czwartek, 3 lipca 2014
8.
- Brian.- Wymawiam imie mojego chłopaka wysyłając cichą prośbę aby przestał.
- Kochanie muszę już iść do domu. Puść.- Proszę Briana, który przyssał się do mojej szyi. Nie żeby nie było mi przyjemnie. Jest i to bardzo. Wreście cmoka ostatni raz moją szyje i całuje mnie w usta. Wstaje razem ze mną i poprawiając swoje spodnie mówi:- Odwioze Cię.
-Nie. Zamówie taksówkę. Ty się połóż i odpoczywaj. Jestem pewna że alkochol, który wypiłeś wczoraj wciąż w tobie krąży.
- Wcale że nie. Czuje...
-Zamówie taksówkę.-Nalegam. Opieram dłoń na jego umięśnionej piersi. Po długiej minucie, wreście kiwa głową na zgodę i obejmuje mnie. Jego głowa oparta jest o moją , a duże dłonie obejmują mnie w tali.
-Hej.-Mówie łagodnie.- Nie smuć się. Przeciesz możesz mnie odprowadzić do taksówki.
Czuje jak jego dłonie powoli zjeżdżają na mój tyłek.
- Brian...
-Wiem.-Przerywa mi.- Chodź odprowadzę Cię.- Łapie mnie za ręke. Łapie jeszcze moją torebkę i wychodzimy.
Brian całuje mnie mocno przy drzwiach taksówki. Odrywamy się od siebie jednak Brianowi jeszcze mało i całuje mnie ponownie.
- Brian...
Odsuwa się ode mnie z westchnieniem.
-Spakuj się.-Patrzy na mnie zdziwiony.- Po jutrze jedziemy na biwak, zapomniałeś?
Kiwa głową wyraźnie zakłopotany. Uśmiecham się do niego szeroko.
-Nie martw się. Ja też. - Cmokam go w policzek i wsiadam do taksówki. Żółty samochód rusza , a ja odwracam się i widzę stojącego samotnie Briana na chodniku.
*
-Wiem, Tammy.- Odpowiadam przyjaciółce trzymając ramieniem komórkę. Byłam w trakcie pakowania się na obóz, kiedy zadzwoniła.
-Myślisz że mogę zabrać te miętowe sandałki?-Pyta.
-Jedziemy na obóź, Tammy. W góry. Nie wiem czy wogóle będziesz miała szanse je założyć. Niby z nazwy to zwykły obóź, a co jeśli urządzą nam prawdziwą szkołe przetrwania? Wątpie żeby twoje miętowe sandałki uratowały ci życie czy pomogły uciec.
Wzdycha.
-Trudno. Przynajmniej umre w ładnych butach.-Chichocze, a ja razem z nią.- Dobrze Ci radzę Raven weś jakieś ładne buty i sukienki.
Kręce głową.
-Dobra, dobra. Muszę kończyć Tammy. Wiesz pakowanie i te sprawy.
-Jasne. Do jutra!- Żegna się głośnym całusem w słuchawkę.
Z uśmiechem odkładam mój czarny iPhone na szafkę i schylam się , aby wyciągnąć z niej reszte ubrań. Ku mojemu zdumieniu z dna szafki wypada coś jeszcze. Mój uśmiech blednie, kiedy poznaje duży czarny notatnik który podarował mi Rafe. Podnoszę go i patrzę na niego. Czuje nie opisany gniew na jego widok. Chce go schować na dnie szafki i znowu o nim zapomnieć. Zapomnieć o mojej przeszłości. Lecz nie mogę. Coś zabrania mi o nim zapomnieć. Mimo iż wszystko we mnie krzyczy ,, Nie otwieraj go. Ukryj go znowu na dnie szafki i zapomnij o nim'' nie potrafie się powstrzymać i otwieram go. Poznaje swoje ozdobne delikatnie pochylone pismo. Bezwiędnie moje palce wędrują do kształtnych liter. Oczami wyobraźni widzę jak przyciskam długopis, przelewając myśli na kartkę. Przesuam palcami po literach i po chwili wachania otwieram go na przypadkowym wpisie.
14 grudzień 2013 r.
Jestem szczęśliwa. Tylko że to nie prawda. Udaję. W sumie przyzwyczaiłam się do udawania szczęśliwej. W sumie weszło mi to w nawyk, a wymuszanie uśmiechu nie sprawia mi żadnego problemu, mimo że w sercu czuje żal, smutek i pustkę.
Chce być szczęśliwa. Tylko nie potrafię. Tak jak nie potrafie zapomnieć.
Czuje łzy w oczach czytając przypadkowy wpis z mojego pamiętnika. Przewracam kartki.
10 styczeń 2014 r.
Dlaczego ludzie mówią że czas goi rany?
Przeciesz to totalna bzdura. Nic, nawet czas nie goi ran.
One zawsze będą istnieć możemy tylko o nich zapomnieć.
Patrzę na następną stronę.
11 styczeń 2014 r.
Uświadomiłam sobie że to co napisałam to kłamstwo.
Czas leczy rany, wspomnieniami rekompensuje nam to co straciliśmy.
Z trzaskiem zamykam mój pamiętnik i rzucam go na łóżko. W zdenerwowaniu przeczesuje palcami włosy.
-Raven! Kolacja!- Słyszę wołanie maki.
-Już idę!
*
Następnego dnia stało się coś zaskakującego. Do naszej klasy doszedł nowy uczeń o imieniu Simon. Oczywiście Aberton poinformowała jego rodziców o obozie w związku z czym poznamy go dopiero jutro. Przed odjazdem.
-To dziwne.-Mówi Tammy pochłaniając kawałek swojego Cheeseburgera. -Po co ktoś miałby się przenosić do innej szkoły 3 miesiące przed jej końcem.
-Może się przeprowadził.- Dorzucam patrząc na nieobecnego duchem Briana.
-Może. Ale sama o tym pomyśl nie lepiej było by poczekać do zakończenia szkoły?
Wzruszam ramionami.
-Pewnie tak.-Szturcham Briana łokciem. Pierwszy raz od kilku minut mój chłopak patrzy na mnie.
-Co jest?- Pytam cicho. Mimo iż Tammy jest pochłonięta rozmową z Drew, nie chcę aby któreś z nich myślało że coś jest nie tak.
Kręci głową. - Po prostu się zamyśliłem.- Widzę że kłamie lecz nic nie mówie. Opieram głowę na jego ramieniu i splatam naszę ręce. Postanawiam nie drążyć tego tematu i poczekać aż sam mi powie co się dzieje.
-Spakowaliście się?-Pytam moich przyjaciół chodź to pytanie bardziej kieruje do Drew i Briana.
-Oczywiście że tak.-Odpowiada Drew z uśmiechem i ręką obejmującą ramiona Tammy.
Patrzę na Briana.
-Pewnie.-Odpowiada i z uśmiechem całuje mnie słodko w usta. Wtedy zadzwonił dzwonek na naszą ostatnią lekcje. Wzdycham. Ja i Brian mamy różne lekcje na ostatniej godzinie.
-Do zobaczenia po szkole.-Mówie.
-Będe tęsknił.-Odpowiada i całuje mnie delikatnie. A potem odchodzi.
Wreście po długim oczekiwaniu nadchodzi dzień wyjazdu. Cała nasza klasa zebrała się przed szkołą w oczekiwaniu na szkolny autobus mający zawieść nas do celu naszej wyprawy. A dokładniej u podnuża Błękitnego Pasma (Blue Ridge Mountains) znajdujacego się w południowych Appalachach. Wszyscy są podekcytowani i gadają w grupkach o tym kto z kim będzie dzielił domki.
-Ciekawe czy będzie można dzielić domki z chłopakami?-Pyta głośno Tammy.
-Szczerze w to wątpie.-Mówie tulona w mojego chłopaka. Od wczoraj jest jakiś cichy i wkurzony.
- Uwaga! Będe odczytywać listę. Jeśli kogoś wyczytam wchodzi do autobusu i zajmuje miejsce. Czy to jasne?
-Tak!-Mówimy chórem. Dlaczego ona poprostu nie odczyta tej listy? Przeciesz każdy do cholery wie co ma zrobić.
-Maya Adler
Rebeca Anderson.
Michael Arctowsky
Jessica Black
Tobias Brown
Po którymś z kolei nazwisku zamykam oczy i czekam aż Aberton mnie wywoła.
- Raven Colins!- Ożywiam się słysząc moje nazwisko i po szybkim cmoknięciu Briana wchodzę do autobusu. Oczywiście nie dało się przegapić surowych spojrzeń Aberton i Maxwella.
Po wyborze miejsca pod koniec autobusu, sadzam na nim swój tyłek kiedy do autobusu wchodzi Brian. Macham do niego i po chwili siedzi już obok. Do autobusu wchodzą kolejne osoby z listy aż wreście słysze: - Andew Hunter!
-Drew, prosze pani.-Słyszę głos przyjaciela nim wchodzi do autobusu.
Przewracając oczami zajmuje miejsce przed nami. Pogrążamy się w rozmowie ignorując wszystko i wszyskich. Aż wreście słyszę donośny głos Aberton wykrzykujący- Simon Reyes!
Do autobusu zaraz za Alice Nicholson wchodzi chłopak z ciemnymi włosami i siada za nami.
Widzę jak dobry nastrój Briana wyparowuje i zastanawiam się jedynie dlaczego.
*Brian*
Widzę zmartwienie na twarzy Raven, kiedy pyta o co chodzi. Żałuje że nie moge jej powiedzieć prawdy. Obejmując ją opiekuńczo ramieniem, przypominam sobie wczorajszą rozmowe.
-Co jest Brian?- Pyta odrazu mój rozmówca.
-Pojawił się nowy.
-Człowiek Gimeneza?
-Możliwe.-Odpowiadam.- Nazywa się Simon Reyes. Sprawdź go.
-Dobra... A co z Raven?
Czuje narastające rozdrażnienie. -Jest bezpieczna i szczęśliwa.Mimo iż nic nie mówi brakuje jej was.-Po drugiej stronie zapada milczenie. Słysze jak chłopak wzdycha.
-Wiem. Mi i BJ też.
Parskam.-Ostanio kiedy go widziałem na jego ramieniu wisiała jakaś wytapetowana brunetka.
- Nie potrafi zapomnieć o Raven. Ona jest sensem jego życia.
-Więc szuka jakiejś jej taniej podróbki?
-Dość, Brian. Nie wiesz co on przechodzi. Nie wiesz jak to jest być z dala od ukochanej.
-Wiem. Wiem o tym doskonale.- Przerywam połączenie.
_________________________________________________________________________________
Oto i on kolejny rozdział. Trochę w nim wpisów z pamiętnika Raven i kolejne tajemnice Briana. Jeśli jakiś wątek jest nie zrozumiały to piszcie. I wreście będe mogła napisać o obozie. W związku z tym rozdział może być trochę później. Podkreślam może. Więc proszę o komentarze i do kolejnego.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
To jest boskie. Z resztą jak każdy poprzedni rozdział. Ps. proszę tylko nie myśl za długo nad następnym bo chyba oszaleje jak będę musiała czekać. Poważnie moja ciekawość mnie zabije.
OdpowiedzUsuńPostaram się. :)
UsuńKolejny ciekawy rozdział .
OdpowiedzUsuńŻyczę weny i czekam na dalsze wpisy :)
Kiedy następny?
OdpowiedzUsuńAnimka
Spóźniona ale jestem :D No, dłuższy był! Yeah! Dobry plan z pamiętnikiem Raven, dobrze, jakby pojawiały się jej wspomnienia jeszcze w kolejnych rozdziałach :) Brian taki nie w humorze, wow, wow. Coś mi mówi, że będzie jeszcze gorzej. Obóz! Wyczuwam rzeź, milordzie ;p Co to za Simon? Tajemniczy typek póki co, jestem ciekawa jego osoby ;p A BJ? Z dala od ukochanej, a niech się wypcha ;p Brian znów coś ukrywa, czuję to i wiem, że będzie miał kłopoty ;p Wracając do obozu, Tammy wyskoczy w szpileczkach i pójdzie biegać dziesięć okrążeń wokół boiska albo gorzej xd Hm.. pojawi się Simon, Brain dostanie nerwicy, pogryzą się... RZEŹ :D
OdpowiedzUsuńSzybko klikaj kolejny, raz dwa! ;D
Pozdrawiam i dużo weny ;**
http://ludzieumyslu.blogspot.com/
bardzo fajnie piszesz, podoba mi sie strasznie, fspaniały blog ♥ zapraszam tu http://przyjacieleponadwszystko.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń