Są dni, kiedy wszystko traci swój sens. Jak ostatni
oddech z chwilą śmierci. Jak cios śmiercionośnym ostrzem zadanym przez życie. Kiedy
zaczynasz mieć wątpliwości czy to wszystko w co wierzyłaś jest prawdą. Życie
nauczyło Cię walczyć byś spełniał swe marzenia i walczył o to w co wierzysz.
Czasami wynik walki nie zależy od Ciebie. Lecz życie nauczyło Cię walczyć nie
po to by przegrać, tylko zostać zwycięzcą.
Patrzę w lśniącą powierzchnię szkolnego lustra. W
mojej głowie wciąż słyszę słowa Rafe. Może jednak potrzebuje psychologa? Może
jednak jest ze mną coś nie tak. Rozmyślania przerywa mi głośne pukanie do
drzwi.
-Wszystko w porządku, skarbie? Siedzisz tam już 10
min.- Brian, mój troskliwy chłopak.
Nie, skarbie. Dwa dni temu odnalazłam dziwne
nagranie od zmarłego brata, które sprawia że zaczynam mieć wątpliwości co do
jego śmierci. Oczywiście że mu tego nie powiem. Uznałby mnie za wariatkę.
-Już wychodzę!- Wycieram mokre dłonie w papier,
który następnie wyrzucam do kosza. Biorę głęboki wdech i wychodzę z damskiej
łazienki, starając się nie wyglądać jak ofiara. Natychmiast wpadam w znajome
objęcia Briana.
-Jest ok?- Pyta po chwili, mierząc mnie uważnie
spojrzeniem swych zielonych tęczówek. Kiwam głową i idziemy objęci w stronę
szkolnego boiska, gdzie zapewne są Tammy i Drew. Biorę kilka szybkich oddechów.
-Jesteś pewna że to dobry pomysł żebym poznał
twoich rodziców?- Pyta po raz kolejny tego dnia Brian.
-Tak. A ty nie masz czego się bać. Byłeś przy mnie
podczas mojego...-Przerywam szukając właściwego słowa.- ... załamania więc już
chyba nie ma niczego straszniejszego.- Spoglądam na niego.- Chyba że zmieniłeś
zdanie co do nas i nie chcesz już ze mną być, po tym wszystkim.- Brian patrzy
na mnie jak na nie normalną. Dopiero teraz zauważam że na dziedzińcu nikogo już
nie ma. Cholera. Czy mogłabym być aż taka zamyślona że nie zauważyłam końca
lekcji?
-Zwariowałaś?!- Unosi się. - Jak mogłaś tak
pomyśleć? Jesteś taka ślepa że nie zauważasz uczucia jakim Cię darzę? Nigdy Cię
nie opuszczę, Raven, ponieważ.... – Wybucha. O mój boże.
-Ponieważ Cię kocham.- Jezu. On to powiedział.
-Skąd wiesz że mnie kochasz? Skąd wiesz że to
miłość?- W moim głosie wyraźnie słychać panikę. Brian bierze moją twarz w swoje
duże, szorstkie dłonie. – A skąd wiesz że Cię dotykam?
-Czuje to.- Odpowiadam patrząc prosto w jego
zielone oczy.- … no właśnie.
Biorę kilka głębokich oddechów. O Boże. O Boże. O
Boże. Dlaczego? Nie jestem jeszcze gotowa. Moje serce nie jest jeszcze
wyleczone. Nie chce oddać Brianowi zniszczonego serca. Boję się. O nie, Raven!
Nie będziesz tchórzyć! Prawie dwa lata zajęło mi przyznanie się że się boję
kogoś pokochać. Jestem wręcz przerażona, pomysłem oddania swego serca, ale wiem
że Brian jest tego wart. Mimo to boje się że Brian może złamać je tak jak
Byron. Że może pokochać kogoś innego, że może mu się coś stać, że może zginąć
tak jak Byron i Rafe.
-Ja… nie jestem…- Próbuje ubrać w słowa to co
czuje, lecz nie wychodzi mi to zbyt dobrze.
-Wiem.-Przerywa mi Brian.
-Skąd?- Pytam wyraźnie zdziwiona.
-Po prostu wiem. Chodź.-Prowadzi mnie w kierunku
samochodu.- Chcę się przebrać zanim poznam twoich rodziców.
*
-Brian! Podrzucisz mnie do galerii za 10 min? –
Pytam podnosząc wzrok z ekranu mojej komórki, na mokrego Briana, który właśnie
co wyszedł z prysznica.
-Po
co?- Wyjmuje szczoteczkę z ust i przeczesuje palcami swoje mokre włosy.
- Umówiłam się z Tamsyn. Brian patrzy na mnie przez
chwilę, a potem kiwa głową, podchodzi do mnie i całuje mnie pozostawiając na
moich ustach miętową pastę. Śmiejąc się wycieram usta i odpycham Briana, który
jest wyraźnie zadowolony i nawet nie próbuje tego ukrywać. Patrzę jak z
szerokim uśmiechem na ustach znika w zaparowanej łazience. Rozglądam się po
mieszkaniu i zastanawiam się, gdzie się podziwiają rodzice Briana. Mimo iż
Brian tak jak ja jest już pełnoletni to trochę dziwne jest to że nie mieszka z
rodzicami. Większość nastolatków wyprowadza się z domu dopiero, kiedy jedzie na
studia. Dziwne jest to że Brian nigdy nie mówi przy mnie o rodzicach. Może się
pokłócili i Brian nie utrzymuje z nimi kontaktu? Albo… nie żyją. Ciekawość
która we mnie rosła, na tę myśl natychmiast zniknęła. Nigdy nie zapytam o nich
Briana. Będę czekać aż uzna że chce mi powiedzieć dlaczego nie mówi o
rodzicach. Brian wychodzi z łazienki ubrany w jeansy i białą koszulkę na
ramiączka. Przechodząc obok mnie specjalnie trząsa swoimi włosami, ochlapując
mnie kropelkami wody. – Brian!- Besztam go. Chłopak bierze kluczyki z szafki i
pomaga mi wstać z kanapy.
-Koniecznie musisz dziś spotkać się z Tammy?- Pyta,
kiedy zapinam pas.
-Tak.- Przewracam oczami. Po jego głosie poznaje że
mu się to nie podoba i wolałby mieć mnie przy sobie, szczególnie dziś. Brian
wzdycha głośno podczas skręcania w lewo. Ach, ci mężczyźni, im to nie
dogodzisz. Już po kilku minutach Brian zatrzymuje swoją Hondę pod olbrzymią
galerią w której umówiłam się z Tammy. Dobra przyznaje nie byłam umówiona z
Tammy, ale po dzisiejszym, niespodziewanym wyznaniu Briana muszę z nią
porozmawiać. Więc kiedy Brian brał prysznic, ja napisałam szybko do
przyjaciółki. Nie ma to jak rozmowa z przyjaciółką.
- Przyjedziesz po mnie za godzinę?- Patrzę na
Briana. Jest cholernie przystojny. Mruga szybko. Jest jakiś zamyślony. – Tak,
jasne. Bawcie się dobrze.- Całuje mnie szybko na pożegnanie. Wysiadam z
samochodu i macham mu. Brian odmachuje mi z szerokim uśmiechem na ustach i
odjeżdża. Odwracam się i szybkim krokiem wchodzę do galerii. Prawię natychmiast
zauważam machającą do mnie Tammy. Przyjaciółka siedzi w naszej ulubionej
kawiarence, przy stoliku przy oknie. Ostatnio to miejsce stało się popularne
dla nastolatków. Lubię to miejsce za atmosferę, za to że ludzie traktują mnie
tu w jakbym była normalną nastolatką, którą przecież jestem. Zajmuje miejsce
naprzeciwko Tammy i unoszę menu. Już po około 30 sek od mojego przyjścia
podchodzi do nas kelnerka i podaje mi menu oraz zamówienie przyjaciółki.
Otwieram menu i wodzę po nim wzrokiem.
-No gadaj co chciałaś mi takiego ważnego
powiedzieć.- Tammy wręcz podskakuje z ciekawości na krzesełku popijając swoją
Latte. Dziewczyna odstawia szklankę odsłaniając wąsy z mleka które natychmiast
wyciera.
-Cierpliwość jest złotem, Tamsyn.- Oddaje menu i
składam zamówienie.
-Czy to czasem nie chodziło o milczenie?- Wzruszam
ramionami.
-No mów wreszcie!!
-Okey. Okey. Spokojnie.- Przewracam oczami. Biorę
głęboki wdech.- Brian powiedział że mnie kocha.-Wypalam. Tammy krztusi się.
Kaszle przez chwilę zanim może złapać oddech.
-Co? Kiedy? Jak?- Wyrzuca z siebie pytania. Nie
chcę mówić Tammy o nagraniu Rafe, nie chcę jej martwić. Nie wiem co nawet
myśleć o tym nagraniu.
-Dziś. Po szkole.
-O mój Boże. O mój Boże! Co mu powiedziałaś?-
Nachyla się nad stołem.
Wypuszczam głośno powietrze. Biorę łyk mojego
Cappuccino chcąc opóźnić to co za chwilę powiem.
-Spanikowałam.- Tammy wytrzeszcza swoje niebieskie
oczy.- Co?! Spanikowałaś?!
-Ciszej.- Syczę. Cholera, nie spodziewałam się
takiej reakcji.- Czyś ty zwariowała? – Szepcze. Jest wkurzona. Czuje na sobie
ciekawskie spojrzenia ludzi. – Ja po prostu nie byłam przygotowana… i … nie
wiedziałam co mu odpowiedzieć…- Jąkam się. Jednak moja odpowiedź zamiast ją
uspokoić sprawia że Tammy jeszcze bardziej wybucha.- Ile ty masz do ku**y nędzy
lat? – O jej. Przeklina to znaczy że jest gorzej niż myślałam.- Brian jest
twoim chłopakiem, to było oczywiste że w końcu Ci powie te dwa magiczne słowa,
a ty spanikowałaś? Albo go kochasz albo nie. Proste. On Cię kocha, ale czy ty
jego? Przełykam głośno ślinę.
-To nie jest tak że nie kocham Briana. Ja… czuje
coś co nie do końca potrafię nazwać…
-Nie potrafisz nazwać.- Kpi. Doskonale wie że mnie
to wkurza.
-Tak. Wiesz co? Wychodzę. Myślałam że mi doradzisz,
pomożesz , zachowasz się jak przyjaciółka, a ty tym czasem…- Kręcę głową i
wstaje. Po prostu brak mi słów. Rzucam na stolik parę banknotów i szybkim
krokiem wychodzę. Grzebię w torebce w poszukiwaniu komórki. Cholera, gdzie ona
jest kiedy jest potrzebna? Naglę mam dziwne przeczucie że jestem obserwowana.
Czuje się jak dziewczyna w typowym horrorze wędrująca samotnie przez las w
środku nocy. Kierowana tym przeczuciem unoszę głowę i widzę go. Obserwującego
mnie chłopaka w białej koszulce i czarnej skórzanej kurtce. Jednak nie to
zwraca moją uwagę. Jego niebieskie fosforyzujące oczy, które widzę nawet z
odległości kilku metrów, jego kruczoczarne włosy przypominające moje i czarne
kolczyki w uszach. Zamieram. Patrzę na niego i moje serce przyśpiesza.
Pośród śmierci trwa życie, pośród
kłamstwa trwa prawda, pośród ciemności trwa światło.-Przed oczami staje mi 17 letni Rafe
z nagrania
.
A ty nie płacz za mną ,a ty nie
płacz po mnie bo gdybym się nie obudził będę tam gdzie ogień płonie , gdy
zatęsknisz za mną, gdy załamiesz dłonie, wróć do moich słów na taśmie… - Chłopak bierze głęboki wdech,
nawet stąd widzę spazmatyczny ruch jego klatki piersiowej.
Nie ważne co się stanie, czy będą
dzielić nas mile czy śmierć, zawszę będę Cię kochał.- Chłopak odwraca się i zaczyna
odchodzić, wtedy rękaw kurtki unosi się i na nadgarstku zauważam tatuaż, który
sprawia że moje serce zaczyna bić jak oszalałe. Pióro. Pamiętam ten dzień kiedy
jako szesnastolatki poszliśmy do studia tatuażu i z fałszywą zgodą kazaliśmy
zrobić sobie identyczne tatuaże. Rafe zrobił sobie na nadgarstku, a ja na
biodrze. Pamiętam jak trzymał mnie za rękę, kiedy pod wpływem bólu chciałam
uciec z fotela. Nie bądź tchórzem. Na kości najbardziej boli, powinnaś to tym
wiedzieć. Powiedział mi wtedy. Teraz stoję tu i patrzę na odchodzącego chłopaka
i wiem już kim jest.
-Nie odchodź.-Szepcze choć wiem że mnie nie słyszy.
-Raven, poczekaj!- Słyszę za sobą krzyk Tammy, ale
nie zatrzymuje się. Nie mogę. Przyśpieszam i widzę jak chłopak właśnie wychodzi
z galerii. Wybiegam z galerii i rozglądam się w poszukiwaniu chłopaka. Zniknął.
Nagle go zauważam na drugiej stronie ulicy. Patrzy na mnie, kąciki jego ust
unoszą się w smutnym uśmiechu. Między nami przejeżdża ciężarówka i zasłania mi
niebieskookiego, a kiedy odsłania ulicę po przeciwnej stronie, chłopaka nie ma.
-Tu jesteś!- Tammy opiera dłonie na udach i dyszy
ciężko.- Myślałam że cię nie dogonię. Przepraszam ja po prostu chcę żebyś była
szczęśliwa, Raven. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką i zasługujesz by być
znowu szczęśliwa.
-Wiem Tammy.- Przytulam ją.- Za pięć dni twoje
urodziny, Raven. Więc musisz ze mną iść i pomóc mi wybrać prezent. Wciąż
pamiętam że nie lubisz niespodzianek.- Przewraca oczami i prowadzi mnie do
galerii. Moje myśli zajmuje wciąż chłopak, który wyglądał jak ON. Jak mój brat.
-Powiedz mi jak można nie lubić niespodzianek, tej
adrenaliny związanej z niespodzianką.- Gada nieświadoma moich myśli.
-Normalnie i w moim przypadku nie ma żadnej
niespodziankowej adrenaliny.-Przewracam oczami. Tammy nieświadomie odciąga mnie
od chłopaka, którego parę minut temu widziałam.
-Chodź wejdziemy tu.- Ciągnie mnie za rękę do
wnętrza sklepu z biżuterią.
Brian
-Naprawdę przestań się stresować. To zwykła wizyta
chłopaka w domu jego dziewczyny. Inne nastolatki robią to codziennie.-
Przewraca oczami. Wygląda tak pięknie że mam ochotę się na nią rzucić.
-Taa, jasne. Zapomniałaś tylko dodać że dziewczyna
mieszka w Białym Domu, a jej rodzice to para prezydencka!- Cholera nie
powinienem panikować to po prostu zwykła wizyta w domu mojej dziewczyny. Nie
panikuj, Dubrinsky.
-Dobrze wyglądam?
Wybucha śmiechem.
-Brian! Wyglądasz świetnie i przestań już.-
Chichocze. Cholera. Może jednak powinienem założyć garnitur? Raven łapie mnie
za rękę i wprowadza do Białego Domu. Nie mogę w to uwierzyć! Jestem w Białym
Domu! I jestem podekscytowany jak mała dziewczynka. Hura! Od razu kiedy tylko
wchodzimy zauważam wielkiego postawnego ochroniarza. Raven mruży na niego oczy.
-Ani się waż, Soren.- Mówi groźnie. Co tu się do
cholery dzieje?
-Wybacz, Raven, takie procedury. Wiesz że muszę go
przeszukać.- Obejmuje ramieniem Raven.
-Spokojnie, skarbie. Spodziewałem się tego. Nie
mam nic przeciwko małemu macanku.- Udaje mi się ją rozbawić, a Soren
przeszukuje mnie.
-Zawsze się zastanawiałem jak to jest kiedy facet
maca cię po klejnotach.- Raven wybucha śmiechem i uderza mnie w ramię, kiedy
Soren oznajmia że jestem ,,czysty’’.
-Raven!!!- Słyszymy krzyk towarzyszący tupaniu.
Naszym oczą ukazuje się mały chłopiec, brat Raven, Alex. Zatrzymuje się, kiedy
mnie zauważa i mruży podejrzliwie oczy dokładnie jak jego starsza siostra.
-Kto to jest Raven?- Pyta opierając ręce na
biodrach i tupiąc jedną nogą, jakby chciał powiedzieć ,, No to teraz wszystko
sobie wyjaśnimy’’.
-Alex to jest Brian, mój… przyjaciel.
-Szczerze w to wątpię. On nie jest twoim
przyjacielem.- Jego twarz rozświetla uśmiech.- On jest twoim chłopakiem.-
Chichocze.
-Skąd ty to wiesz, Alex? Pewnie znowu
podsłuchiwałeś.- Przewraca oczami.
-Kłamiesz!- Krzyczy oburzony dwulatek.
-Nie.
-Powiem tacie!- I z tymi słowami ucieka powrotem na
górę. Upierdliwy bachor.-Szepcze pod nosem Raven. Chodź obiecałam Ci że pokażę
mój pokój.- Uśmiecha się szeroko, a ja nie mogę się powstrzymać i ją całuje.
__________________________________________________________________________
__________________________________________________________________________
Przepraszam za opóźnienia, ale dosłownie przed chwilą skończyłam go pisać. Znowu wprowadziłam trochę zamieszania w życie bohaterów. Mam nadzieję że się Wam podoba. Czekam na wasze opinię. Następny postaram się dodać w środku lutego, zważywszy na to że skończyły mi się zapasowe i że od 19 stycznia zaczynam ferie. Liczę na Waszą wyrozumiałość. Do następnego.
No hejo :D Muszę Ci powiedzieć, że bardzo się rozwinęłaś :D Widzę to po tym początku, ach te życiowe rozkminy. Musiałam przeczytać dwa razy, żeby ogarnąć :o Great. W ogóle ładny rozdział, podjarałam się Rafem <3 Liczę, że nie strolujesz mnie w jakiś sposób i mi go nie zabierzesz! :D Jaa, też chcę brata. W ogóle, miałam parę dziwnych akcji przed oczyma, to znaczy, najpierw zastanawiałam się, co Brian robi w damskiej toalecie! Ale ogarnęłam, że jednak stał za drzwiami. A później, o zgrozo, wyobraziłam go sobie w takiej króciutkiej i obcisłej bluzeczce na cienkich ramiączkach :o Przepraszam! No i jeszcze muszę wspomnieć o tym, jak wyznał jej miłość :) Wcale się nie dziwię, że Raven się boi. Fajnie to ujęłaś "zniszczone serce", w ogóle fajne to jest i tyle. Lubię takie życiowe, egzystencjalne akcje. I Alex taki mądry. No, no, podjarany Brian, jestem w Białym Domu, wooow! Rodzinkowe spotkanko ;3 Ciekawe, o czym będą rozmawiać. "Panie Dubrinsky, co zamierza pan robić w życiu, hm? Jestem prezydentem. Ostrzegam". Jest późno, piszę głupoty. Mam nadzieję, że się nie załamujesz. A więc ferie, tak? Odpocznij sobie od szkoły :) I klikaj jakieś mega rozdzialiki dla mnie, żebym mogła sobie czytać. Ach, jeszcze urodziny Raven! Szykuje się pewnie jakaś niespodzianka, co? Imprezka od rodziców, szalony prezent Tammy, Brain jakiś romantyczny... Rafe... Poczekam na Twoją wersję :D Oczekuję na następny rozdział, mam nadzieję, że szybciutko dodasz :D
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :**
ludzieumyslu.blogspot.com
Pewnie źle ujęłam opis tej koszulki, w moim wyobrażeniu to była po prostu zwykła biała podkoszulka na ramiączka. Wiesz nieraz na filmach amerykańskich takie noszą.
OdpowiedzUsuń