem i
zadaje sobie pytanie czy to jest ten sam chłopak, którego zostawiłam w klubie
po tym jak przyłapałam go na pocałunku z Alice. Czy na pewno go znam? Brian
zatrzymuje się nagle i osłania mnie swoim ciałem jednocześnie mierząc do
mężczyzny, który celuje w naszym kierunku. Ku mojej uldze obydwoje opuszczają
broń, Brian wypuszcza z siebie powietrze, a czarnowłosy mężczyzna unosi do ust
krótkofalówkę i mówi: -Mamy
ją. Zabierajcie stąd swoje tyłki.- Kieruje swoje spojrzenie na pomieszczenie,
które kiedyś musiało być ogromnym salonem i jego widok wprawia mnie w
przerażenie jakiego jeszcze nigdy nie doznałam.-Raven,
nie patrz tam!- Rozkazuje Brian przyciskając mnie do swojej piersi jednak jest
już za późno. Wszędzie są ciała i krew, pokrywająca wszystko od podłogi po okna
i sufit. Próbuje bezskutecznie odepchnąć go od siebie, krzycząc: - Kim ty
jesteś?Wciąż
krzyczę i wyrywam się, kiedy Brian bierze mnie w ramiona i biegnie za
mężczyzną, który wydaje się być jego szefem. Boże, czy Brian należy do jakiegoś
gangu? Wreszcie udaje mi się wyrwać z objęć Briana i padam na ciężko na
podłogę. Szybko odsuwam się pod chyba jedyną czystą ścianę w tym domu.-Raven...-
Zaczyna Brian, podchodząc do mnie.- Nie podchodź, nie podchodź! Zostaw mnie w
spokoju! Kim ty w ogóle jesteś?!- Zaczynam panikować wydzierając się w niebo
głosy. Coś jest ze mną nie tak, to na pewno da się jakoś logicznie wytłumaczyć.
Mój troskliwy Brian nigdy by nikogo nie zabił. To pewnie tylko sen, po środku,
który wstrzyknęła mi tamta kobieta.To tylko koszmar. Czuje się dziwnie, głowa
zaczyna mi pulsować. Boję się ich wszystkich, chce żeby sobie poszli. Chcę żeby
zostawili mnie w spokoju. Są niebezpieczni. Szczególnie niebezpiecznym wydaje
się być blondyn o imieniu Brian. Dlaczego oni mnie krzywdzą? W mojej głowie roi
się od obcych głosów, które sprawiają że chcę ponownie wrzeszczeć, byle by
zniknęły jednak milczę, a łzy spływają po moich policzkach. Jednak głosy są
dobre,sprawiają że widzę ludzi takimi jakimi są naprawdę. Przyciskam dłonie do
uszu wciąż powtarzając słowo: Przestańcie i unoszę głowę. To co widzę sprawia
że zaczynam krzyczeć.
________________________________________________________________________
Ta dam! I oto jest nowy, prawie jak wyprany w Perwollu, rozdział! Jak obiecywałam jest jeszcze więcej zamieszania i życiowych rozterek Raven. Wszystko to co znała okazuje się być inne niż oczekiwała. Wiele jeszcze się wydarzy w następnych rozdziałach i mam nadzieje że zachęciłam tym rozdziałem, was do dalszego czytania. Proszę o komentarze i wasze opinie.
________________________________________________________________________
Ta dam! I oto jest nowy, prawie jak wyprany w Perwollu, rozdział! Jak obiecywałam jest jeszcze więcej zamieszania i życiowych rozterek Raven. Wszystko to co znała okazuje się być inne niż oczekiwała. Wiele jeszcze się wydarzy w następnych rozdziałach i mam nadzieje że zachęciłam tym rozdziałem, was do dalszego czytania. Proszę o komentarze i wasze opinie.
Świetny blog 👌 przeczytałam cały dzisiaj czekam na następny rozdział 💕
OdpowiedzUsuńHello my Dear :) strasznie przepraszam, że tak późno. Muszę przyznać, że zrobiłaś niezły horror w tym rozdziale, like it! :D Najbardziej zastanowiła mnie ta laska od serca i tak w sumie... czy ona będzie się mścić, hm... Hihi, taaak! No i ten chłopczyk. "Mamusiu.." Nie ogarnęłam tego, czekam aż mi wytłumaczysz xd Ale fajnie. A Brian taki zły, hio hio :D Nieźle jej się pomieszało, tak teraz myślę, co będzie z nimi dalej. Bo albo stwierdzi "A, okej, to mi się wydawało", albo wręcz przeciwnie. I dowie się wszystkiego, nieprawdaż? ;3 Eh, a taki piękny związek. Ciekawe, co ona zobaczyła na samym końcu. No, mam nadzieję, że już dość niebezpiecznych akcji i wrócą do domku, gdzie czeka ich niemiła rozmowa. W ogóle! Chciałabym coś z rodzicami Raven... jak przeżyli ten wypadek i tak dalej, co teraz myślą o swoich dzieciach. Pegaz prosi. Taka mini retrospekcja, jak się dowiedzieli albo coś. Malutka. Chyba że nie nadaje się do akcji, to nie :D
OdpowiedzUsuńRaaaafe ;D
Okej, to ja poczekam do następnego, co tam szykujesz, a chyba niedługo, bo jestem spóźniona ;3
Buziaczki ;*