sobota, 29 listopada 2014

15.

14 Luty 2013 r.

Jestem silna.

Dam radę.

Nie poddam się.

Co ja pierdolę?

Wodzę wzrokiem po moich własnych, kształtnych literach. Jakie to dziwne że właśnie ten wpis, sprzed roku, odzwierciedla to co teraz czuje. Biorę łyk przezroczystego napoju, jakim jest moja dobra przyjaciółka wódka. Czuje jak płyn pali mój przełyk, krztuszę się, jednak nie wypluwam trunku. Gdyby Rafe mógłby mnie teraz zobaczyć. Wiem doskonale że byłby rozczarowany moim zachowaniem, moją postawą. Byłby wściekły że nie próbuje ułożyć sobie życia. Jak to mówią,  czego oczy nie widzą tego sercu nie żal. Odkąd poznałam Briana, który zmienił moje życie o 180o, pragnę w moim życiu jakiś zmian, rewolucji. Jednak moja przeszłość mi na to nie pozwala.
Biorę kolejny łyk, przewracając jednocześnie stronę tego przeklętego pamiętnika, który w jednej chwili uzależnił mnie od wspomnień i bólu jaki odczuwam czytając kolejne i kolejne strony.

19 Luty 2013 r.
Chcę spotkać się z nimi choć na chwilę.
Chcę się z nimi pożegnać i pozwolić im odejść wolno, żebym na nowo poczuła się szczęśliwa.
Nie.
To sprawia, że płaczę.
Lub może płaczę z innego powodu.
Trudno powiedzieć, kiedy setki emocji zlały się w jedno.


Brian jest moim aniołem, moim strażnikiem, który uczy mnie jak ponownie cieszyć się z małych rzeczy. No właśnie Brian… Powinnam być teraz z nim, a nie tu użalając się nad sobą. Powinnam jak każdy normalny człowiek przyjść na grób złożyć kwiaty, pomodlić się, a nie leżeć na grobach ukochanych zalana w trupa, czytając wpisy przypominające mi o bólu, który wtedy odczuwałam. Cholerna masochistka. Odkładam butelkę z alkoholem nie zdolna znieść więcej szumu w mojej głowie.

24 Luty 2013 r.
Nadal pamiętam.
Nadal nie zapomniałam.
Nadal boli.

 Włączam komórkę i natychmiast widzę przychodzące wiadomości i liczbę nieodebranych połączeń. Drżącymi rękoma przewijam listę nieodebranych połączeń.

Mama.
Mama.
Mama.
Tata.
Tata.
Tata.
Tata.
Drew.
Brian.
Brian.
Drew.
Tammy.
Tammy.
Brian.
Brian.
Tammy.
Brian.

Łącznie 17 nieodebranych połączeń w ciągu godziny od wyłączenia komórki, w tym 5 od Briana.

28 Luty 2013 r.
My z drugiej połowy XX
Wieku rozbijający atomy
Zdobywcy księżyca
Wstydzimy się miękkich gestów
czułych spojrzeń
ciepłych uśmiechów

Kiedy cierpimy
Wykrzywiamy lekceważąco wargi

Kiedy przychodzi miłość
Wzruszamy pogardliwie ramionami

Silni cyniczni
z ironicznie zmrużonymi oczami

Dopiero późną nocą
przy szczelnie zasłoniętych oknach
gryziemy z bólu ręce
umieramy z miłości.


Naglę dopada mnie niekontrolowany wybuch śmiechu. Śmieje się głośno zsuwając się po kamiennej tablicy, na której widnieje napis.

Raphael Lucian Collins
Ur. 19.06.1995 r.
Zm. 27.05.2012 r.
I to by było na tyle.

Tak, tak ta ostatnia notka jest moim dziełem. Wykłócałam się o te jedno zdanie z rodzicami, posuwając się do szantażu, że znowu będę próbować się zabić. Nie zbyt sprawiedliwe z mojej strony, ale nie byłam w tym czasie zbytnio zdrowa psychicznie. Chciałam by zamiast tradycyjnej formułki Syn i brat… i bla bla bla było właśnie to zdanie. To zdanie odzwierciedlało mojego brata, było jego ulubionym powiedzeniem. I to by było na tyle. Tym zdaniem podsumowywał wiele spraw, często drażniąc tym innych. Ale nie mnie. Ale nie nas. Nie mnie i Byrona. Po chwili mój śmiech zamienia się w płacz.  

Brian

Rzucam gazetę na siedzenie obok i odpalam moją Hondę, jednocześnie wybierając numer Tammy, przyjaciółki Raven.

-Który cmentarz, Tammy? – Pytam od razu po odebraniu komórki przez dziewczynę.
-Nie.-Mówi stanowczo.- Ona Cię tam nie chcę, Brian.
-Który cmentarz?- Pytam ponownie nie zwracając uwagi na słowa, Tamsyn.
-Ona nie chce…
-Który cmentarz, Tammy???!!!!- Nie wytrzymuje i wykrzykuje pytanie do słuchawki. Nie obchodzi mnie czego nie chce Raven. Najważniejsze jest to żebym był teraz przy niej.
- Rock Creek. I nie mów że Cię nie ostrzegałam, Brian.- Przewracam oczami.
-Taaa. Muszę kończyć mam drugą rozmowę.- Rozłączam się i odbieram drugi telefon.

-Zeke.- Wymawiam jego imię z ukrytym gniewem w głosie.
-Sądząc po tonie twojego głosu, nie cieszysz się że dzwonie.- Mężczyzna nie kryje rozbawienia.
-Słuchaj, szefie. Jestem już wystarczająco zajęty i nie potrzebuje jeszcze dodatkowej roboty.-Skręcam w prawo i nie chętnie zatrzymuje się na czerwonym świetle.
-Sugerujesz że potrzebuje niańczenia?- Brzmi jakby był zirytowany.
-Nie. Oczywiście że nie.- Milczę chwilę.- Wiesz co ? Tak. Potrzebujesz niańczenia. Zawsze kiedy zrywacie potrzebujesz niańczenia. Kiedy wy wreszcie zrozumiecie że jesteście swoimi bratnimi duszami i że jedno cierpi bez drugiego?- Poprawiam słuchawkę na uchu.
-Tak jak ty i Raven?- Dogryza mi. Wie doskonale że Raven spodobała mi się dwa lata temu, kiedy to jeszcze była z Byronem.- Teraz, kiedy Byron nie żyje, masz wolną rękę. Możesz skosztować zakazanego owocu.- Wyczuwam w jego głosie nutkę gniewu i uszczypliwości.
-Przestań, Zeke. Nie mogę się teraz z tobą kłócić, a ty i tak doskonale znasz prawdę.- Mówię stanowczo. Mężczyzna po drugiej stronie telefonu wzdycha.
-Wiem. Przepraszam, Brian. Ja po prostu…- Urywa. Jego niewypowiedziane słowa wiszą między nami w powietrzu.
-Naprawdę, powinieneś pomyśleć nad powrotem do domu, Zeke. Laura i reszta na pewno za tobą tęsknią.
Słyszę westchnięcie w słuchawce.
-Co u Raven?- Umyślnie zmienia temat. Cholera. Cholera. Cholera.- Brian?- Głos Zeke’a jest pełen zaniepokojenia. Postanawiam wyznać przyjacielowi prawdę.
-Dziś jest rocznica ich śmierci, Zeke. Dlatego nie wiem co z Raven. Jadę właśnie na cmentarz. Mam nadzieję że tam ją znajdę. – Zeke bierze głęboki wdech, lecz nie wrzeszczy tak jak się tego spodziewałem.
-Znajdź ją, Brian. Właśnie w takich chwilach, trzeba pilnować jej najbardziej. Wystarczy drobna pomyłka by Gimenez dorwał Raven.
-Wiem, Zeke. Zadzwonię jutro.- Zdejmuje słuchawkę i chowam ją do schowka. Zatrzymuję się przed bramą na cmentarz Rock Creek. Wysiadam z samochodu i postanawiam iść i dowiedzieć się, gdzie dokładnie jest pochowany brat Raven. Nie mogę przecież chodzić po całym cmentarzu bez określonego kierunku szukając wśród nagrobków Raven. Wyciągnięcie informacji od tłustego faceta siedzącego za ladą nie było łatwe, jednak w takich chwilach pieniądze zawsze się załatwiają sprawę. Czasami przydaje się posiadanie rodziców milionerów, którzy dają Ci kasę bylebyś trzymał się z daleka. Zmierzam więc przez zielony trawnik prosto do wskazanej alejki. Dopadają mnie coraz większe wątpliwości czy powiedzieć Raven prawdę. Co jeśli mnie znienawidzi i każe się trzymać z daleka? Nie wiem czy bym to zniósł. Raven w bardzo krótkim czasie stała się dla mnie wszystkim. Moim powietrzem, moim życiem… nawet moim sercem. Dlatego mam teraz wątpliwości czy bym żył dalej bez niej. Skręcam we właściwą alejkę i nawet z odległości kilkunastu metrów dostrzegam jej drobną postać . Natychmiast przyśpieszam by jak najszybciej znaleźć się przy niej.

Raven

Czuje obejmujące mnie ramiona. Wystraszona zaczynam się wyrywać z uścisku.
- Raven! Raven! Uspokój się, kochanie. To tylko ja.- Przestaje się wyrywać i patrzę w twarz obejmującego mnie mężczyzny.
-Brian?- Pytam przez łzy. Jego czułe pocałunki zbierające łzy z mojej twarzy sprawiają że jeszcze bardziej zaczynam płakać. Chowam twarz w jego szyi i szlocham pozwalając mu się obejmować. Obecność Briana sprawia że niewielka część mojego bólu znika.
- Tak bardzo chce żeby żyli.- Mówię płacząc w szyje Briana. Ramiona mojego chłopaka obejmują mnie mocniej.
- Oni nie żyją, Raven. Już nie wrócą.- Wyczuwam smutek w głosie Briana. Jestem pewna że mój chłopak bardzo żałuje że to on musi być tym który musi mnie uświadomić w tej okrutnej prawdzie. Smutek w głosie Briana sprawia że zza moich zaciśniętych ust wyrywa się szloch. Brian wciąga mnie na swoje kolana i przyciska mocno do swojej piersi.

*

Jestem zmęczona. Jestem cholernie zmęczona. Jestem chwilowo wyprana z emocji. Nie wiem czy jestem ich chwilowo pozbawiona za pomocą swojej własnej inicjatywy, czy po prostu mój umysł uległ przeciążeniu. Siedzę w samochodzie Briana i jedyne o czym mogę myśleć to że jestem zmęczona. Czuje na sobie spojrzenie mojego chłopaka, jednak patrzę tępo przed siebie. Zwijam się na fotelu obitym czarną skórą i opieram głowę o szybę. Jak przez mgłę dociera do mnie pytanie Briana o mój telefon. Pokazuje mu ręką na torbę i zamykam oczy. Mogę zasnąć.
______________________________________________________________________
Surprise! Postanowiłam dodać wcześniej rozdział z racji tego iż jest kontynuacją poprzedniego i dlatego iż skończyłam 16 rozdział który kompletnie mnie wykończył. No więc w tym rozdziale możemy poznać trochę lepiej Briana i Zeke'a, odchylam powoli rąbek tajemnicy i w rozdziałach wreszcie zacznie się  coś dziać. Tak więc proszę was o opinię co do rozdziału i do następnego.

1 komentarz:

  1. Witaj :) Przepraszam, że tak późno, ale nie mogłam znaleźć czasu ;< Cieszę się, że dodałaś go szybciej :D No więc, gdybym była Raven i mój brat oraz chłopak zginęliby w wypadku... pewnie nie różniłabym się od niej ani trochę. W sumie to wyniszcza się, nie mogąc zapomnieć, ale powinna pamiętać, że ma bliskich, którym na niej zależy :) Widać to po liście połączeń xd Bardzo podobał mi się wiersz w jej pamiętniku, sama napisałaś? :D Wow, wow, Raven taka poetka. W ogóle lubię ten jej pamiętnik, to jeszcze bardziej pokazuje, jakie piekło przeżywała wtedy, i które powróciło teraz. Ten napis na nagrobku... ludzie pewnie tego nie rozumieją xd Sama pomyślałabym, że to jakiś zbuntowany nastolatek albo coś. Jak widać, nie warto wyciągać pochopnych wniosków. Czyli byli ze sobą bardzo blisko, chciałabym poznać ich relacje. Zrób retrospekcję z Rafem, proooszę tak ładnie <3
    No dobra, lecę pouczyć się chemii xd Dawaj szybko kolejny :D
    Życzę weny ;*

    OdpowiedzUsuń