piątek, 12 września 2014

11.


Czas na chwilę zwalnia. Czuje jak powietrze rozwiewa mi włosy, kiedy spadam. Krzyczę robiąc fikołka w powietrzu i wyciągam na oślep ręce, które po kilku długich sekundach łapią fragment skały. Wiszę tak przez chwilę machając nogami w powietrzu, sapiąc przerażona aż wreszcie instynkt przetrwania budzi się we mnie.
-Pomocy!- Wołam jednocześnie szukając oparcia dla nóg.- Pomocy!!-Krzyczę ponownie, czując jak łzy zaczynają zbierać się w moich oczach. - Niech ktoś mi pomoże.-Szepcze, uwalniając łzy z moich oczu. Dociera do mnie że mogę tu zginąć, że mogą być już daleko i mnie nie usłyszeć. Z moich zaciśniętych ust ucieka głośny szloch. Zginę tu i już nigdy nie zobaczę Briana. Nie, nie mogę tak myśleć. Nie mogę się poddać ze względu na niego, na moich przyjaciół i rodzinę. Kawałek skały który trzymam przesuwa się z głośnym specyficznym zgrzytem, a moje ciało zsuwa się o kilka centymetrów. O Boże.
-Pomocy!!!!-Krzyczę ponownie. Czuje jak ostry kamień wbija mi się w dłonie, sprawiając coraz większy ból.
-Jest tu kto?-Słyszę. Ożywiam się.- Tutaj!! Na dole!!- Płacze z radości że ktoś mnie odnalazł oraz z silnego bólu, jaki czuje w dłoniach z których wycieka obficie krew. Patrzę w górę i widzę męski cień.
-O Boże! Trzymaj się zaraz Ci pomogę!!- Chłopak schodzi po zboczu góry. Po stanie moich rąk czuje że nie wytrzymają długo. Patrzę jak chłopak w loczkach schodzi po krok po kroku i nagle jedna z moich rąk nie daje rady i ześlizguje się z skały.
-AAaaaa!! Proszę, pośpiesz się. Dłużej nie dam rady! - Szlocham. Cała siła jaką miałam w tych małych dłoniach wyczerpała się i w każdej chwili mogę spaść kilka metrów w dół na dno przepaści, którą pokrywają ostre kamienie o rozmaitych kształtach.
-Dasz radę! Nie poddawaj się!- Chłopak zeskakuje i krzywi się. Zrzuca szybko plecak i kładzie się na twardym podłożu. Patrzę na jego twarz i poznaje Simona Reyes.
-Złap mnie za rękę!- Mówi ściskając nadgarstek mojej dłoni, którą trzymam się skały. Jego druga ręka jest wyciągnięta w kierunku mojej drugiej. Wyciągam rękę, a nasze palce ledwo się dotykają i nic po za tym.
-Nie dam rady!- Płacze.- Dasz, Raven! Musisz się tylko trochę podciągnąć!- Staram się najbardziej jak mogę jednak nic z tego. Moja druga ręka puszcza skałę i wiszę tak teraz trzymana przez Simona.
-O Boże, o Boże.-Powtarzam przerażona.
-Raven! Popatrz na mnie!- Unoszę głowę i patrzę w niebieskie tęczówki Simona. - Musisz znaleźć oparcie dla nóg, słyszysz? Nie dam rady długo Cię tak utrzymać.
Zaczynam panikować.
-Uspokój się i popatrz w dół.- Oddycham spazmatycznie i patrzę w dół, starając się znaleźć oparcie dla nóg. Wciskam nogę w szczelinę, podciągam się i próbuje złapać wyciągniętą dłoń Simona. Wtedy moje szczęście się kończy i moja noga wyślizguje się z małej szczeliny. Piszczę.
-Próbuj dalej, Raven.-Mówi Simon marszcząc czoło w skupieniu. Widzę jak kropelka potu spływa mu z czoła na czubek nosa.
-Nie mogę!-Mówię płaczliwym głosem. Simon bierze głęboki wdech. - Raven spójrz w dół.- Wypełniam jego rozkaz.- Widzisz tę półkę na prawo ok. 2 metrów niżej?
-Tak.-Odpowiadam moim ochrypłym od wrzasków głosem.- Jesteś pewna?  Przypatrz się jej dobrze, Raven. Bo za chwilę puszczę Cię na nią.-Mówi pełnym napięcia głosem.
-Co?!!! Nie!!! Proszę, nie!!

*Brian*
Idę na sam koniec grupy w poszukiwaniu Raven. Jak do tej pory po mojej dziewczynie ani śladu. Drapiąc się w głowę dochodzę na sam koniec grupy, gdzie Tammy, przyjaciółka Raven , idzie trzymając swojego chłopaka Drew za ramię.
-Gdzie Raven?-Pytam bez ogródek. Drew mruga i po kilku sekundach odpowiada.
-Zatrzymała się, chyba chciała się napić.
-I zostawiłeś ją samą?! Coś mogło się jej stać !- Kręcę z niedowierzaniem głową. Jak Drew mógł być taki głupi! Jeśli coś się stało Raven to chyba go uduszę! Bezmyślny, napakowany dureń. Zasrany rozgrywający. Wciąż kręcąc głową, idę w kierunku gór, tam skąd właśnie wracaliśmy kiedy zgubiłem Raven. Jak mogłem być taki durny że choć na chwilę spuściłem ją z wzroku. Jestem do bani opiekunem. Czuje łzy w oczach. Nie chcę by coś się stało Raven. Nie tylko dlatego że zgłosiłem się do roli jej opiekuna, ale dlatego że ją kocham. Co?! Kocham?! Co to ku**a ma być??! Zakochałem się w Raven? Ach, jestem głupi skoro myślę że mogło by być inaczej. Wzdycham. Jestem prawie pewien że jestem w niej zakochany od chwili, kiedy ją zobaczyłem pierwszym razem.
-Nie mogę!- Słyszę przerażony głos Raven. Co do cholery? Jej głos dobiega jakby z ... dołu ?
Podchodzę do krawędzi i zauważam ją i jakiegoś chłopaka. O matko! Raven wisi nad przepaścią. Bezszelestnie schodzę na dół. W tym chłopaku rozpoznaje Simona Reyes. To nie może być zbieg okoliczności.
-Jesteś pewna? Przypatrz się jej dobrze, Raven. Bo za chwilę puszczę Cię i polecisz na nią.-  Wyczuwam w jego głosie dziwne napięcie. O Boże! Simon chcę zabić Raven!
-Co?!!! Nie!!! Proszę, nie!!
Zeskakuje na półkę na której znajduje się Simon i Raven.
- Nie waż się tego zrobić, Simon.- Rzucam plecak na ziemie i kładę się obok Simona. - Brian!
Patrzę na mokrą od łez twarz Raven. - Nie bój się, skarbie. Zaraz Cię wciągnę.- Raven wyciąga wolną rękę, całą umazaną we krwi. Starając się sprawić jej jak najmniej bólu łapie ją obiema rękoma za nadgarstek i razem z Simonem powoli, cal po calu wciągamy ją na półkę. Parę metrów wyżej słyszę zbliżające się głosy naszej grupy. No świetnie. Teraz sobie przypomnieli o braku kilku uczniów. Nad głową słyszę przerażone głosy. Jednak ignoruje je i wciągamy Raven. Od razu nie zważając na nic biorę Raven w ramiona i ściskam ją mocno.
-Nigdy więcej tego nie rób, Raven.- Mówię czując jak jedna, mała zbłąkana łza wymyka się z mojego oka i znika wśród czarnych jak noc włosów Raven. -  Co ty sobie myślałaś oddzielając się od grupy?
-Zgubiłam bransoletkę.-Płacze w moją koszulkę.
- Kochanie, masz dziesiątki bransoletek.- Przeczesuje palcami jej poplątane od wiatru włosy i wyjmuje z nich gałązkę.-Kupie Ci tyle ile będziesz chciała. Tylko więcej mnie tak nie strasz. - Cholera nie mogę uwierzyć że prawie zginęła przez głupią bransoletkę.
-Ale ona była od mojego brata.- Cholera! Bransoletka od Rafaela. W dodatku ,, martwego''.
-Nie martw się kochanie. Znajdziemy ją.- Przytulam ją mocniej. Czuje kogoś rękę na ramieniu.
-Musimy ją zbadać.

*
-Jesteś pewny, Brian?- Pyta mnie po raz kolejny nauczycielka.
-Tak, proszę Pani.- Wreszcie nauczycielka poszła sobie, zostawiając mnie i śpiącą Raven samych. Jezu, ta nauczycielka myśli że nie potrafię się zająć przez parę godzin swoją dziewczyną? A co ja jakiś upośledzony? Po cichu wchodzę do pokoju i biorę z dębowej szafki nocnej iPhone'a. Chowam go do kieszeni i otulam Raven zieloną kołdrą. Patrzę przez chwilę na jej otarty policzek i ręce owinięte w bandaże pod którymi ukryte są szwy. Po minucie wymykam się z pokoju nie chcąc obudzić Raven. Wyciągam komórkę i wybieram numer. Po dwóch sygnałach mój rozmówca odbiera. Spodziewam się wrzasków i krzyków za to że Raven odebrała mój telefon jednak głos, który słyszę jest smutny, ale opanowany i spokojny.
-Raven odebrała twój telefon, prawda?- Jest naprawdę smutny. Mogę sobie tylko wyobrazić sobie jak bardzo musi tęsknić za Raven. To już prawie dwa lata.
-Tak. Jechaliśmy i spałem ...
-Nie ważne. Mimo iż było dobrze znowu usłyszeć jej głos to ta sytuacja ma się nie powtórzyć, Brian. Nie chcemy przecież, aby Raven poznała prawdę, wcześniej niż to konieczne.
Wzdycham. Boję się. Boję się tego co zrobi Raven, kiedy pozna już prawdę. Czy mnie znienawidzi? Czy może mi wybaczy że zataiłem przed nią prawdę?
-Sprawdziłem tego Simona. Jest czysty. No poza mandatem za jazdę po pijanemu.
- Należy do Gimenez'a?
- Nic nam o tym nie wiadomo.- Słyszę jak wzdycha i dźwięk przewracania kartek. Wyobrażam sobie jak siedzi w swoim gabinecie, przy dębowym biurku, a przed nim leżą akta Simona Reyes'a.
Biorę głęboki wdech.
- Raven miała wypadek, w górach.
-Co?! Jak to w ogóle możliwe?!-
- Zgubiła bransoletkę od brata !- To uspokaja jego wybuch.- Potem... przypadkiem usłyszałem jak rozmawiała z Tammy i powiedziała jej że ktoś ją zepchnął! Ktoś próbował ją zabić! A ja nie wiem kto.
- Dowiedz się i informuj mnie o wszystkim! Chce wiedzieć kto zagraża mojej siostrze! Nie sp***rz tego!
-Nie s**eprze. Kocham ją.
Słyszę głośne prychnięcie. - Informuj mnie o postępach misji.- Rozłącza się.

_________________________________________________________________________________
No i oto kolejny rozdział. Wypadek Raven i kolejne z tajemnic Brian' a to tylko wierzchołek góry lodowej z  jaką się zderzą niczym Titanic. W życiu Raven nadchodzi wiele zmian, ale czy im podoła? Czy mimo sekretów, pokocha na nowo? Zaczynam powoli uchylać rąbka tajemnic jakie skrywa Brian. Więc w następnych rozdziałach krok po kroku zacznie się coś dziać. W tym roku kończę gimbusiarnie więc mam o wiele mniej czasu na pisanie rozdziałów, ale spokojnie nie zamierzam zawieszać bloga czy coś z tych rzeczy. Nadrobiłam parę rozdziałów i jestem prawie trzy rozdziały dalej. Jeśli macie jakieś pytania dotyczące bloga i nie tylko śmiało pytajcie. Jeśli będzie trzeba podam link do swojego Ask'a czy Tumblr albo po prostu stworze na blogu kolejną zakładkę. Jak zwykle proszę o komentarze i do następnego.
PS. Nie zadawajcie mi komentarzy typu ,, Kiedy następny?'' Zaraz pod tytułem bloga, fioletowymi literkami jest to napisane.
PS. Przepraszam za zawał jaki zafundowałam Pegaz i innym czytelnikom. :)

2 komentarze:

  1. Świetne jak zawsze. Nie złość się za komentarze z pytaniami o następny bo w wersji mobilnej nic takiego nie ma a ja na przykład korzystam tylko z takiej

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekaj no.... "Chcę wiedzieć, kto zagraża mojej siostrze"? WAT?! Okej, loading... brat Raven. Rafe? W dodatku "martwy", tak? ]:-D rozgryzłam to. Rafe żyje, tak jak chciałam, trololo! Jeśli tak, to ogromnie się cieszę. Tylko co z tym jego wypadkiem, chcę wszystko wiedzieć! :) A ten cały Simon, mówiłam już, że go nie lubię? ;p Uratuję ją, uratuję, a pewnie sam ją tam wcześniej zepchnął. Za to Brian, ten... ugh!, pilnowałby swojej dziewczyny, którą w dodatku ma się opiekować! Przepraszam, że obrażam Twojego bohatera, ale znowu zachował się lekko niezawodowo i nieodpowiedzialnie xD Ale bardzo podobała mi się akcja z jego perspektywy, ładnie ujęłaś "różnicę ich charakterów" :D Lalala, ciekawe co będzie dalej, widzę, że szykujesz im niezłą plątaninę wydarzeń ;3
    Szkoła średnia, powiadasz. Phiii, gdybyś była w MATURALNEJ <3 Ale masz rację, coraz mniej czasu na hobby. Dzisiaj sobie popiszę (mam nadzieję) :D
    Dłuższego rozdziału, kochana, Pegaz pragnie, błagam, nie każ mi tyle czekać!! ;* Wow, podjarana ja.
    Życzę Ci dużo weny i mało nauki :)

    http://ludzieumyslu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń