Udało mi się zasnąć po tym jak obudził mnie mój koszmar. Teraz obudził mnie dźwięk sms'a.
Biorę w rękę telefon i odczytuje wiadomość od Briana.
,,Dzień dobry moja idealna, kochana, wspaniała, cudowna, słodka, najpiękniejsza, nie powtarzalna, nie zastąpiona, urocza malutko księżniczko.''
I kolejny:
I wstawaj leniuszku.
Czuje jak mimowolnie się uśmiecham. I z tym uśmiechem zaczynam dzień.
*
Idę przez szkolny hol szukając, mojego chłopaka Briana. Mijam wielu z moich znajomych odmachując im przyjaźnie. Nie mogę wiecznie odpychać od siebie ludzi, jak to mówi Tammy. Skręcam w kierunku sali gimnastycznej i jest widzę go. W towarzystwie tej tapeciary, Alice, która przylepiła się do jego boku. Jestem wkurzona. Poprawiam na ramieniu czarną torbę i ruszam w ich kierunku. Brian podnosi swoje zielone oczy i patrzy prosto na mnie. Uśmiecha się do mnie i natychmiast, kiedy podchodzę obejmuje mnie swoim ramieniem i całuje prosto w usta, które pomalowałam dziś rano truskawkowym błyszczykiem. Oblizuje swoje idealne usta i uśmiecha się.
-Truskawka.-Odwraca się w stronę Alice i mówi: - Alice i ja robimy dziś razem prace domową po lekcjach.- Że co?! Jaką prace domową do cholery. Alice uśmiecha się z wyższością.
-Brian, zapomniałeś że coś mi obiecałeś?-Chłopak patrzy na mnie unosząc swoją przekutą brew.- Miałeś pomóc mi wybrać sukienkę na imprezę .- Brian najwyraźniej dostrzega niebezpieczny błysk w moich oczach, bo uderza się dłonią w czoło.
-No tak. Przepraszam Alice, ale jak widzisz jestem zajęty. Może innym razem.- Odchodzimy, trzymając się za ręce.
-Co to było?- pyta, kiedy jest pewny że Alice nas nie usłyszy.
-Co co to było?-odpowiadam pytaniem.- Co ty w ogóle. z nią robiłeś? Ona Cię jawnie podrywała.
-Raven, ona mnie nie podrywała!-Jęczy, kładąc rękę na moich ramionach. -Podrywała Cię! Widziałam! Wczoraj nawet zapewniała mnie że potrafi dogodzić chłopakom takim jak ty.
-Nawet jeśli mnie podrywała, to co z tego? Interesujesz mnie tylko ty, skarbie.
Uśmiecha się do mnie, a ja nie potrafię się na niego gniewać, kiedy to robi. I jeszcze te smutne oczy!
-A ty się nie uśmiechaj.-Mówię.- Próbuje być na Ciebie zła.
Uśmiecha się jeszcze szerzej i całuje mnie w policzek.
-Chodźmy na lekcje.
*
Ostatnią lekcją jaką mam jest WF i okazało się że mam ją razem z Brianem. Ucieszyłam się i wcale tego nie ukrywałam. Pożegnaliśmy się z Brianem długim pocałunkiem przed szatnią i poszliśmy się przebrać. Kiedy weszłam na sale Brian już tam był i pomachał do mnie. Chwilę później dowiedziałam się że gramy w zbijaka, dziewczyny kontra chłopaki. Obydwie drużyny były podekscytowane i sprzeczały się podczas gry. Pod koniec pierwszej rundy na boisku zostałam tylko ja i Brian. Mój chłopak rzucał lekko uważając szczególnie, aby mnie nie zranić. Ja nie miałam takich skrupułów i rzucałam mocno i celnie. Tym sposobem nasza drużyna wygrała. Brian uniósł ręce pokazując swoją niemoc i powiedział do podrażnionego Desmonda:- To moja dziewczyna, stary. Musiałem dać jej wygrać.
Tak więc zaczeła się druga runda. Z obu drużyn wolniejsi członkowie szybko poodpadali więc w naszej drużynie zostałam: Ja, Mary, Tammy, Sophie i bliźniaczki Lawson, a u chłopaków : Brian, Desmond, Drew i Tobias. Nasze szanse były wyrównane mimo naszej przewagi w osobach. Desmond miał piłkę i podrzucał nią, obracając jednocześnie zastanawiając się w kogo rzucić. Tammy krzyknęła coś do mnie i kiedy odwróciłam głowę w jej stronę poczułam silne uderzenie, które zwaliło mnie z nóg. Dostałam prosto w bok głowy i jakby w oddali słyszałam Drew ochrzaniającego Desmonda. Usiadłam pochylając głowę i patrzyłam jak natychmiast zaczęła mi ciec z nosa krew. Poczułam jak Brian przykłada mi coś do nosa i pomaga mi wstać. Kiedy zobaczyłam fragment jego nagiego tors domyśliłam się że to jego koszulka.
-Tobias idź z nią do pielęgniarki.-Polecił trener.
-Co?! Nie! Ja z nią pójdę.-Sprzeciwił się Brian troskliwie obejmując mnie ramieniem.
-Uspokój się chłopcze. Wiem że to twoja dziewczyna i mimo wszystko uważam że Tobias powinien ją zaprowadzić to pielęgniarki.
-Nie. Pójdę z nią czy pan mi pozwoli czy nie.-Nie przejął się trenerem i tak jak powiedział zaprowadził mnie do pielęgniarki. Okazało się że na szczęście nie mam złamanego nosa tylko uderzenie spowodowało szybki wzrost ciśnienia i popękały mi naczynka. Po 2 minutach krwawienie ustało i nie byłoby po nim śladu, gdyby nie zakrwawiona koszulka Briana.
-Ubrudziłam Ci koszulkę.-Mówię kiedy idziemy do szatni się przebrać.
-To nic. Ważne że nic Ci się nie stało poważnego.- Zabiera z moich rąk koszulkę.
-Poczekam na Ciebie .-Mówi i znika w męskiej szatni. Robię to samo i kilka minut później wychodzę ubrana z szatni. Przed szatnią czeka Desmond i ani śladu po Brianie.
-Chciałem Cię przeprosić.-zaczyna.- Za nos i głowę.
-Nie ma sprawy.-Mówię, kiedy z szatni wychodzi Brian.-To do jutra.-Żegnam się z chłopakiem i idę prosto do Briana. Obejmuje ręką moją talie zabierając wcześniej torbę z mojego ramienia.
-Co chciał?- W jego na pozór spokojnym tonie, słychać nutkę zazdrości i gniewu.
-Nie musisz być zazdrosny Brian. On tylko mnie przepraszał.
Przewracam oczami.
-Wcale nie jestem zazdrosny.-Zaprzecza.
-Jesteś. Widzę to.
-Nie jestem.
-Jesteś.
-Nie.
Po chwili zastanowienia mówię:
-Nie, nie jesteś.-Zwieszam głowę, a Brian łapie przynętę.
-No dobrze jestem, ale tylko troszeczkę.-Mówi cicho.-Tylko sobie nie myśl że z tego powodu masz nade mną władzę.
Uśmiecham się szeroko, a on przewraca oczami i otwiera mi drzwi do samochodu.
*
Jesteśmy w mieszkaniu Briana. Siedziałam wygodnie na kolanach mojego chłopaka,
z twarzą wtuloną w jego szyje, kiedy oznajmił mi że mam się szykować jeśli chce iść na te imprezę. Nie chętnie wstałam, wzięłam torbę w której miałam sukienkę i weszłam do białej, ale bardzo męskiej łazienki. Zakładam sięgającą do połowy ud czarną sukienkę bez ramiączek, z koronką na staniku sukienki. Wsuwam na nogi buty na obcasie w neonowym odcieniu różu, który pasuje mi do torebki i lakieru na paznokciach. Maluje usta i robię kreski nad powiekami.
Czesze właśnie włosy, kiedy rozlega się pukanie do drzwi.
-Umm... Skarbie? Nie chce Cię popędzać czy coś, ale za ile kończysz?
Chowam niepotrzebne rzeczy do torby, którą podnoszę z podłogi i wychodzę udostępniając Brianowi łazienkę. Widzę jego coraz szerszy uśmiech kiedy jego wzrok wędruje po moim ciele.
-Wiedziałem że mam piękną dziewczynę, ale to? Po prostu wow.-Podchodzi do mnie i obejmuję mnie w tali. Pochyla się aby mnie pocałować i mówi: - Wyglądasz ślicznie. Wszyscy będą mi Ciebie zazdrościć.-Cmoka mnie w usta i zlizuje ze swoich mój truskawkowy błyszczyk. Większość chłopaków właśnie by wycierała usta a nie zlizywała go. Kręcę z niedowierzaniem głową. Brian nie jest większością.
Pozwalam mu się pocałować jeszcze raz tym razem w kącik ust zanim wypuszcza mnie z ramion i idzie do łazienki. Kilka minut później wychodzi odświeżony i jedziemy na imprezę.
Wchodzimy do wielkiego białego domu z którego słychać głośną muzykę. Pierwsze co widzę to mase ludzi, których nie znam. Rozglądam się za Drew i Tammy, a Brian idzie po coś do picia. Idę więc przez tłum ludzi i zaglądam do każdego pomieszczenia na parterze. Znajduje ich chichoczących na kanapie w salonie, który został przerobiony na parkiet.
- Szukałam was.- Przekrzykuje hałas. Tammy wstaje i przytula mnie. -A gdzie Brian?-pyta krzycząc mi do ucha. Tammy puszcza mnie i już mam odpowiedzieć, kiedy czuje Briana obejmującego mnie. Patrzę w górę na niego i uśmiecham się. Odpowiada mi uśmiechem i podaje mi czerwony plastikowy kubeczek w którym jak wyczuwam znajduje się piwo.
Wita się z Tammy i Drew, który chwilę później zabiera swoją dziewczynę na parkiet. Unoszę kubeczek do ust i wypijam trochę jego zawartości. Brian odstawia swój na stolik i niedługo potem wyjmuje mi z rąk mój. Odstawia mój obok swojego i prowadzi mnie na parkiet. Akurat piosenka się kończy i ktoś puszcza wolną. Brian kładzie moje ręce na swojej szyji. Swoje ręce kładzie na moich biodrach i zaczynamy poruszać się w rytm muzyki.
_________________________________________________________________________________
Wpadłam na pomysł, aby dodać bohaterów. Co o tym sądzicie?
Super rozdział, czekam na następny < 3
OdpowiedzUsuńŚwietny pomysł dodaj bohaterów :)
Życzę udanej majówki
Zrobiłaś mi niespodziankę tym rozdziałem ;) Słoooodki sms, też bym chciała takie dostawać xd Widać, że ta dwójka ma się ze sobą bardzo dobrze, mam nadzieję, że uda im się przetrwać te wszystkie kataklizmy, które masz zamiar na nich zesłać, co oczywiście będzie interesujące ;P Alice zaczyna knuć, oby tak dalej. Ach, Raven zazdrośnica. Zbijak, czemu nie dziwi mnie to, że dostała piłką? xd chociaż tak świetnie jej szło. Dobrze, że dałaś nowych bohaterów, może wniosą nowe rozwiązania i pomysły :D
OdpowiedzUsuńDo następnego i weny ;**
http://ludzieumyslu.blogspot.com/