poniedziałek, 17 listopada 2014

14. + Speszial

Otwieram oczy i widzę ciemność. Po chwili mój wzrok zaczyna przyzwyczajać się do panującego wkoło mroku i zaczynam dostrzegać znajome kształty mebli. Kieruję swój wzrok na szafkę nocną na której znajduje się prostokątny, czarny zegar. Czerwone cyfry które święcą w ciemności pokazują 5:12. Dzisiejszej nocy spałam bardzo mało lecz mimo to nie mogę spać. Nie mogę uwierzyć że nie ma ich już tak długo. Dwa lata. Dwa długie lata pełne cierpienia, łez, bólu i samotności. Zapalam lampkę nocną i wstaje z łóżka. Z pod szafki wyciągam czarny dziennik. Obracam go w rękach i po długiej chwili wahania wkładam go do czarnej skórzanej torby. Mimo wczesnej pory postanawiam się już ubrać. Zgarniam ubrania z kanapy i udaję się z nimi do łazienki należącej do mojego pokoju. Tam biorę szybki prysznic i staje przed lustrem. Nieświadomie moje spojrzenie kieruje się na moje okaleczone nadgarstki pokryte grubymi brzydkimi bliznami. Przesuwam po najgorszej z nich i przypominam sobie słowa małego Kyle’a.

-Jesteś aniołem? -Pyta patrząc mi prosto w oczy.
-Co?
-Moja mama mówiła że Ci, którzy mają okaleczone nadgarstki są aniołami.
Kręcę głową w zaprzeczeniu.- Nie jestem aniołem.-Jego niebieskie oczy się ożywiają.
- Ależ jesteś, mama mówiła że tylko anioły się okaleczają bo nie lubią życia na ziemi. Ten świat ich niszczy, więc próbują wrócić do nieba. Są za wrażliwe na ból innych i ten własny.
-Twoja mama jest bardzo mądra.- Mówię.
Kyle uśmiecha się szeroko.- Wiem. Też jest aniołem, ale wróciła już do domu.

Domem Jessie, wbrew wszystkiemu nie okazał się jakiś budynek tylko Michael. To Michael był jej domem, jej niebem. Skoro Kyle uważa że jestem aniołem, kto lub co w takim razie jest moim niebem? Odrywam wzrok od nierównych blizn i patrzę w lustro. Widzę duże szare oczy, mokre czarne włosy i białą skórę. Patrząc na siebie zastanawiam się co się Brianowi we mnie podoba. Zbyt duże w porównaniu do twarzy oczy odpadają, czarne wręcz granatowe włosy odpadają. Więc co sprawia że jestem teraz z Brianem? Może jest ze mną z litości? Biedna, odcięta od świata dziewucha. Nienawidząca wszystkich i wszystkiego córka prezydenta. Opieram dłoń na lustrze dokładnie w miejscu mojej twarzy i pochylam głowę. Biorę dziesięć płytkich oddechów i czuje jak na nowo ogarnia mnie zimny spokój. Ten sposób jest niezawodny, kiedy choć na chwilę potrzebuje się odciąć od swoich własnych emocji, które od jakiegoś czasu szaleją we mnie jak opętane. Zakładam czarne spodnie, białą bokserkę na którą narzucam jeszcze koszule w kratkę. Nie ma potrzeby ubierać się inaczej. Dzisiejszy dzień jest normalny jak każdy inny. Różni się od innych tylko jednym szczególikiem. Wykonuję poranną toaletę i nakładam na twarz trochę makijażu. Na sam koniec susze włosy i zakładam buty. Zgarniam z podłogi moją skórzaną torbę i zbiegam na dół po krętych schodach.

Brian

Dziś jest 27 maja, 9.00. Wykonywałem swoje poranne ćwiczenia, próbując usilnie się na nich skoncentrować. Od kiedy wstałem co chwilę patrzyłem na leżący na stoliku telefon i usilnie powstrzymywałem się od napisania do niej. Cholera. To nie tak miało być. Miałem się z nią tylko zaprzyjaźnić. Nic po za tym, a tym czasem wpadłem po uszy w bagno. Ale w dobre bagno. Raven podobała mi się od kiedy ją po raz pierwszy zobaczyłem. Uderzyło we mnie takie jakby przeczucie że jesteśmy sobie przeznaczeni.

- Co znowu?- Dziewczyna o imieniu Sarah, którą poznałem na imprezie po raz kolejny przyczepiła się do mojego ramienia.
-Zatańcz ze mną.- Prosi, drapiąc swoimi sztucznymi szponami po moim udzie niebezpiecznie blisko moich klejnotów. Tylko nie tam. Wbrew pozorom lubię je i nie mam najmniejszej ochoty się z nimi rozstać.
-Albo zróbmy lepszego.- Doskonale wiem co sugeruje. Nie jestem przecież głupi, ani prawiczkiem. Udaje natychmiastowy entuzjazm.
-Więc… -Zaczynam.-Może zajmiesz nam pokój, a ja zaraz do Ciebie dołączę?- Mruczę jej do ucha. Dziewczyna uśmiecha się szeroko i odchodzi, machając przy tym biodrami na wszystkie strony. Nie mam wyrzutów sumienia oszukując dziewczynę. Sądząc po minach kilku gości, któryś z nich zaraz się nią odpowiednio zajmie. Kto by pomyślał że 18 letnia szkolna gwiazda, jaką jest Brian Dubrinsky odmawia seksu. Haha. Kumple mieli by niezły ubaw. Dopijam moje któreś piwo i rzucam za siebie czerwony kubeczek. Zmywam się stąd. Wymijałem gorących, spoconych ludzi, kiedy tuż przede mną, na podłogę zwaliła się para całujących się kolesi. Fuj. Przeskakuje miziającą się parę i strzepuje z ramienia niewidzialny pyłek. Patrzę w górę i wtedy ją zauważam. Nie wyobrażalnie piękną, czarnowłosą dziewczynę. Czarnowłosa chichocze i zarzuca do tyłu włosami w nieświadomie seksownym ruchu. Wtedy podnosi wzrok i patrzy prosto na mnie swoimi cudownymi fosforyzującymi szarymi oczami, których blask dociera aż tutaj. Uśmiecha się szeroko i zaczyna biec w moim kierunku. Już mam rozkładać ramiona by ją złapać , kiedy wpada w ramiona chłopaka stojącego ok. dwa metry ode mnie. Zaciskam oczy i potrząsam głową, chcąc odpędzić jasne kosmyki z oczu i myśl jaka przed sekundą pojawiła się w mojej głowie. Ona ma chłopaka Brian. Są szczęśliwi. Nie możesz myśleć że jesteście sobie przeznaczeni. Tłumacze sobie w myślach. Nagle chłopak odwraca się i rozpoznaje w nim Byrona. Kiwamy sobie głową i odchodzę.

A potem Byron zginął w wypadku razem z bratem Raven, Raphaelem. Robię kilka kolejnych brzuszków i wstaje z podłogi. Nie mogę ukrywać przed nią prawdy. Po prostu nie mogę, nie chcę. Biorę komórkę do ręki i wybieram numer Raven. Już postanowiłem. Dziś powiem jej prawdę. Całą prawdę o jej bracie i Rafe. Zeke będzie wściekły lecz teraz mam w dupie zdanie Zeke’a. W tej chwili liczy się tylko Raven. Mam nadzieje że mnie nie znienawidzi po tym co usłyszy.

Raven

Jestem okropną córką i siostrą. Nie mogłam po prostu się zgodzić? Wzdycham prowadząc mojego czarnego garbusa z otwieranym dachem. Nie mogłam. Nie chcę aby ktoś oglądał moje łzy, moje cierpienie i to do jakiego stanu się doprowadzę w kilkanaście minut. Wiem, wiem mogłam to załatwić inaczej lecz wątpię bym przekonała swoją matkę. Od śmierci chłopaków stała się nad opiekuńcza i przewrażliwiona. Gdyby mogła to trzymała by mnie i Alexa w domu niczym w klatce. Oczywiście niczego by nam nie brakowało, ale to jednak była by to klatka. Złota, ale klatka. Moja komórka zaczyna wibrować, lecz ignoruje to i jadę prosto do celu mojej podróży. Przez kolejne minuty telefon nie przestaje wibrować od przychodzących wiadomości i rozmów. Jednak wytrwale dążę do wypełnienia swojego postanowienia. Zatrzymuje samochód na skraju dobrze znanego mi lasu w którym nie byłam od śmierci Byrona. Zamykam samochód i oglądam się wkoło czy nikt aby mnie nie śledził. Kiedy nikogo nie zauważam wchodzę w las. Po kilku minutach moim oczą ukazuje się pusty, zupełnie nie zalesiony plac, który pokrywają rozmaite trawy i kwiatki. Polana była naszą tajemnicą. Była naszym miejscem. Inni mieli swoje miejsce w parku, inni nad rzeką, a my mieliśmy naszą polanę.
Od mojego ostatniego pobytu nic się tu nie zmieniło. Wciąż rosną tu te same drzewa i kwiaty, kamienie nie zmieniły swojego położenia nawet o milimetr. Wchodzę w wysokie do pasa rośliny i muskam opuszkami palców kwiaty. Czuje jak zły napływają do moich oczu. Mimo iż kiedyś uwielbialiśmy z Byronem to miejsce, teraz przywołuje wspomnienia, które sprawiają mi ból. Biorę kilka głębokich oddechów, powstrzymując szloch cisnący mi się na usta. Pochylam się i zrywam ulubione kwiaty Byrona i Rafe. Na koniec związuje bukiety lawendową wstążką i wstaje ocierając łzy z policzków. Spoglądam po raz ostatni na piękną polane i wchodzę do lasu.
Już po kilku przebytych przeze mnie metrach słyszę pęknięcie gałązki. Zatrzymuje się i rozglądam się wkoło. Kilka metrów ode mnie stoi postać ubrana cała na czarno. Z tej odległości jest mi trudno ocenić płeć osoby, ale sam fakt że ktoś tu jest, sprawia że biegnę ile sił w nogach do mojego garbusa. Trzęsącymi rękoma otwieram samochód i wsiadam do niego. Natychmiast go odpalam i ruszam w stronę miasta. Oddychając spazmatycznie patrzę w lusterko.To musiało mi się przywidzieć- myślę analizując wydarzenie sprzed minuty. To po prostu nie mogło być prawdziwe. O polanie wiedziałam tylko ja i Byron. Skoro Byron nie żyje kim była tajemnicza osoba z lasu?

Brian

Dzwonie po raz któryś do Raven, która uparcie nie odbiera tego zasranego telefonu. Zaczynam się powoli denerwować. Dlaczego, kiedy chce powiedzieć jej coś ważnego, ona postanawia nie odbierać telefonu? Biorę kilka wdechów chcąc uspokoić swój rozszalały umysł, który natychmiast podsuwa mi głupie myśli o tym, dlaczego Raven nie odbiera telefonu i co mogło jej się stać. Pewnie jest na zakupach z Tamsyn, albo robią jakieś inne dziewczyńskie rzeczy. Postanawiam napisać do przyjaciółki Raven.

Jest z Tobą Raven?

Wysyłam wiadomość i po minucie otrzymuje odpowiedź.

Nie. Wiesz jaki dziś jest dzień?

Co to w ogóle za pytanie? Oczywiście że wiem jaki dziś dzień.

Tamsyn… Nie mam ochoty na jakieś głupie podchody.

Lubię Tamsyn i Drew, ale dziewczyna, podobnie jak jej chłopak, potrafi mnie nieraz nieźle wkurzyć.

Przeczytaj dzisiejszą gazetę.

Nosz ku**a! Co za dziewczyna! Po jaką cholerę mam przeczytać gazetę? Jest w niej napisane gdzie jest Raven czy co? Postanawiam iść do najbliższego stoiska z gazetami i kupić plik szarego papieru pokrytego tuszem, który i tak przy najbliższej okazji skończy w śmietniku. Zmieniam koszulkę i natychmiast wychodzę z mieszkania. Droga do najbliższej ,,gazeciarni’’ trwa dwie minuty, jednak gdy tylko kupuje gazetę i patrzę na główną stronę, czuje jak krew odpływa mi z twarzy. Patrzę na inne gazety, chcąc się upewnić czy aby oczy mnie nie mylą i biegnę z powrotem do mieszkania, a potem jadę prosto na cmentarz.


27 maja 2014 r.

Rocznica tragicznej śmierci syna prezydenta i jego kolegi!


Dokładnie dwa lata temu, 27 maja 2012 r. o godz. 17.24, miał miejsce wypadek w którym zginął syn Prezydenta Stanów Zjednoczonych, Raphael Collins i jego przyjaciel Byron King. Zgodnie z zeznaniem świadka wypadku i Funkcjonariuszy, w samochód w którym jechały ofiary uderzył Suv. Samochód ofiar przeleciał w powietrzu kilka metrów, a następnie przekoziołkował po asfalcie lądując na dachu. Jak relacjonuje Waszyngtońska Policja, po wycieku benzyny nastąpił wybuch, nie dając najmniejszej szansy na uratowanie 17 latków. Sprawców śmierci nastolatków nie znaleziono. Łączymy się w głębokim bólu z rodziną prezydencką i rodziną Kingów.

________________________________________________________________________
No więc oto jest kolejny. Trochę zamieszania w tym rozdziale w związku z rocznicą śmierci Rafe. Ale zapewniam was niedługo będzie go jeszcze więcej.


 A teraz mój speszial specjalnie dla mojej BFF, która ma dziś urodziny.( Specjalnie czekałam z dodaniem rozdziału do dziś). No więc moja droga ten rozdział jest specjalnie dla Ciebie, chociaż często mnie wkurzasz (tak bardzo że mam ci ochotę przywalić), jesteś leniwa, (rzadko dodajesz rozdziały), ale potrafisz mi pomóc gdy mam jakiś ogromny dylemat związany z blogiem lub życiem, nie śmiejesz się kiedy sztandar spadnie mi na głowę, (choć inni to robili, ty się powstrzymałaś), lub gdy przypadkiem uderzysz mnie łokciem w twarz i kiedy przerażona zauważasz krew na moich ustach i zębach, próbujesz mnie pocieszyć i odwrócić moją uwagę słowami ,, Kasia, patrz kotek!''. Albo kiedy jedna z nas przeżywa upadek druga stara się pomóc jej wstać, chociaż często kończy się tym że jedna ląduje na ziemi obok drugiej, jak wtedy w zimę, kiedy szłyśmy do szkoły. Pamiętasz nasze skrzywione z bólu twarze a potem śmiech z naszego upadku? Więc moja kochana Mileno życzę ci wszystkiego czego pragniesz, spełnienia marzeń i żebyś się nigdy nie poddawała. Życzę ci też, aby nasza przyjaźń trwała kolejne 11 lat, i żebyśmy zawsze upadały razem. 

Twoja BFF

3 komentarze:

  1. Boże jak mogłaś doprowadzić mnie do łez. Dziękuję Ci, za te życzenia, za to że mnie motywujesz, dajesz kopniaki (dosłownie) bym się zebrała w kupę, za to, że mi pomagasz. Jesteś moim osobistym aniołem, który mnie podnosi, gdy skrzydła zapominają jak latać. Dzięki, że jesteś <3

    PS. Pamiętaj widzimy się na zaćmieniu słońca, wiem, wiem do tego jeszcze "kilka lat." A tak na marginesie czemu tak świetnie piszesz, to nie fair ?!

    <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Dołączam się do życzeń :)
    Rozdział podobał mi się, choć rzeczywiście, był nieco zakręcony. Najpierw Raven, potem Brian, jakaś życiowa rozkmina w łazience, polanka... W sumie to o wiele lepsze miejsce dla zakochanych niż jakiś park, nie? :D Czyli Brian zamierza wyznać prawdę. Interesujące. Ha, szykuje się rzeź!! I wreszcie wszystkiego się dowiem, bo już zaczynam gubić się w tych tajemnicach :D Ale ich zabiłaś w tym aucie, zgrozo :o Chyba wkradł się błąd; po nagłówku miał być 2012 rok, I think so, dawaj korektor albo myszkę ;p Lol, jak ja lubię Briana i jego okres, kiedy się wkurza ;p zawsze się wkurza. haha. I tak się zastanawiam... no wiem, ten chłopak Raven, którego tak kochała, zginął tragicznie i się dziewczę nie może z tym pogodzić, tylko... czy on też jest alive? Bo jak tak, to, ekhm, nie chciałabym mieć dwóch facetów na raz ;D Ale fajnie, jakbyś go wskrzesiła. Rzeź się rozprzestrzenia xD No i Rafe, mój ukochany, czekam na ciebie <3
    Loff, loff, pozdrawiam i życzę sobie rychłego czytania kolejnego rozdziału :D

    Zapraszam na ludzieumyslu.blogspot.com dokarm potrzebujących autorów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko jest dobrze. Przypominam że ten ostatni fragment jest wycinkiem z aktualnej gazety, którą przeczytał Brian .

      Usuń