piątek, 3 października 2014

12.

Siedzę na zadziwiająco miękkim krześle obitym czarną skórą, które stoi za drewnianym biurkiem w kolorze orzecha amerykańskiego. Cały gabinet jest utrzymany w ciemnych stonowanych kolorach. No dobra wszystko jest stonowane oprócz krwisto-czerwonej skórzanej dwuosobowej kanapy, na której miewam zwyczaj spać, kiedy pracuje do późna. Na biurku wszystko jest poukładane, po prostu idealne dzięki mojej wspaniałej dziewczynie Laurze, która lituje się nade mną i ogarnia bałagan który zazwyczaj robię. Na czystym blacie biurka stoi kilka ramek ze zdjęciami na których jestem z Laurą na plaży, zdjęcie mojej siostry i młodszego brata, aktualne zdjęcie braciszka i jedno z najcenniejszych jakie mam. Na tle granatowego nieba pokrytego milionami gwiazd, stoją trzy elegancko ubrane osoby. Młodsza dziewczyna która jest dla mnie jak siostra, ubrana w krótką, białą sukienkę stoi po środku, a na jej prawym nadgarstku tuż od bransoletki ode mnie spoczywa biały kwiatek od jej chłopaka. Po lewej stronie stoję ubrany w marynarkę i czarne spodnie, a po prawej chłopak mojej siostry a zarazem mój najlepszy przyjaciel, Byron. Byliśmy na nim tacy szczęśliwi. Wtedy nie dosięgały nas troski zwykłego życia. Żyliśmy chwilą, wyznając zasadę: Żyje się tylko raz. Mieliśmy naszą zasadę, siebie nawzajem i to nam wystarczało. A potem dosięgła nas śmierć.
Mrugam szybko nie pozwalając demonom przeszłości, powrócić i zapanować nade mną . Odrywam spojrzenie od fotografii i szczęśliwych na nim ludzi i przenoszę je na znajdujące się przede mną białe teczki, ułożone w schludnym rządku, jedna nachodząca na drugą. Na brzegu, każdej teczki, widnieją pionowo zapisane nazwiska: Marcus Collins, Mikaela Collins, Raven Collins, Raphael Collins, Brian Dubrinsky, Tamsyn Wilson, Andrew Hunter i Simon Reyes.

*Brian*
-Z kim rozmawiałeś?- Słyszę zaspany głos Raven dochodzący zza moich pleców. Cholera.
-Mam nadzieje, Brianie Dubrinsky że to nie byli moi rodzice.- Patrzę prosto w jej gniewne szare oczy, które pod wpływem gniewu zamieniają się w płynną stal. Ma śliczne oczy. Mówiłem jej o tym ? Jeśli nie to muszę to zrobić.
-Oczywiście że nie. Tym się zajmą nauczyciele.- Obejmuję ją delikatnie. Opiera czoło o moją klatkę piersiową i wzdycha. Przesuwam ręką po jej plecach i czuje jak mocno napięte jest jej ciało.
-Powinnaś wracać do łóżka.-Mówię po chwili.
-Jesteśmy na biwaku, Brian. Powinniśmy być na zewnątrz z innymi.
-Raven ...-Zaczynam mając milion gotowych do użycia argumentów.
-Wiem, wiem.- Odwraca się i utykając wraca do pokoju. Kręcąc głową, idę za dziewczyną.

*
Jest środek nocy. Raven leży tuż obok odwrócona plecami w moją stronę. Wyślizguje się cicho z łóżka, zaciskając mocno oczy i przeklinając w myślach swój pęcherz, kiedy podłoga pod moimi stopami głośno skrzypi. Zamykam drzwi z cichym stuknięciem i prawie w podskokach biegnę do małej łazienki. Kiedy już mój pęcherz zostaje opróżniony, spuszczam wodę i staję przed umywalką. Odkręcam kran i natychmiast nabieram wody w ręce. Przemywam twarz, pocierając mocno zmęczone oczy i zakręcam kurek, jednocześnie sięgając po ręcznik. Wycieram nim twarz i odwieszam go na plastikowy haczyk, gdzie jego miejsce. Patrzę w duże, lekko zabrudzone lustro. Momentalnie przypomina mi się rozmowa Raven i Tammy.

- Tammy, ja chyba zwariowałam.-Mówi cicho Raven. Mimo iż znamy się dopiero od niedawna potrafię poznać, kiedy moja dziewczyna jest zdenerwowana. To jest właśnie ta chwila.
-Czemu tak myślisz?- Tammy łapie ją delikatnie za obandażowaną dłoń.
-Wydaje mi się...-Raven bierze głęboki wdech.- Tak?
-Ktoś mnie popchnął, Tammy. Ktoś chciał bym zginęła.

Słowa Raven odbijają się w mojej głowie, pozostawiając po sobie dziwne echo. To nie może być przypadek że najnowszy uczeń naszej szkoły, dziwnym zrządzeniem losu znajduje Raven kilka minut później po tym jak ktoś ją zepchnął. I oto kolejnym dziwnym trafem Simon Reyes zostaje bohaterem ! Gratulujemy Brianowi Dubrinskiemu za jego nadzwyczajną głupotę! Cholera muszę przestać być sarkastyczny i wziąć się do roboty. Gimenez wie już o Raven i prawdopodobnie wysłał jednego ze swoich bezmózgich pachołków by zrobił krzywdę mojej Raven. Moja Raven. Jak to cudownie brzmi. Ona cała jest cudowna i prawdopodobnie mnie znienawidzi. Baa, pewnie znienawidzi całą naszą trójkę za ukrywanie przed nią prawdy. Miejmy nadzieje że tak się nie stanie i mimo wszystko, że kiedy nadejdzie czas wyboru, Raven wybierze mnie. A do tego czasu muszę zająć się wszystkim, co stanowi jakiekolwiek zagrożenie dla Raven. W końcu dlatego zostałem tu wysłany. By chronić Raven.

*Raven*

-Uspokój się, mamo! Już Ci mówiłam że nic mi nie jest.- Przerywam słuchając tyrady jaką prawi mi od kilkunastu minut wyrzucając z siebie słowa z prędkością światła.- Nie ma sensu robić niepotrzebnego zamieszania. Po prostu się potknęłam, ale na szczęście Simon tak jak ja odłączył się od grupy i mnie uratował. No i mam Briana.
-Jesteś pewna że się potknęłaś? I nikt Ci w tym nie pomógł? I kto to w ogóle jest Simon? To twój chłopak?
-Tak. Jestem pewna. Simon jest nowym uczniem i nie, nie jest moim chłopakiem. - Źle się czuje okłamując własną matkę, jednak nie mogę jej powiedzieć że ktoś mnie popchnął bo najprawdopodobniej zabrała by mnie z obozu, albo wysłała całe Secret Serwis, a tego byśmy przecież nie chcieli.- Czy poczujesz się lepiej jeśli obiecam Ci że będę dzwonić co dwa dni abyś była pewna że nic mi nie jest?
-Co wieczór.- Mówi swoim twardym, nie znoszącym sprzeciwu głosem.
-Stoi. Do zobaczenia w domu! Ucałuj ode mnie Alexa! -Rozłączam się szybko nim zdąży zmienić zdanie. Cholera. Nie mogę uwierzyć że się udało. Dla całkowitej pewności wyglądam przez okno. Nic. Tylko uczniowie i opiekunowie. Żadnego FBI czy Secret Serwis. Odkładam mojego iPhone'a na szafkę i poprawiam kucyk, który zrobiłam dwie godziny temu. Wyciągam buty z szafy z zamiarem założenia ich i udania się na stołówkę, kiedy do domku wpada Tammy.
-Raven! Raven!- Słyszę jej krzyk rozbrzmiewający po domku. Jezu, czego ona tak wrzeszczy? Nim zdążę odpowiedzieć, Tammy wpada do sypialni w swoich czarnych szpilkach, o mało co się nie przewracając.
-Musisz ze mną iść i to szybko.- Nie zważając na moje nie zawiązane sznurówki, łapie mnie za rękę i wyciąga z sypialni. Po tonie jej głosu wyczuwam że skoczyła jej adrenalina ,ale zapewne to po biegu w tych czarnych szczudłach. Wciskam pięty w podłogę skutecznie zatrzymując przyjaciółkę.- Co się stało, Tammy? Nie możesz mnie tak po prostu wyciągać z sypialni, nie mówiąc mi o co chodzi.- Patrzę na nią ze zmarszczonymi brwiami.
-Brian przycisnął Simona. Nie wierzy że nowy znalazł się tam przypadkiem. Raven! On myśli że Simon Cię zepchnął. Ba on jest tego pewny!- Mrugam szybko i wybałuszam oczy.- Co?! Skąd on wie, albo w ogóle domyśla się że ktoś mnie zepchnął?- Mówię gorączkowo wiążąc sznurówki. Unoszę głowę i patrzę na Tammy.- Powiedziałaś mu?
Dziewczyna patrzy na mnie jak na wariatkę. - Oczywiście że nie! Jak mogłaś w ogóle tak pomyśleć? - Kręcę głową i podnoszę się. Od razu zauważam że Tammy zmieniła szpilki na inne buty. - Gdzie on jest?- Pytam, zmierzając do drzwi.- Za domkami jest boisko do piłki nożnej. Zeskakuje z małego tarasu i kieruję się we wskazanym przez Tammy kierunku.
-Raven! Czekaj!- Woła Tammy z za moich pleców.- Po co? Muszę tam być tam najszybciej jak mogę. Nie chcę żeby zrobił coś głupiego.
-Idę z tobą. Myślisz że dlaczego zmieniłam szpilki na buty gotowe do biegu?- Zatrzymuje się i odwracam. - Tammy założyłaś miętowe sandałki!- Mówię wskazując ręką jej buty.
-Każdy but na płaskim obcasie jest dobry do biegania.- Wzrusza ramionami i wspólnie kierujemy się na boisko. Po kilkunastu przemierzonych metrach zastanawiam się skąd Tammy wiedziała o Simonie i Brianie. Patrząc na miękki grunt pod stopami, doskonale wiem że nie przeszła by tędy w tych czarnych szpilkach.- Skąd wiedziałaś o Brianie?- Wzrusza ramionami.
-Od Drew. Wysłał mi sms'a. Sama widzisz że nie przeszła bym tędy nie ryzykując zniszczenia moich butków.- W oddali widzę Briana, Drew, Simona i Desmonda, którego zdaje się bawić ta cała sytuacja. Z jednej strony nie zdziwiłabym się gdyby to Desmond podsunął Brianowi myśl że Simon mógłby mnie zepchnąć, ale z drugiej doskonale wiem że Brian nie daje sobą manipulować. Biorę głęboki wdech i postanawiam nie wyciągać pochopnych wniosków i dowiedzieć się co jest grane. Przyśpieszam kroku i po kilku minutach jestem już przy Brianie. Simon i Desmond gdzieś zniknęli, więc domyślam się że mnie zobaczyli i zwiali.
-Co ty wyprawiasz Brian?- Wybucham. Straciłam już całą cierpliwość w stosunku do tego młodego, upartego mężczyzny. - Nic. - Robi tą swoją minę niewiniątka, marszcząc przy tym czoło.
-Co zrobiłeś Simonowi i najważniejsze dlaczego?!- Otwiera usta żeby zaprzeczyć.- Nie, znieważ się kłamać, Brian.- Ostrzegam.- I najważniejsze skąd wiesz o moich domysłach?
-Ja... Ummm... Usłyszałem.- Co?! Stał tam pod drzwiami i podsłuchiwał, kiedy rozmawiałam z Tammy?!- Podsłuchiwałeś?- Patrzę na niego z niedowierzaniem. Czuje się też w pewnym sensie zdradzona. Ufałam Brianowi. Co ja gadam wciąż mu ufam i czuje do niego coś więcej niż tylko zaufanie. Coś czemu nie jestem jeszcze gotowa podołać. Coś co może mnie zniszczyć. Słowo w słowo.
-Nie. Naprawdę. Usłyszałem przypadkiem. Chciałem wejść i spytać czy chciałabyś coś ze stołówki i wtedy usłyszałem.- Tłumaczy się. Mówiąc to patrzy mi prosto w oczy. Jakimś cudem wiem że mówi prawdę. - To nie wyjaśnia, dlaczego zaatakowałeś Simona. Bo inaczej nazwać tego nie można.- Bierze głęboki wdech.- Jaki to musiał być zbieg okoliczności, żeby nowy uczeń przypadkiem znalazł się we właściwym miejscu o właściwym czasie. Zaledwie parę minut po tym jak ktoś Cię zepchnął. Pomyśl o tym, Raven.- Czyżby Brian sugerował...? Nie to nie możliwe.
-Sugerujesz że niby Simon próbował mnie zabić?- Po prostu nie mogę w to uwierzyć. Dlaczego Simon chciałby mnie zabić?

Otwiera usta.- Przestań.- Macham na niego ręką.- Muszę to przemyśleć, a teraz wracajmy do obozu i wykorzystajmy te niecałe 5 dni jakie nam zostały.
_______________________________________________________________________________
I oto kolejny. Nie wiem co mam wam jeszcze napisać w notce. No ale dobra. Było bardzo mało komentarzy pod poprzednią notką więc zastanawiam się czy ktoś to w ogóle czyta. Następny rozdział mam już napisany i to od was zależy kiedy on się pojawi. Dlatego na razie nie podaje terminu następnego rozdziału. Im więcej komentarzy tym wcześniej dodam rozdział. Naprawdę zależy mi abyście zostawili pod tym rozdziałem komentarz bo chce wiedzieć ile osób czyta mojego bloga. Możecie wstawić chociażby kropkę, przecinek czy cokolwiek. .No więc do następnego.

4 komentarze:

  1. Witaj, kochana :) Nie wiem co tak mnie zaczarowało, ale czekam na każdy Twój rozdział z niecierpliwością. I jestem pocieszona, gdy mogę sobie poczytać :D Cóż by Ci tu powiedzieć...
    KOCHAM RAPHAELA. O ja... jaki on genialny. I żywy. A więc Pegaz znów miał rację ;3 Trololo, zrobiłaś jedną jedyną akcję z nim, a ja już go uwielbiam. Może się mylę, bo to wszystko wyjdzie w akcji, ale on wydaje się być... idealny. Proste plecy, marynareczka, zmrużone brwi mówiące "gardzę wami wszystkimi". Pff, co z tego, że śmieci ;p I myślę, że uważa się za bossa, którego wszyscy muszą słuchać, bo jak nie, to kulka w łeb. Jestem jego fanką <3 Druga rzecz, kochana Tammy :D Rozwaliłaś system tymi miętowymi sandałkami xD I chyba się dobrałyśmy, ja pewnie zrobiłbym tak samo - niech bohater sięga po sandały zamiast adidasy i niech myśli, że robi dobrze. Ja cię kręcę, jak Raven jest podobna do mojej Annici, pierwszego dziecięcia o.o Co do Briana - pojął swoją nieodpowiedzialność! I tak sobie myślę... te wszystkie kłamstwa, intrygi, które kręcą się wokół ich dwójki... Sama nie wiem, czy gdybym była Raven, wybrałabym jego. Na pewno nie od razu. I ona ma rację - jest w jej boyu coś, czego powinna się strzec. Jeszcze został Simon ;p Oskarżyłam go o pchnięcie Raven, ale już nie wiem, kto ma rację! Lol, powiedz mi. Czekam na next, a skoro jest gotowy... ;3 No nie daj się prosić!!
    Życzę Ci dużo weny ;*
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku ale super. Już nie mogę się doczekać następnego

    OdpowiedzUsuń